Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jogurt Truskulowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jogurt Truskulowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2009

Te Tris - Dwuznacznie

"Dwuznacznie" Te Trisa miało być najgorętszym debiutem ubiegłego roku. Wszystko jednak się jakoś tak potoczyło, że album zdążył ukazać się do ostatniego dnia grudnia. Najlepszym debiutantem okrzyknięto - całkiem słusznie zresztą - Zeusa. W tym roku już się to nie powtórzy. Tet wydał długo oczekiwany krążek i nic nie wskazuje na to, aby ktoś mu mógł tytuł debiutanta 2009 roku odebrać. Ba, raper z Siemiatycz wraz ze swoim materiałem powalczy też zapewne w końcoworocznych rankingach w kategorii "najlepsza płyta roku".

Inna sprawa, że właściwie ciężko mówić o Te Trisie jako o debiutancie. W 2004 wydał "Naturalnie" - jeden z najlepszych nielegali w historii polskiego rapu, znany również tym fanom hip-hopu, którzy normalnie w rodzimy underground się nie zagłębiają. Ponadto, od wielu lat znany jest na scenie freestyle'owej, będąc jedną z największych ikon wolnego stylu w kraju (choć dziś już raczej jako juror). Mało tego, na kilka miesięcy przed premierą swojego legalnego debiutu nagrał spontaniczne "Stick2MyNameRight" - mixtape, którego najważniejszą zaletą były 2 cechy jego autora, a mianowicie zajawka i miłość do hip-hopu.

Oczekiwania przed "Dwuznacznie" były naprawdę spore. Niektórzy spodziewali się po Te Trisie pewnie czegoś niezwykłego i zadziwiającego. Niestety, ich muszę srogo rozczarować - Tet przygotował album, który nie zaskoczy jego fanów. Czym miał jednak zadziwić, skoro jest raperem nad wyraz uniwersalnym. Znakomicie radzi sobie w różnych stylistykach - potrafi nawinąć dobre bragga, ciekawy storytelling, dobry kawałek wspominkowy, a przy tym z wielką gracją porusza się w metaforach, porównaniach i grach słownych. Nie wiem więc, czego niektórzy wymagają od Te Trisa. Że zaskoczy ich, nagrywając utwór w klimatach ulicznych? No chyba nie o to chodzi.

Na "Dwuznacznie" raper z Siemiatycz przede wszystkim uwydatnia swoje najważniejsze walory. Jako uznany freestyle'owiec bitewny dobrze czuje się w konwencji bragga. Choć na dobrą sprawę, tak do końca trzyma się jej tylko w singlowym "TetRock", to dobre punchline'y zdarzają się również w innych utworach. Powinny one zadowolić najbardziej wybrednych słuchaczy, nawet w czasach, kiedy wychwalać się potrafi wielu MC's w kraju. Sam miłośnikiem bragga nie jestem, więc z większym entuzjazmem przyjąłem pozostałe numery z płyty. Generalnie rozczarowałem się tylko "Magnum 2", ale to i tak tylko dlatego, że wciąż mam w pamięci pierwszą, genialną i niezwykle dynamiczną część z "Naturalnie". Dość średnio przyjąłem też "Chemafi" - doceniam kunszt Te Trisa, całkiem fajnie bawi się tu słowem, lecz najpewniej skippowałbym ten numer, gdybym tylko miał taki zwyczaj.

Jak wspominałem, Tet znakomicie się sprawdza w wielu stylistykach. Na "Dwuznacznie" tylko to potwierdza. Wzorem Ostrego potrafi kłaść duży nacisk na wartości rodzinne ("MaMa"), a zarazem niczym Łona ironicznie się uśmiechnąć, przedstawiając dający do myślenia przykład współczesnego człowieka ("IDeał"). Te Tris znakomicie odnajduje się też, opowiadając zabawną historię ("Poritfmao") oraz filozofując w kawałku tytułowym. Swoją wszechstronność raper z Siemiatycz udowodnił - co najmniej moim zdaniem - imprezowym "Tam i z powrotem (dookoła)". Jest to też znakomity przykład na tę całą dwuznaczność albumu - z jednej strony numer znakomicie nadaje się na każdy melanż, a z drugiej każe nam się zastanowić nad tym, co podczas takich popijaw (bo czasem trudniej je inaczej nazywać) ludzie wyprawiają.

Wszystko - jak to u Teta - opakowane w dopracowane, acz na pewno nie idealne flow oraz wysokie umiejętności technicznie, z zaznaczeniem, że głównej roli nie grają tu wbrew pozorom rymy wielokrotne, a sama treść, co mi niezmiernie przypadło du gustu. Nawiasem mówiąc, ogromnie podoba mi się wyważony stosunek rapera do własnej osoby, który można zaobserwować już w tracku otwierającym płytę ("Jedni mówią 'kocham typa', drudzy 'Tet odpadnie' / A jedni i drudzy zazwyczaj bezpodstawnie"). Nie można też zapomnieć o tym, iż - podobnie jak "Stick2MyNameRight" - "Dwuznacznie" wręcz kipi od follow-upów. Co ciekawe, Te Tris nie nawiązuje tylko do twórczości innych raperów (przykłady pierwsze z brzegu to Wankej i Pezet), ale również do Kazika Staszewskiego, co dla mnie - jako fana - jest sporym plusem.

Gościnnie na płycie słyszymy 5 raperów i 2 całkiem niezłe wokalistki (choć nie ulega wątpliwości, że kilka lepszych gościło do tej pory na hip-hopowych produkcjach). Najlepiej spisał się chyba Esdwa, który nawinął genialną zwrotkę w "Zyskistraty". Niemal równie dobrze wypadł Pogo w "Nieodwracalnie". Kiedy wreszcie ci dwaj panowie związani z WieszOCoChodzi wydadzą coś nowego? Z featu na feat słychać progres, więc byłaby to naturalna kolej rzeczy. Świetnie z Tetem uzupełnia się też Łona, który kapitalnie zaprezentował się w "Tam i z powrotem". Nieco więcej oczekiwałem od Weny, aczkolwiek nie ma tu mowy o srogim zawodzie. W ogromny marazm popadł za to O.S.T.R. - łodzianin zalicza ostatnio spory regres, to jego najgorsza zwrotka od bardzo dawna.

Ostrowski poradził sobie jednak znakomicie w roli beatmakera. Jego podkłady to nie żadne odrzuty, tylko naprawdę doskonała robota. Bit do "Tam i z powrotem" to - wg mnie - jeden z najlepszych na płycie, podobać się może on chociażby ze względu na instrument smyczkowy w tle. Najbardziej wyraziście pod względem producenckim wypadł jednak kto inny, a mianowice - tu niespodzianka - Te Tris. Pochwalić go można przede wszystkim za odważne samplowanie z muzyki rockowej - singiel "TetRock" jest tego najlepszym przykładem. Rewelacyjnie wyszła też mu końcówka tytułowego "Dwuznacznie" - ciekawe, czy tylko mi przeszły ciary po plecach, gdy usłyszałem tę gitarę elektryczną? Fantastycznie zaprezentował się też Urbek. Wprawdzie spod jego ręki wyszedł tylko bit do "Bez wazeliny (każdy wers)", lecz zarazem jest to prawdziwa bomba, która znakomicie będzie brzmieć na każdym koncercie. Listę producentów uzupełniają Qciek, Stona, DJ Creon oraz DJ Tort - każdy z nich pokazał się z naprawdę dobrej strony. Ten ostatni ma dodatkowo doprawdy ogromne poczucie humoru, o czym świadczy cut użyty na zakończenie kawałka "Portfimao".

"Dwuznacznie" to bez wątpienia jedna z najbardziej wyczekiwanych premier ostatnich miesięcy. Nie jest jednak tak rewelacyjna jak może wynikać z mojego dotychczasowego opisu i czego można byłoby spodziewać się po tylu latach pracy. Sam Te Tris po prostu czasem nieco nudzi, powtarzając tematy rzucane już chociażby przy okazji "Stick2MyNameRight". Niemniej, raper z Siematycz potwierdza swoją klasę i wysokie umiejętności. Bez wątpienia jest to płyta bardzo dobra, dosłownie ocierająca się o wspomnianą rewelację. Myślę, że Tet i jego "Dwuznacznie" nawiążą pod koniec roku ciekawą walkę z Mesem i "Zamachem na przeciętność" oraz Ortegą Cartel i "Lavoramą". Poznanie tej płyty to obowiązek każdego, kto deklaruje się jako słuchacz polskiego rapu.

Ocena: 8+/10

niedziela, 9 sierpnia 2009

"Warszawa zdecydowanie rządzi pod względem freestyle'u" – wywiad z Duże Pe

Duże Pe to raper, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Współautor "Sinusa", połowa duetu Cisza & Spokój, frontman zespołów takich jak Senk Że i Masala. Właśnie z tym ostatnim pojawił się 12 lipca na gorzowskim Reggae nad Wartą. Spotkaliśmy się przed występem Masali, jeszcze na zamkniętej próbie zespołu. Pe zgodził odpowiedzieć na parę pytań, czego efektem jest poniższy zapis rozmowy.
Jakie nadzieję wiążesz z Reggae nad Wartą, patrząc na historię festiwalu oraz tegoroczny line-up?

O Chryste Panie! (śmiech). Szczerze mówiąc zupełnie nie śledzę historii tego festiwalu. Nigdy nie byłem wkręcony w reggae, a w polskie reggae to już zupełnie. Więc… nie mam zielonego pojęcia!

Tak jak myślałem… (śmiech). Zostawmy więc ten festiwal na boku i zajmijmy się Twoją osobą. Ostatnio wydaliście z Masalą "Cały Ten Świat". Fani wciąż czekają na drugi album Ciszy & Spokój i kolejny album Senk Że. Dobrym prezentem dla słuchaczy byłby również inny krążek hip-hopowy, niekoniecznie ze Spoxem. Kiedyś rozsiewane były plotki o płycie z Mezo. Pojawiłeś się w aż 4 utworach na płycie Racy, wyglądało na to, że dobrze się rozumiecie. Może jakaś szersza współpraca z nim się kroi? Jesteś w trakcie nagrywania czegoś większego, czy nie mamy na co czekać?

Plotkom proponuję nie dawać wiary. (śmiech) Powiem Ci tak: sporo się dzieje, planuję do końca 2010 roku wypuścić minimum trzy bardzo różne solowe płyty - niekoniecznie stricte hip-hopowe - choć na pewno mające z hip-hopem wiele wspólnego. Póki co nie chcę jednak zdradzać z kim je przygotowuję, w jakim dokładnie stylu muzycznym będą, etc. Co do płyty Cisza & Spokój - przynajmniej w najbliższym czasie raczej się nie ukaże, gdyż zdecydowałem rozluźnić współpracę biznesową i artystyczną ze Spoxem - mam wrażenie, że wyjdzie to nam obu na zdrowie.

Jeżeli idzie o nową Masalę - gdy ostatnio rozmawiałem na ten temat z Praczasem, to mówił, że raczej nie wcześniej niż pod koniec 2010 roku, gdyż ma póki co na głowie nowy album Village Kollektiv, swoją płytę producencką i wydawniczo-managementowe ogarnięcie nowego Lao Che i innych zespołów z Open Sources itd. Jest więc jeszcze sporo czasu, choć ja będę naciskał żeby działać wcześniej, bo ciągle układają mi się w głowie nowe, aktualne teksty pasujące pod masalowy klimat i żal żeby leżały i "się kurzyły". Możliwe natomiast, że wkrótce ukaże się remix-album z LP "Cały Ten Świat", bo od jakiegoś czasu nakręcamy działania w tym kierunku i mam nadzieję, że koniec końców coś z nich wyjdzie. Mamy na dyskach kilka remixów przygotowanych przez krajowych producentów i drugie tyle przygotowanych przez ludzi z zagranicy. Zapowiada się to wszystko bardzo ciekawie, chciałbym nagrać wokale do kilku kawałków na nowo, kilka przygotować w wersjach angielskojęzycznych, ogólnie - żeby było to coś więcej niż "zwykły" album z remixami.

Jeżeli idzie o Senk Że, to zastanawiamy się nad rozszerzoną re-edycją płyty "Fogga Ragga" z kilkoma nowymi kawałkami Fogga w skandalicznych wersjach, ale nie mogę nic w tej kwestii obiecać. Ogólnie, nie wiem czy w kwestii Senk Że w ogóle mogę cokolwiek obiecać… Radikal jest mocno wyjęty przez prozę życia - przeprowadził się pod Warszawę, ma mnóstwo "życiowo-rodzinnych" kwestii na głowie i nie poświęca sprawom Senk Że tyle czasu, sił i energii co na starcie projektu. Mista Pita jest non-stop skrajnie zajęty, bo artystycznie ogarnia mnóstwo kwestii. Ma swoje awangardowe, freejazzowo-noise'owe projekty, za które jest wychwalany pod niebiosa przez amerykańskich czy japońskich krytyków muzycznych specjalizujących się w tego typu muzyce. Do tego koncertuje z Gabą Kulką, z siostrami Przybysz, w kilku grupach z Macio Morettim, etc. Cały czas rzeźbi też różne projekty jako właściciel studia / realizator, instrumentalista i producent - wystarczy wspomnieć fakt, że ostatnio ogarniał całą muzykę do filmu "Wojna polsko-ruska..." wg. Masłowskiej, a swoje płyty nagrali u niego w studiu m.in. EastWest Rockers i Grubson. Piotrek jest mega uzdolnionym gościem, prawdopodobnie najzdolniejszym muzykiem jakiego dane mi było i dane mi będzie kiedykolwiek poznać. To świetna sprawa i jestem opór szczęśliwy, że mogę z nim współpracować, ale ma to tę wadę, że reszta świata też nieustannie chce wspólnie z nim coś robić... (śmiech)

A występy gościnnie? Ostatnio pojawiłeś się na "Remote Vision" Holdcuta w aż 3 utworach, w tym w rewelacyjnym, dającym do myślenia "God, Silence & Vodka". Pojawisz się u kogoś w najbliższym czasie?

Jeśli idzie o hip-hop czy reggae / dancehall nie kręci mnie twórczość 99% krajowych ekip które się do mnie odzywają z zapytaniem o featuring, a jednocześnie nie jestem tak komercyjnie nakręcony, żeby olewając to, czy coś mi się podoba, czy nie, mówić "Nie ma sprawy, przelej mi 500 PLN i się dogram do kawałka albo nagram Ci dubplate". Choć w sumie byłoby to łatwym sposobem na zarobek, bo napisanie i nagranie dobrej gościnnej zwrotki to dla mnie łącznie od 15 do 45 minut. (śmiech) Ale po prostu czegoś takiego nie czuję i pomijając wymiar etyczny takiej opcji - nie potrafię się w takich wypadkach zupełnie zmobilizować żeby coś stworzyć. Moje gościnne zwrotki będą natomiast na bank do usłyszenia na mixtape'ach i płytkach moich działających muzycznie znajomych - u MC's powiązanych ze stołeczną sceną freestyle’ową, na producenckiej płycie Praczasa, czy w remiksie nowego singla De Mono. (śmiech) Nagrałem też ostatnio kawałek z zielonogórską ekipą Knajpenterroristen, która robi zajebiste elektro-punkowe rzeczy, a wcześniej gościnną zwrotkę do singlowego kawałka ciekawej rockowej grupy Freak of Nature. Jeśli jesteśmy już w tych klimatach - gdy tylko jest okazja pojawiam się gościnnie w jednym kawałku na koncertach zespołu Muchy. Mogę powiedzieć, że jestem ich fanem, oni też szanują moje dokonania i skillsy, raz wykonaliśmy taki manewr spontanicznie i wyszło na tyle fajnie, że uznaliśmy że warto go powtarzać. Podsumowując, powiem tak - jestem mocno wybredny w kwestii featów, ale nigdy nie mówię z założenia "nie" i zawsze staram się mieć w ich kwestii konkretnie otwartą głowę.

Wspomniałeś przed chwilą o kolegach ze sceny freestyle'owej. Jesteś jedną z największych ikon polskiego freestyle'u. Jak oceniasz jego kondycje obecnie? Kto Twoim zdaniem zasługuje w tej chwili na największą uwagę?

Co do kondycji rozumianej jako poziom umiejętności - mogę wypowiadać się głównie na podstawie wolnostylowców z Warszawy, bo ich znam najlepiej. Moim zdaniem można powiedzieć, że mamy do czynienia ze stagnacją - ale dość pozytywną, tj. z utrzymaniem stosunkowo wysokiego poziomu. Na scenie pojawiło się "czwarte pokolenie warszawskiego freestyle'u", które póki co radzi sobie tak sobie i nie ma zdecydowanego lidera pod względem skillsów, ale notuje stały progres. Karty rozdają natomiast pokolenia "drugie" i "trzecie", które moim zdaniem pod względem umiejętności podbiły poprzeczkę najwyżej w historii wolnych styli - podwójne rymy na wolno są na porządku dziennym, a abstrakcyjne punchlines oparte na chorych skojarzeniach i powalające riposty zdarzają się na większych bitwach z częstotliwością wpędzającą mnie w kompleksy. (śmiech) Oczywiście nie zawsze talent do składania idzie w parze z flow, głosem czy "delivery", ale i tak poziom jest bardzo wysoki.

Co do konkretnych ksywek - Muflon wycofał się z battle'owania, więc jego nie wymienię siłą rzeczy, choć, moim zdaniem, jeśli idzie o sumę dokonań i średnią poziomu, póki co jest zdecydowanie najlepszym bitewnym freestyle'owcem w historii polskiego wolnego stylu. Na pewno bardzo mocnymi zawodnikami mogącymi nawiązać z nim walkę są Flint, Białas i Trzy Sześć – dla mnie to trójka, która zdecydowanie rozdaje karty i cała reszta ma do nich jednak jeszcze kawałek. Z tej trójki Trzy Sześć potrafi złożyć najbardziej niesamowite punche, za to trochę kuleje pod względem głosu i flow - choć i tak ostatnio to poprawił. Z kolei Flint i Białas to jak dla mnie MC kompletni, mają wszystkie cechy które wymieniłem wcześniej na bardzo wysokim poziomie, mają charyzmę na scenie, równie dobrze co we freestyle'u prezentują się na trackach, świat powinien należeć do nich. Najbliżej poziomu tej trójki jest moim zdaniem Solar, który ciągle się rozwija i w szczytowych momentach spokojnie może nawiązać z nimi walkę. Wysoki poziom na bitwach prezentuje też czasem Wiciu, który ma mega głowę do składania zabójczych wersów, tylko strasznie słabo prezentuje się pod względem głosu, flow i scenicznej charyzmy.

Jeśli odbijemy od bitewnego freestyle'u - zdecydowanie zajebiście freestyle'uje Puoć, tylko jak dla mnie brakuje mu bitewnego "zęba", skłonności do zabijania MC's za pomocą celnych linijek. Aczkolwiek, jeśli idzie o flow, głos i umiejętność rymowania na wolno jest bez dwóch zdań bardzo mocny i często wystarcza to by zjeść bardziej "punchline'owych" MC's. Jestem też fanem Gospela, który jako jedyny z freestyle'owców ma w 100% własny styl, którym nadrabia wszelkie niedociągnięcia w innych sferach wolnostylowego MC'ingu. Tyle, że jest powtarzalny, co jest jego przekleństwem na bitwach. Zwykle w pierwszej walce powala, w drugiej jest już 50/50, a w trzeciej nuży. Ale showmanem jest nieprzeciętnym, w tej kwestii cały świat jest za nim daleko w tyle i jestem w szoku, że jeszcze nie ma własnego programu na MTV lub chociaż własnego kącika u Szymona Majewskiego czy Kuby Wojewódzkiego. Nie znam za bardzo sceny spoza Warszawy, aczkolwiek wiadomo że wciąż aktywni bitewnie MC's tacy jak Pogo, Dolar, Green, Esko, Enson czy Czeski prezentują bardzo konkretny poziom. Przy dobrym dniu są w stanie zawalczyć z wymienioną przeze mnie czołówką z Warszawy. Z kolei mało bitewny styl freestyle'owania jaki opisałem przy okazji Puocia mocno reprezentują trójmiejscy freestyle'owi MC's tacy jak Raku, Tomasina czy Bośniak.

Z całym szacunkiem dla innych miast, uważam jednak że mimo wszystko to Warszawa zdecydowanie rządzi pod względem freestyle'u - wystarczy spojrzeć na ilość freestyle'owców prezentujących jakiś-tam-poziom, liczbę zwycięstw stołecznych MC w wyjazdowych bitwach i na osiągnięcia czołowych freestyle'owców z WWA. Powiem Ci, że zajebiście się cieszę, że organizacją regularnych otwartych bitew w jakiś sposób się do tego mogłem przyczynić...

Rozmawiamy w Gorzowie, mieście z którego pochodzą Brudne Serca, czyli Smarki Smark i Zkibwoy – absolutna czołówka jeśli chodzi o polskie podziemie. Śledzisz to, co dzieje się w undergroundzie? Coś Cię ostatnio zaciekawiło?

Śledzę w znacznie mniejszym stopniu niż kiedyś, z racji na mniejsze zainteresowanie hip-hopem jako takim. Staram się jednak promować co ciekawsze znaleziska w Radiu Euro, wykorzystując fakt, że mam taką możliwość. Bo zawsze fajnie jest pomóc komuś, kto wyraźnie ma talent, tylko niewielu - zwłaszcza z poza środowiska - go jeszcze słyszało i widać, że nie za bardzo wie, co zrobić, żeby być słyszanym. Staram się też wrzucać hip-hopowe kawałki na playlistę Euro, nawet rzeczy z nielegali, o ile spełniają normy jakościowe. Inna sprawa, że moralna cenzura obecna w państwowym radiu uniemożliwia zagranie wielu kawałków lub zmusza do skrajnego ich okrojenia. Nie wystarczy, że wytnę z numeru przekleństwa - w kawałku nie może pojawić się też żadna "fifka", "stuff", "jointy", etc. Nie jest lekko… Swoją drogą środowisko hip-hopowe wisi mi dobrą flaszkę za wszystkie grube godziny poświęcone na ręczne cenzurowanie numerów, które zagrałem w radiu. (śmiech)

Prawda jest jednak taka, że choć cały czas uwielbiam dobry rap i cały czas nie mogę żyć bez składania słów do bitu, definitywnie zgasła już we mnie wiara w hip-hop jako jakiś istotny ruch kulturowy, dla wsparcia którego gotów jestem wysłuchać tysiąca chujowych demówek, by wygrzebać jeden kawałek godny uwagi. Zresztą, sądzę że wiara ta zgasła w każdym człowieku, którego horyzonty myślowe i muzyczne wykraczają poza granice środowiska hip-hop'owego, a który przez kilka lat miał z nim ciągłą styczność. Oczywiście nadal staram się rzucać uchem na wszystko, co podsyłają mi ludzie, ale poświęcam temu zdecydowanie mniej czasu. Im bliżej do śmierci, tym bardziej go sobie cenię. (śmiech) W sumie druga sprawa jest taka, że ciekawe pojedyncze jointy się zdarzają, ale od "Najebawszy" nie usłyszałem żadnego LP czy EP, które by mną wstrząsnęło tak jak wspomniany przez Ciebie Smarki. A bardzo bym chciał trafić na coś, co po wrzuceniu do odtwarzacza zmusiłoby mnie bym powiedział: "Oh kurwa! Jak to możliwe, że on jeszcze nie jest w Polsce gwiazdą rapu?".

No, jeśli chodzi o Internet, to Smarki już chyba jest gwiazdą.

No tak, ale umówmy się, bycie gwiazdą jeśli chodzi o Internet jest chuja warte i zasadniczo skazane na rzeźbę w gównie, zmierzającą nieuchronnie ku upadkowi zajawki lub jej osłabieniu przez nawarstwiające się z wiekiem obowiązki, odpowiedzialność i problemy. Bo byciem gwiazdą w necie nie zarobisz na dom, dziecko i rodzinę - więc siłą rzeczy robienie muzyki będzie schodzić na coraz dalszy plan, czy tego chcesz, czy nie. Właśnie na tym polega cały smutek, że Smarki nie gra koncertów, nie wydaje płyt i nie ma go w mediach. A jak dla mnie on powinien sprzedawać od 2005 po 15 czy 20 tysięcy egzemplarzy wszystkiego, co wypuści i wydawać średnio jeden album rocznie. Umówmy się, cały krajowy rynek muzyczny można o kant dupy potłuc i tyle. W Stanach będąc "gwiazdą podziemia" masz sprzedaż na poziomie Ich Troje w Polsce w szczytowym okresie ich popularności… U nas będąc gwiazdą podziemia masz w najlepszym wypadku propsy na forach - choć równie często hejting - i czasem zwroty kosztów dojazdu za zagranie koncertu, o ile wybłagasz u organizatora, żeby łaskawie dał Ci go zagrać.

Na "Obywatelach IV Świata" mocno atakowałeś ówczesną władzę. Mamy teraz nowy rząd, premiera i ministrów. Jak oceniasz obecną sytuację polityczną w Polsce. Poprawiło się? Nie panuje już w kraju "fundamentalny pseudo-katolicyzm"?

Fundamentalny pseudo-katolicyzm panuje w naszym kraju od bardzo dawna i żadna zmiana rządu akurat tego nie ma szansy zmienić. To, co się zmieniło to fakt, że na szczycie jest w tej chwili moim zdaniem nieco mniej ludzi, którzy wyrażają otwarcie pogardę wobec obywateli myślących inaczej niż oni. To dla mnie podstawowa różnica między PiS-em a PO. Chociaż z drugiej strony jak widzę, co jak najbardziej PO-wska Hanna Gronkiewicz-Waltz robi w Warszawie, to otwiera mi się nóż w kieszeni. Dla mnie to też jest pogarda wobec obywateli, tylko wyrażona w odrobinę bardziej zawoalowany sposób - za pomocą bezczelnie nie spełnianych obietnic, wypowiedzianych w błysku fleszy i w oku kamer. Jestem jak najdalszy od pozytywnych odczuć względem niej…

Mam tu przy sobie dwie płyty z Twoim udziałem. Debiut Ciszy & Spokój to piękna poligrafia, kto wie, czy nie najlepsza w historii polskiego rapu. Z drugiej strony mamy zaś "Obywateli IV Świata", wydanych w ekologicznym digi-packu…

Założenie przy "Obywatelach IV Świata" było koncepcyjne, żeby okładka wyglądała jak wykonana na powielaczu w stanie wojennym. Oryginalnie miała być na jeszcze gorszym kartonie czy wręcz na papierze pakowym, tak by wyglądała jak nielegalne wydawnictwo. Ogólnie - jak już jesteśmy w tym temacie - "Obywatele IV Świata" to płyta, co do której mam do siebie trochę żalu. Z perspektywy czasu widzę, że przeceniłem gros odbiorców lub po prostu za mało uwypukliłem pewne kwestie, za mało wyraźnie - albo właśnie zbyt wyraźnie - je powiedziałem. Z mojej strony założeniem tej płyty było napisanie muzycznego political-fiction – pokazanie co by było, gdyby przesterować do granic możliwości wszystkie absurdy dziejące się w ówczesnej Polsce. Podkreślała to z resztą właśnie forma wydania czy wizualizacje powiązane z tym albumem. Chodziło mi o zmuszenie ludzi do pomyślenia co by było, gdyby taka linia programowa była np. kontynuowana przez 50 lat. Bo w ten sposób najłatwiej pokazać, że to, co chwilowo nie uwiera za mocno, może wkrótce urosnąć do takich rozmiarów, że niełatwo będzie z tym wygrać. Wcześnie wykryty nowotwór łatwiej usunąć bez szkód dla organizmu…

Tymczasem liczni słuchacze i krytycy ("pozdrawiam" w tym miejscu Jakuba Żulczyka i gratuluję mu "bystrości umysłu") odebrali "O4Ś" zupełnie dosłownie, w skali jeden do jednego. No i w tej sytuacji zaczęły pobrzmiewać hasła w stylu "Jaka neo-komuna, jaki teo-faszyzm, o czym on mówi?", względnie "Żadne dziecko nie zostało przecież ukarane za nie chodzenie do kościoła". No dobra, póki co nie miało to miejsca, ale pozwólmy chorym nienawiścią kretynom rządzić przez kolejne 50 lat, a okaże się, że mamy wokół setki głupich praw, według których musimy żyć ,chcąc mieć święty spokój lub wbrew którym musimy żyć, chcąc żyć jak chcemy - narażając się na szykany ze strony państwa, które mogą zrujnować nam życie. A jak pokazuje przykład prawa zakazującego w 100% posiadania marihuany czy totalny zakaz aborcji, głupie prawa dużo łatwiej ustanowić, niż później zmienić, więc warto działać szybko.

Trochę mnie to wszystko załamało. Nie spodziewałem się, że do opiniotwórczych magazynów poświęconych sztuce czy na poczytne strony poświęcone kulturze piszą ludzie, po których można się spodziewać, że odbiorą wiersz "Kot w pustym mieszkaniu" jako wiersz o kocie w pustym mieszkaniu. Jestem trochę zły na siebie - bo powinienem to przewidzieć i napisać większymi literami na okładce "co poeta miał na myśli" w razie problemów z interpretacją. (śmiech) Jestem też trochę zły na ludzi, którzy to tak bezpośrednio odbierali. Oczywiście spora część słuchaczy odczytała ten album tak, jak chciałem, ale wiadomo że negatywne zjawiska bardziej kują w tyłek, więc to nad nimi się teraz rozwodzę...

Chodziło mi w sumie o to, że dużą wagę przyciągasz do poligrafii i kwestii samego wydania. Zastanawiam się jak będą wyglądać Twoje kolejne płyty – zwykłe digipacki, czy jakieś niespodzianki w stylu albumu Ciszy & Spokój?

Niespodzianki mają to do siebie, że są niespodziankami - zdradzanie ich teraz byłoby więc bez sensu. Jeśli chodzi o Ciszę & Spokój to była to przede wszystkim idea Spoxa i to jemu należą się tutaj największe ukłony i brawa (a kolejne Sewerowi z B3 za mistrzowskie wprowadzenie tej idei w życie). Choć oczywiście też miałem jakiś swój udział w pracy koncepcyjnej nad poligrafią - żeby nie było. (śmiech) Po mojej stronie było też ogarnięcie technologii i logistyki - znalezienie drukarni, która po akceptowalnych kosztach wykona tę poligrafię w formie fizycznej. No, powiedzmy, że po akceptowalnych kosztach… Wracając do głównej myśli - kiedy gadaliśmy o formie wydania płyty Spox stwierdził: "Wszyscy wydają dziś płyty tak samo, jak najbardziej po taniości, więc my zróbmy to zupełnie inaczej". Jako, że wydawaliśmy C&S sami, mogliśmy sobie pozwolić zbankrutować na poligrafię. No więc na nią zbankrutowaliśmy. Głównie ja... (śmiech) Sądzę, że jako wydawca na bank nie zyskałem na tej płycie nawet złotówki - podejrzewam, że do niej dołożyłem. Szczerze mówiąc, wolałem nigdy tego precyzyjnie nie podliczać - jestem z tym zdrowszy… Ale i tak było warto! Gdyby płyta była wydana normalnie, miałbyś jedno pytanie mniej. (śmiech) Widziałeś może film "24 Hour Party People"?

Nie, nie.

Polecam! To film o Tonym Wilsonie, czyli człowieku, który był odkrywcą i wydawcą m.in. Joy Division i Happy Mondays, jak również założycielem Haciendy - najbardziej znaczącego klubu w Manchesterze. Kiedy po śmierci Curtisa powstało New Order i nagrali singiel "Blue Monday" - który koniec końców stał się najlepiej sprzedającą się 12" w historii - z powodu zajebistej formy jego wydania (okładka winyla imitująca dyskietkę) wydawnictwo Wilsona było na starcie - strzelam, bo nie pamiętam dokładnie - stratne 50 centów na każdym sprzedanym krążku. (śmiech) Oczywiście później to się pewnie zmieniło, bo kiedy robili wielkie nakłady, musieli mieć mniejszy koszt produkcji egzemplarza, ale początkowe wyliczenie było takie, że do każdego dokładają plus-minus 50 centów. To mniej więcej ten sam klimat. Ogólnie w "24 Hour Party People" widziałem bardzo wiele opcji z zakresu organizowania koncertów czy imprez, managementu, bycia wydawcą czy promotorem, bycia artystą, historii z życia klubu, itd. - które samemu przeżywałem czy widziałem na własne oczy. Oczywiście w "trochę" mniejszej skali. (śmiech)

Choć trochę zboczyliśmy z tematu, chciałbym jeszcze raz powrócić do kwestii poligrafii. Nie wiem czy znasz taką formację Sekaku – projekt Mielzky'go, na którym rock miesza się z rapem. Otóż ich najnowszy krążek został wydany w… pudełku od pizzy. W środku oprócz krążka dołączono m.in. ketchup, majonez oraz sztućce. Jak oceniasz takie inicjatywy?

Jak dla mnie to najlepiej wydany krążek jaki widziałem. Ever. Forin zwyciężył, słałem mu internetowe pokłony za tą okładkę i z chęcią powtórzę je przy każdej okazji. MEGA! Nie słyszałem tej płyty, nigdy nie miałem jej w ręku, ale i tak zapamiętam ją na zawsze i jeśli powiesz "Sekaku", to od razu skojarzę ich nazwę z tym mistrzowskim wydaniem. W świecie, w którym co tydzień pojawia się kilkaset utworów godnych sprawdzenia, wyróżnianie się czymś jest wręcz obowiązkiem artysty, który chce żeby jego dokonania pozostały w pamięci odbiorców. Niestety - albo stety - dziś opakowanie jest równie ważne co zawartość. Odnosi się to z resztą nie tylko do płyt, ale i do występujących na nich ludzi. Zobacz, masz tysiące popowych wokalistek, ale najlepiej sprzedaje się nie ta, która najlepiej śpiewa, a ta w najlepszym opakowaniu. Czyli najlepiej zrobiona przez chirurga plastycznego i stylistę...

Nagrałeś kiedyś z Mezo utwór "Futbol". Co sądzisz o polskiej piłce?

(westchnienie) Oh kurwa... To jest temat na osobny wywiad, bardzo długi, gorzki i smutny. O moim spojrzeniu na krajową piłkę mogą nieco powiedzieć np. felietony piłkarskie które publikowałem na portalu sport24.pl. Miało być ich więcej, ale nie znalazłem czasu, bo były działalnością poboczną i niefinansową, a pojawiły się nowe, istotniejsze sprawy do ogarniania. Ogólnie jestem mega wkręcony w piłkę nożną jako sport - do tego stopnia, że fascynuje mnie np. analizowanie taktyki, gry całego zespołu czy poszczególnych zawodników. Z drugiej strony od pierwszego roku studiów bardzo wkręciłem się w rozkminianie powiązań między sportem a ekonomią, np. w obserwację jak bardzo nieoptymalnie, w sensie ekonomicznym, funkcjonuje rynek transferowy w Polsce. Koniec końców, można powiedzieć że od 2002 roku siedzę w piłce półzawodowo. Ogarniałem - i dalej ogarniam - wspólnie z przyjacielem rozmaite działania powiązane z rolą agenta zawodników, scoutingiem czy e-scoutingiem. Zdarzyło mi się przygotowywać krytyczną analizę rozegranego spotkania dla trenera drużyny grającej w ekstraklasie. Miałem okazję prowadzić na dwóch uczelniach pojedyncze zajęcia mówiące o działalności agentów zawodników i ogólnie o powiązaniach ekonomii ze sportem. Zdarzyło mi się - i to nie żart - doprowadzić do wytransferowania ex-reprezentanta Zambii do drużyny w Malezji (śmiech).

Z ciekawostek mogę powiedzieć, że przy transferach zawodników jako reprezentant na Polskę współpracowałem m.in. z brytyjskimi, austriackimi, włoskimi czy francuskimi agentami FIFA, a w kraju - z pewnym bardzo znanym byłym zawodnikiem, który po zakończeniu kariery zajął się działaniami managerskimi. Staram się również pomagać ludziom z odpowiedniej komórki w PZPN i poszczególnym trenerom reprezentacji młodzieżowych wyszukiwać i nawiązywać kontakt z uzdolnionymi zawodnikami o polskich korzeniach, którzy piłkarsko wychowali się za granicą. Współtworzyłem też bazę danych do Football Managera 2008. Ale to nic na tyle istotnego, żeby miało wpływ na kształt wszechświata, nie ma o czym mówić, naprawdę. (śmiech)

Ogólna refleksja jest taka, że polski przemysł muzyczno-rozrywkowy i polskie środowisko piłkarskie to dwa wielkie bagna pełne skrajnych patologii, w których zdecydowałem się babrać z własnej woli. Często rano pukam się w czoło zastanawiając się co mi odpierdoliło, że się na to zdecydowałem... (śmiech)

Jeśli chodzi o piłkę, to mogłeś po prostu włączyć Football Managera. Mówisz, że współtworzyłeś bazę do "FM 2008", musiałeś więc kiedyś grać w jakąś grę z tej serii…

Wiesz, rzeczywistość jest zawsze ciekawsza niż gra… Aczkolwiek prawdą jest, że przez długie lata CM/FM był moim nałogiem o różnym stopniu natężenia - choroba ciągnęła się od "CM III" po "FM 2009". Na szczęście koniec końców dorosłem do świadomości, że życie jest na tyle krótkie, że żal je marnować na takie głupoty. Cytując klasyków: Straciłem życie przez gry komputerowe. Dobrze, że zostały mi jeszcze 2 życia... (śmiech)

A co do samego Meza, jak oceniasz współpracę z nim z perspektywy czasu i jak patrzysz na jego teraźniejsze dokonania?

Jest sympatycznym gościem, którego większość aktualnej twórczości artystycznej mnie absolutnie nie kręci, a spora część wręcz powoduje u mnie odrazę. Choć składać rymy definitywnie potrafi - tego mu nikt nie odbierze. Za to - moim zdaniem - jest skłonny do potwornych kompromisów, jeśli idzie o walory estetyczne muzyki, pod którą nagrywa - albo po prostu ma tak malinowy gust. Nie sądzę by gość, który wychował się na zajebistym, oldskulowym rapie, mógł lubić tak landrynkowy i wykastrowany pop. Absolutnie brakuje mu też moim zdaniem czegoś co z angielska nazywa się "swagger" - jest skrajnie za grzeczny, to co pisze jest w 90% skrajnie zbyt ułożone, nawet w tych bardziej hip-hopowych kawałkach które miałem okazję słyszeć. Rozumiem, że ma taki styl, pisze jak czuje i tak dalej - lepsze to, niż gdyby na siłę starał się być kimś innym - ale i tak szczypta cwaniactwa i bezczelności definitywnie by mu pomogła.

Uważam, że nagrałem z Mezo na legalach cztery bardzo fajne kawałki - "Nasze Życie", "Co Słychać?" (mój faworyt), "Futbol" i "Harmonia" (kolejność przypadkowa). Żadnego z nich nie muszę się wstydzić - i nie mówię o tym dlatego, że jest w nich akurat Mezo. Po prostu uważam, że to dobre numery. Ogarnęliśmy wspólne kawałki, bo był między nami pozytywny flow, jest zresztą do dzisiaj i gdyby Jacek zadzwonił i powiedział "Słuchaj, mam pomysł na wspólny kawałek - wchodzisz w to?", to o ile artystycznie by mi wszystko pasowało, na bank bym mu nie odmówił. Bo czemu miałbym to zrobić? Z obawy o opinię słuchaczy polskiego rapu? Proszę... I tak mi ona centralnie zwisa i nie czuję z krajowym hip-hopowym środowiskiem - jako zjawiskiem masowym - właściwie żadnego związku. Poznałem Mezo jeszcze przed jego pierwszym legalem, można powiedzieć, że miał w poznańskim podziemiu mniej więcej taką pozycję jak ja w warszawskim. A to jak później pokierował swoją karierą to sprawa jego, jego poczucia obciachu, wyczucia estetyki, brak chęci włażenia w dupę odbiorcom hip-hopu w Polsce albo robienia czegoś pod kątem popularności wśród nich, wspomniana potworna skłonność do najgorszych artystycznych kompromisów, itd. Niezależnie od tego co nagrywa Mezo - czy to będzie horrorcore, czy muzyka biesiadna - ma poukładane w głowie, jest dobrym człowiekiem i zawsze przybiję mu piątkę. Tyle.

Ogólnie, nie sądzę, abym kiedykolwiek nagrał jakiś joint, którego muszę się teraz wstydzić - i jest mi bardzo dobrze z tą świadomością. Jedno czego się czasem wstydzę z obecnej perspektywy w tym, co nagrywałem, to "licealna poezja" z "Sinusa" (i wcześniejszych hip-hopowych dokonań), która jest teraz wywlekana przez ludzi, którym się podoba, gdyż są w takim wieku, w którym jeszcze im się może coś takiego podobać. (śmiech) Mi w tej chwili zdecydowanie się ona nie podoba, ale to też raczej nie powód do wstydu, po prostu zmiana gustu i perspektywy. Zdaję sobie sprawę, że młodość ma swoje prawa, a prawo do naiwności i głupiej wiary w zwiewną i eteryczną miłość w książkowej formie jest jednym z nich. (śmiech) Dziś ująłbym to wszystko w zupełnie innych słowach...

Mówisz, że nie wstydzisz się żadnego jointa, który zrobiłeś. Nieco wcześniej wspominałeś, że nie jesteś na tyle komercyjny, aby pobierać opłaty za featuringi. A tu proszę, Twój głos słyszymy w reklamie polskiego kanału Disney XD. Nie wierzę, żeby Twoją motywacją było coś innego niż czysty zarobek, zysk. Ustosunkujesz się jakoś do tego?

Historia z tą reklamówką jest naprawdę przednia. Jest to - strzelam - dwudziesta reklamówka, którą nagrałem, bo w ramach działalności mojej firmy regularnie podejmuję się takich zadań. Nie jako Duże Pe - raper, tylko jako Marcin Matuszewski - właściciel jednoosobowej działalności gospodarczej, która ogarnia m.in. zlecenia lektorskie, tłumaczenia, etc. Ale tutaj wszyscy złapali nagle jakąś chorą fazę tylko dlatego, że ta reklama jest rymowana, a profil publiki Disney XD pokrywa się w dużej mierze z profilem społeczności związanej z HH.pl. (śmiech) Dla mnie było to po prostu kolejne zlecenie, które ogarnąłem, nie różniące się niczym od poprzednich. Nawet przez chwilę nie pomyślałem o nim pod kątem wizerunku czy moich działań na scenie, które prowadzę jako Duże Pe.

I teraz pytanie - czy to, że nie myślę o tego typu akcjach przez pryzmat wizerunku świadczy źle o mnie, czy o wypisujących hasła w stylu: "Duże Pe się sprzedał!"? To jakaś paranoja... Nie jestem gwiazdą w stylu O.S.T.R.-a, która może pozwolić sobie na życie wyłącznie z koncertowania i sprzedaży płyt. Ogólnie, myślenie przez pryzmat wizerunku jest dla mnie jakąś totalną abstrakcją. Jestem normalnym, ogarniętym i stosunkowo zdolnym typem, który bawi się w rymowanie i całkiem nieźle mu to wychodzi. Oprócz tego freelancersko ogarniam setki przeróżnych zleceń, żeby mieć sos na życie. Disney XD na bank nawet nie ma pojęcia o moim istnieniu - nikt z ich strony nie wie, że dla studia, które ją przygotowało jako lektor nagrał ją człowiek działający artystycznie pod pseudonimem Duże Pe. Jeśli ja się sprzedałem, robiąc tą reklamówkę, to każdy kto tak uważa, sprzedaje się co rano wychodząc do pracy. A raczej "będzie się sprzedawał", bo podejrzewam że 90% najgłośniejszych internetowych krytykantów raczej nie musi jeszcze na siebie zarabiać.

Jedni raperzy, żeby zarobić "robią sajty porno", inni "zdychają w spożywczaku za ladą", są też tacy, którzy piszą scenariusze czy dialogi do telenowel, uczą angielskiego, prowadzą eventy, dilują ziołem czy cięższymi dragami, prowadzą firmy odzieżowe, sklepy z ciuchami albo po prostu w nich sprzedają, pracują jako barmani, są dźwiękowcami w radiu albo technicznymi w firmach nagłośnieniowych, robią tatuaże, są prawnikami, dziennikarzami, przewodnikami po Warszawie, wykładowcami, właścicielami "Pudelka", etc. Można by długo wymieniać - teraz przepłynąłem myślami przez krąg znajomych i kilka powszechnie funkcjonujących klisz. Ja rymuję solowo, jako MC w zespołach Cisza & Spokój, Masala i Senk Że. Mam z tego kilka złotych, ale z racji na niekomercyjność wszystkich w/w projektów nie jest go tyle, żebym się mógł poświęcić wyłącznie temu i żebym liczył, że zarobię w ten sposób na emeryturę. Bo umówmy się - o ile póki co miewam z MC'ingu jakiś sos, to mam świadomość, że po 40-tce raczej go już na tym nie zarobię. Poza zabawą w rymowanie gram od końcówki 2005 roku jako DJ mash-up'owe czy indie-klubowe imprezy, coraz częściej i z coraz większym rozmachem. Wkręciłem się w to dość konkretnie, jest to dla mnie rozwinięciem dziecięcej pasji i kolejnym oddechem od nawijania do mikrofonu, a przy tym wreszcie znalazłem pozytywne ujście mojej skrajnej zajawki na wyszukiwanie tysięcy grubych numerów z różnych gatunków muzyki. Bo w sumie od zawsze mam tak, że chciałbym znać KAŻDĄ płytę KAŻDEGO wykonawcy godnego uwagi, niezależnie od gatunku, stopnia jego rozpoznawalności, etc. Podobnie mam zresztą z książkami i z filmami, tylko życie jest niestety jakieś 10 razy za krótkie... (śmiech)

Wracając - do tego dochodzi praca w Radio Euro, gdzie mam średnio cztery dwugodzinne audycje w ciągu tygodnia (autorskie DJ Pasmo we wtorki od 20.00 do 22.00 i pół-autorskie NADAJE SIĘ!, które prowadzę na przemian z Borysem Dejnarowiczem od poniedziałku do piątku między 12:15 a 14:00). Nie można też zapominać o organizowaniu imprez i koncertów, które zajmuje mi sporo czasu - w ciągu ostatniego roku sprowadziłem do Polski kilka naprawdę "mocnych nazwisk" z indie-klubowej, mash-upowej czy indie-rockowej sceny - Loo & Placido, Kid Fresh, Pirate Soundsystem, Soundhog, Cartel Communique, Egyptrixx, Tittsworth, Baobinga, Ariel Pink's Haunted Graffiti… A oprócz tego ogarnąłem dobre kilkaset imprez i koncertów granych przeze mnie i/lub znajomych. Dolicz do tego wszystkie freestyle'owe "Bitwy o..." - łącznie było ich już blisko 30, w tym dwie edycje "Bitwy o Mokotów", która pod względem nagród jest bez wątpienia najatrakcyjniejszym freestyle'owym turniejem w Polsce i ze względu na swój rozmach wymaga sporej organizacyjnej napinki. Poza tym w 2006 zbudowaliśmy ze Spoxem studio ToSieWytnie, na które wydałem oszczędności życia. W związku z jego powstaniem ogarniałem poszukiwawczo, negocjacyjnie i koncepcyjnie sporo zleceń typu produkcja reklamówek dla radia i telewizji - żeby mogło na siebie zarobić i choć częściowo się zwrócić. W ramach jego działania - choć nie tylko - nagrywałem też różne rzeczy jako lektor.

Co poza tym? Hmmm... Przygotowywałem koncepcyjnie reklamy do prasy i nadzorowałem ich przygotowanie graficzne, a czasem sam ogarniałem co prostsze projekty. Sprzedawałem też z wolnej stopy powierzchnię reklamową w kilku miejscach, w tym w opiniotwórczym magazynie PULP, który moim zdaniem jest zdecydowanie najlepszym polskim papierowym medium poświęconym alternatywnej muzyce. Robiłem różne tłumaczenia, pomagałem przy handlu piłkarzami, zdarzyło mi się zagrać epizodyczną rolę w jakimś filmie i szykuje się kolejna opcja tego typu, pisałem recenzje płyt i felietony dla kilku tytułów, napisałem kilka tekstów różnym wykonawcom i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... Nałóż na to wszystko prozę życia w stylu trzymania porządku w życiu, w domu i w rachunkowości, prowadzenie działalności firmy, etc. A potem próbę skończenia studiów na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW - wiozę się z magisterką już drugi rok i w końcu muszę się ogarnąć. Last but not least - próbuję też mieć jakieś życie osobiste, choć w związku z wymienianymi kwestiami zwykle wystarcza mnie w nim dla jednej osoby. Jak widzisz nie jest lekko. (śmiech)

Aha, byłbym zapomniał - wydałem też przecież na legalu debiutanckie LP Cisza & Spokój oraz Raca/Stona/DJ Ike, jak również kilka fizycznych wydawnictw na nielegalu i dobre drugie tyle publikacji w necie, zapewniając im całkiem konkretny rozgłos jak na tak niekomercyjne projekty... Wracając - wszystko to z jednej strony dało mi sporo satysfakcji i doświadczeń oraz sos pozwalający na przeżycie na ludzkim poziomie, z drugiej pozwoliło mi nieustannie realizować na satysfakcjonującym poziomie artystyczne projekty, których nie sposób nazwać komercyjnymi, a z trzeciej być niezmiennie panem swojego losu i nigdy nie mieć nad sobą szefa czy jakiegokolwiek innego zwierzchnika poza sercem i głową. Dzięki różnorodności zadań, których się podejmuję, mam ciągle świeżą głowę i "nie daję się zajechać życia prozą". W sumie jestem z siebie zajebiście dumny, że potrafię się z tym wszystkim ogarnąć tak, że zarabiam na rzeczach, których robienie daje mi radość - w dzisiejszym świecie to bardzo, bardzo dużo. Mam pełną swobodę wyboru tego, jakich zleceń się podejmę. Do tego stopnia, że nigdy nie zrobiłem dla sosu czegoś, czego nie chciał bym zrobić i żyję sobie stosunkowo swobodnie, zajmując się przy tym co lubię i tym w czym czuję się mocny. A przy tym pomagam jak tylko mogę zdolnym ludziom, będącym na początku drogi, na której ja jestem już kawałek dalej. Żyć nie umierać!

Popłynąłem, nie? (śmiech)

Wracając do meritum, czyli do reklamówki Disneya: Koniec końców, niezależnie od głosów krytyki, nawet zakładając że to obciach i przypał, sądzę że lepiej, że zrobił ją ktoś ogarnięty jak ja - i zrobił ją dobrze, bo tego poglądu będę bronił - niż gdyby miał to zrobić ktoś, kto nie potrafi rymować. Przede mną - i jeszcze jednym freestyle'owcem, który nagrał całą tą akcję, zgadujcie (śmiech) - tego zlecenia podejmowało się kilku lektorów i kilku tłumaczy. Żaden nie potrafił tego przez dłuższy czas dobrze ogarnąć. Temat nie był prosty, bo Disney XD to międzynarodowy format, który wszędzie ma wyglądać i brzmieć plus minus tak samo. Tekst trzeba było więc złożyć sylabami idealnie pod oryginalną, amerykańską wersję, a przy tym zachować rozkład nazwy kanału w tekście i tak dalej. Każdy, kto kiedykolwiek czymś takim się zajmował wie, że to kupa zabawy z przewagą kupy. Nam to "niewykonalne" zlecenie udało się ogarnąć w plus minus półtorej godziny plus drobne poprawki, więc chyba daliśmy radę. (śmiech) Jeśli komuś to wszystko wybitnie burzy mój obraz jako artysty, który miał w głowie - współczuję, trudno, jakoś to przeżyję. Sorry, no bonus. Wolę ogarniać takie zlecenia i zgarniać sos z rozmaitych rzeczy, którymi potrafię, chcę i mam możliwość się zajmować, niż kiedykolwiek nagrywając kawałek zacząć się zastanawiać czy zrobić go po swojemu, czy tak, żeby się sprzedał. Podsumowując: Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Wbrew nadziejom moich licznych antyfanów, głosy krytyki związane z tą reklamówką raczej nie sprawią, że odwieszę mikrofon na kołku. (śmiech)

Wspominałeś wcześniej o promocji podziemnych artystów. ToSieWytnie ma zamiar wypuszczać zarówno legalne krążki podziemne kotów, jak i doświadczonych raperów, czy raczej dalej będzie przewaga promocji młodych zawodników i ich nielegali, a sami będziecie się koncentrować na działalności koncertowej?

Po pierwsze, jak już wspominałem moja ścisła współpraca ze Spoxem raczej dobiegła końca - przynajmniej na jakiś czas. ToSieWytnie na bank nie będzie więc dalej funkcjonowało w formie, w której działało. Pewna forma naszej współpracy się wyczerpała, przynajmniej dla mnie. Nie wiem co będzie dalej z tą marką, więc to w ogóle podważa Twoje pytanie. (śmiech) Z drugiej strony - wydawanie KOMUŚ niezależnie płyt jest dzisiaj dosyć deficytową działalnością. Zanim zbankrutuję na wydanie 5 albumów, które chciałbym wydać różnym ludziom, chciałbym znaleźć drogę wydawania muzyki, która pozwoliłaby docierać z nią do ludzkich mas i jednocześnie zarabiać na tym znośne pieniądze dla mnie i dla wydawanego artysty. Malownicza śmierć z głodu w imię promocji niezależnej sztuki jest na pewno piękna, ale ja mimo wszystko wolę nie iść na artystyczne kompromisy, a jednocześnie wykombinować taką formę działania, która pozwoli być wszystkim do przodu.

Zresztą umówmy się, w sytuacji, w której Empik PODOBNO ma kilkanaście milionów długu i nie płaci dystrybutorom (przez co Ci nie płacą wydawcom) i jest na najlepszej drodze do tego by zbankrutować, ciężko pozwolić sobie na prowadzone i finansowane jednoosobowo niezależne działania wydawnicze, chyba że jest się z rodziny Kulczyków lub Wojciechowskich. (śmiech) Majorsów stać na to, by mieć parę baniek zamrożonych w odroczonych płatnościach za płyty. Mogą jakoś z tym żyć i dalej robić nowe rzeczy, co najwyżej zwolnią kilka tysięcy szeregowych pracowników żeby obciąć koszty. Ale już Jana Kowalskiego lub Marcina Matuszewskiego niekoniecznie stać na to, by mieć zamrożone 30 koła w trzech płytach i wydać trzy następne ze świadomością, że zaraz może się okazać, że wszystko przepadło, gdyż firma XYZ, będąca właścicielem sieci salonów muzycznych, ogłosi upadłość, żeby zmniejszyć straty przez ucieczkę od konieczności zapłaty dystrybutorom...

W ostatnim czasie nastała w Internecie moda na blogi poświęcone hip-hopowi. Zaglądasz na jakieś? Przejmujesz się w ogóle opiniami wystawianymi przez internautów, już nie tylko na blogach, ale również forach internetowych, jak chociaż forum Ślizgu lub Hip-Hop.PL?

Jeśli idzie o blogi w sieci, to raczej nie trafiam na te poświęcone hip-hopowi - chyba że ktoś da mi cynę, że gdzieś jest jakaś recenzja mojej płyty czy koncertu, który grałem, czy jakieś fotki z moich występów - albo sam na to wpadnę. W poszukiwaniu muzycznych "najświeższych świeżości" dość regularnie staram się natomiast testować blogi takie jak Discodust, Discobelle, Stereogum, Missing Toof, White Folks Get Crunk, Fluo Kids, Palms Out, Trash Menagerie, Gorilla vs Bear i kilkanaście innych, ale żaden z nich nie jest poświęcony hip-hopowi.

Co do opinii na forach - jakbym się nimi przejmował to już dawno popełniłbym samobójstwo. (śmiech) Cytując klasyków: "Gdyby nie Internet nigdy bym się nie dowiedział, że na świecie jest tylu głupich ludzi". Oczywiście, lubię poszukać jakichś opinii na temat tego, co zrobiłem. Nie traktuję ich jednak zerojedynkowo, na zasadzie "życie / śmierć", względnie "nikt mnie nie kocha!" albo "wspaniale, jestem geniuszem!". Po prostu ciekawi mnie co kto ma do powiedzenia na temat tego, co robię, bo zawsze jest szansa, że dotrę w ten sposób do czegoś, czego sam bym nie zauważył. Równie chętnie sprawdzam krytykę i głosy pochwalne, o ile tylko są rzeczowe - co niestety zdarza się dość rzadko. Biorąc pod uwagę ilość i stylistyczny rozstrzał rzeczy, którymi równolegle się zajmuję, czasem czuję, że MUSZĘ poszukać jakiegoś spojrzenia z zewnątrz na to, co robię. Choć oczywiście 95% opinii można z miejsca spuścić do Wisły, gdyż nie zawierają żadnych rzeczowych uwag, tylko mówią "Pe jest chujem", "Pe jest koffany", "Pe skończył się na Kill'em All (albo Senioricie)", "Pih był lepszy", "Pe był lepszy", "Najlepszym bitewnym freestyle'owcem jest O.S.T.R.", "Najlepszym freestyle'owcem W OGÓLE był Magik", "Co to za bit w 2:31?", "Pe jest mistrzem!", "Nie jest - Tetris był lepszy w 2004!", "Właśnie że nie!" i tak dalej. (śmiech) Pomijając to wszystko, pierwszym i najważniejszym wyznacznikiem tego co chcę robić i tak od zawsze, na zawsze i niezmiennie pozostaje moje osobiste poczucie co chcę robić.

Cinq G znowu zmieniło nazwę. Najpierw było Pięć G, ale jak słyszałem, zmieniliście ją, bo już taki zespół istniał. Teraz nazywacie się Senk Że…

Tak, Włodi z Molesty miał 5G zarejestrowane jako znak handlowy. Ehhhh... Powiedzmy, że mam tę opcję za duuuuuuży błąd Radikala, który jest ideowo-organizacyjnym szefem Senk Że. Żal się zagłębiać w tę kwestię, ale cierpimy w związku z nią do dziś, podejrzewam, że Włodi też. A wracając do w/w niefortunnej zbieżności - po pierwsze uznaliśmy, że "nie ma co się kopać z koniem". Po drugie, byłoby skrajnie głupie gdybyśmy wchodzili na pole, które już zostało poprzez kogoś oficjalnie zajęte. Z Włodkiem nie znamy się za dobrze, ale wydaje mi się że utrzymujemy pozytywne stosunki, przynajmniej tak to odbieram zawsze jak na niego wpadam gdzieś na Mokotowie. Cieszę się, że obie strony podeszły wtedy do tego na spokojnie i nie było jakiegoś z dupy konfliktu. Co do samej nazwy - w ciągu 5 lat istnienia zespołu, nazwa Cinq G nie została przez nikogo poprawnie wymówiona. Postanowiliśmy więc ją spolszczyć i zapisywać fonetycznie, bo przecież to jedyna przeszkoda, która stała nam na drodze do Top Trendów, Opola i Sopotu... (śmiech)

Czyli to nie jest tak, że chcecie dać nauczkę piratom, którzy nie mogą w spokoju tagować Waszych płyt, bo za każdym razem nazwa się różni? (śmiech)

(śmiech) Zajebista teoria, aż ją przekażę kolegom, w życiu byśmy na to nie wpadli. (śmiech) Piraci obecnie nie istnieją! Piraci tworzyli nielegalne kopie płyt i na tym zarabiali, ludzi którzy wstawiają albumy do ściągnięcia za friko z netu nazwał bym prędzej "anarchistycznymi bibliotekarzami". Niech robią swoje, aż ten chory, zdominowany przez majorsów system pierdolnie, trzymam kciuki. Dystrybuując płyty w sieci za friko odwalają za darmo kawał marketingowej roboty - pozytywnej i wartościowej, o ile rozpowszechniana płyta jest po prostu dobra. Tylko niech nie przekręcają mojej ksywki czy nazw zespołów. (śmiech) Artyści wypuszczający swoje płyty niezależnie i tak na tym raczej nie stracą...

Dzięki za wywiad, liczę na dobry koncert dzisiaj. Mam nadzieję, że przyjdzie więcej osób, a nie jak wczoraj, gdy było ich stanowczo za mało.

Słuchaj - wczoraj nie graliśmy (śmiech) Dzisiaj gra Masala, więc MUSI być grubo! Wielkie dzięki za wywiad. (modulacja głosu na straszydło z horroru klasy B) Ślij do autoryzacji, bo Cię znajdę i zabiję! (śmiech)

Zdjęcie autorstwa kolejno:
Piotra Biernackiego > www.photoblog.pl/biernacki
Karola Grygoruka
Karoliny Zięby
Marcina "Aparata" Kołodziejaka > www.aparat.digart.pl (2 kolejne zdjęcia)
Piotra Biernackiego > www.photoblog.pl/biernacki
Ewy Redel
Karoliny Zięby (2 kolejne zdjęcia)

niedziela, 26 lipca 2009

Mroku - Mroczne Nagrania

"Mówi Mroku, lubię chodzić ubrany na czarno jak w żałobie / Jakbym kochał dwie kobiety, naraz stracił obie / Chwytam chwilę jak ostatnie pożegnanie przy grobie / Tadeusz Mroczek umarł w Koszalinie, urodził we Lwowie / Był aktorem, ojcem mego ojca, ja wiem, że to Tobie nic nie mówi / Ale ja pamiętam jak liście brązowe opadły / Spuściłem głowę, sypiąc ziemię na urnę / On miał scenę, ja mam scenę i to mamy wspólne".

Pokuszę się o stwierdzenie, że Mroku to obecnie jeden z ciekawszych podziemnych raperów. Ma naprawdę sporo do powiedzenia i nie jest przy tym ubogi w skille, co przecież często się zdarza. "Mrocznymi Nagraniami" tylko to udowadnia. Album, na który czekała na dobrą sprawę tylko garstka osób, z miejsca stał się - co najmniej moim zdaniem - jednym z lepszych undergroundowych materiałów w tym roku. Może jednak nie będziemy uprzedzać faktów i rozpracujemy wszystko po kolei.

Znakiem rozpoznawczym Mroka jest bez wątpienia jego zachrypnięty, pewnie lekko przepity głos. Operuje przy tym naprawdę dobrym, choć na pewno nie przesadnie oryginalnym, flow. Nawijki koszalińskiego rapera słucha się z przyjemnością, choć przecież nie jest jakimś wybitnym technikiem. Nie prowadziłem statystyki rymów wielokrotnych - jestem pewien, że jakieś tam gdzieś na płycie rzucał, ale - szczerze mówiąc - nie one są tu najważniejsze. Bardzo mnie to zresztą cieszy, raperzy powinni stawiać przede wszystkim na treść, a techniczne popisy odwalać przy okazji, nie czyniąc ich clue programu.

Koszialińskiego MC spokojnie można nazwać dobrym tekściarzem i wyśmienitem obserwatorem rzeczywistości, zarówno tej bliskiej, jak i tej dalekiej. Przy okazji, nie jest raczej tym od pozytywnego hip-hopu. Uderza raczej ambitnie, celując w bardziej pesymistyczne historie i sprawy wagi ciężkiej. Na "Mrocznych Nagraniach" słyszymy m.in. o śmiertelnie chorych dzieciach ("Siódmy dzień") i katastrofach naturalnych pokroju huraganu Katrina i wybuchu wulkanu Krakatau ("Spuść głowę"). Moją uwagę przykuł też utwór "Różna są modlitwy", który - co chyba oczywiste - porusza tematykę religijną. Mroku zdaje się mieć w tych sprawach głowę na karku i naprawdę nawija z sensem. Dużo do myślenia daje też kawałek "Między słowami", będący nie do końca spełnioną, miłosną historią dwójki osób, których głównym problem było to, że oboje bali się odezwać. "Nie piszę listów" to natomiast doskonałe przedstawienie właśnej osoby. Prawdziwym mistrzostwem świata jest jednak dla mnie swego rodzaju intro "Mrocznych Nagrań", czyli "Może to morze?" - znakomita gra skojarzeń opatrzona wersami, wpadającymi w pamięć na długo ("Może jak Eldo mówi o diable, miał na myśli ziewającego w oknie Dziwisza").

Wyprodukowaniem albumu w większości zajął się Mahyn - beatmaker powiązany z Bla-Bla. Jego podkłady są znakomitym tłem dla rymów Mroka - stoją na wysokim poziomie, ale nie wybijają się zanadto, aby nie przyćmić głównego bohatera "Mrocznych Nagrań". Parę swoich bitów dołożył też Bober, co już powinno być gwarancją jakości. Oprócz tego, coś tam od siebie dodał sam Mroku oraz Asia Alpop, która poza tym na płycie udziela się jeszcze wokalnie. Co do gości, którzy również powiązani są z koszalińskim Bla-Bla, wypadają oni różnie. Na plus zaprezentował się Em, całkiem zjadliwe Wonz, reszta raczej bardzo przeciętnie, mocno ustępując klasy gospodarzowi.

"Mroczne Nagrania" bardzo mi się spodobały. Szkoda, że wydano je w tak koszmarny sposób. Rozumiem, że to wciąż undergound i że powinniśmy się cieszyć z tego, iż w ogóle możemy obcować z wersją fizyczną. Za te 15 zł można było jednak zrobić coś przyjemniejszego dla oka, niż biała, rozkładana, kartonowa kopertka z obrzydliwie wydrukowanym, niechlujnie naklejoną okładką. Dobrze, że chociaż cover samego cedeka wyszedł z tego starcia obronną ręką... Niemniej, jeśli lubicie ambitny rap, to "Mrocznymi Nagraniami" powinniście się czym prędzej zainteresować.

Ocena: 8/10

poniedziałek, 1 czerwca 2009

RAPER NIHILISTA, czyli wywiad z Mielzkym

Mielzky to niezwykle utalentowany raper, znakomicie radzący sobie również w innych gatunkach muzycznych, o czym świadczy jego całkiem udana kariera z zespołem Sekaku. Poniżej możecie przeczytać z nim wywiad, z którego zapewne wywnioskujecie, że nie jest to kolejny taki sam, undergroundowy raper.

Z Sekaku powróciłeś po ponad roku. Nie żałujesz, że nowy materiał znów jest taki krótki?

Wróciłem, a to jest dla mnie najistotniejsze. Miewam zarówno krótsze, jak i dłuższe przerwy w tej całej zabawie, jednak zawsze staram się wrócić. Materiał jest krótki, z pewnością, jednakże w mojej opinii jest bardzo dopracowany, co działa na naszą korzyść. Rozumiesz o co mi chodzi, możemy wrócić z długogrającą płytą, na której każdy utwór jest taki sam, a możemy wrócić z krótkim, ale mocnym gównem. Wybraliśmy bramkę numer dwa. Na ten moment więc nie żałuję.

Skąd pomysł na wydanie płyty w kartonie od pizzy?

Jest to wynik burzy mózgów między mną a Grzesiem Forinem. Tak czy inaczej, Forin wykonał strasznie wielką i czasochłonną robotę przy tej płycie i jego wkład w całość jest bardzo duży, za co należy mu się wielka miłość. Projekty, które ten gość robił Ostremu, Pelsonowi czy Tymonowi, są klasyką gatunku.

Na forum Ślizgu informowałeś, że była propozycja wydania "Złej Karmy" na legalu. Nie chciałeś jednak wyjawić o jaką wytwórnię chodzi...

I nadal tego nie zrobię, ponieważ nie rozumiem po co poruszać temat, którego tak naprawdę nie ma. Wytwórni odpowiadała nasza muzyka, a to i tak dużo, uwierz, jednakże kiedy pokazaliśmy projekty wydania, omówiliśmy te opcje kartonów, keczupów, gratisów, to powiedzieli, że albo mamy brać digipack i pchać to na półki albo nara. Z tym że panowie zaznaczyli, iż jeśli będziemy kiedyś mieli ochotę zrobić longplay, to możemy do nich śmiało uderzać.

Kiedy premiera płyty z Patr00? W wywiadzie udzielonym Spinnerowi czytamy, że to ona jest dla Ciebie priorytetem, a nie nowy materiał Sekaku. A tu proszę, najpierw wyszła "Zła Karma".

Początkowo tak właśnie miało być, jednakże z czasem ja zacząłem robić Sekaku, a on Ortegę i doszliśmy do wniosku, że najpierw te projekty ujrzą światło dzienne, a potem zaatakujemy wspólnie. Zresztą mój utwór na nowym krążku Ortegi jest niejako zapowiedzią i wstępem do płyty z Patr00.

W tym samym wywiadzie wspominasz o gościach, którzy pojawią się na wspólnej płycie z Patr00. Wymieniasz Jaśka (Afront) oraz Zkibwoya. Mówisz też coś o bonusie, który nie został do końca dogadany. Jak sprawa wygląda teraz? Mógłbyś zdradzić, kto jest tym "bonusem"?

Sprawa wygląda tak, że ostatnio nawet o tym nie myślałem jakoś specjalnie. Jasiu powiedział, iż nie odpuści zwrotki na Patr00, więc będzie fajnie. Natomiast Zkibwoy to mój człowiek, choć ostatnio nie plotkujemy już tak jak kiedyś, ale numer też będzie. Co dalej? Sądzę, że Jot. Ugadywałem to z Jurą, dla mnie ten gracz to filar gatunku w kraju, dzieciaki powinny brać z niego przykład, definitywnie. Drutz!

Czy płyta z Patr00 będzie promowana teledyskami od 77cuts?

Nie tyle teledyskami, co jednym teledyskiem. Ciężko jest zrobić parę klipów, skoro chłopaki z 16pads siedzą w Kanadzie, a ja w Polsce. Także rozumiesz w czym jest problem, ja już mówiłem, że chce klip taki bardziej w opcji piknik / barbecue, niż wczuwanie się i machanie łapami. Ale będzie klip i będzie dobrze - 77cuts to mój człowiek, który ma nosa do wyczucia dobrego klimatu.

Jest szansa na winyl w przypadku płyty z Patr00?

W sumie to trochę dziwne pytanie, zważywszy na to, że od początku mówimy, iż będzie edycja winylowa. Powinieneś się pytać, czy jest szansa na CD. (śmiech)

No to jest szansa na CD? (śmiech)

Naprawdę ciężko to powiedzieć, być może pomoże nam z tym jakaś wytwórnia, jeśli nie to będziemy walczyć o CD, bo mamy świadomość, że gramofony w kraju mają już tylko prawdziwi zapaleńcy tematu. Na pewno spróbujemy to załatwić. Czy się uda? Nie możemy niczego obiecać.

Twoje teksty obfitują w zdarzenia, których raczej nie przeżyłeś na własnej skórze. Skąd czerpiesz inspiracje na pisanie takich utworów jak "Hanibal", "Niemy krzyk" czy "Zamykam oczy"? Jakieś filmy, książki?

"Hanibal" to utwór który przez nikogo nie został właściwie odebrany. To raczej znaczna metafora odnośnie wpieprzania się ludzi w moje życie. Także to raczej zwyczajny numer, jedynie to "wpieprzanie" przedstawiłem jako "zjadanie" mnie, mojej osoby. "Niemy krzyk" i "Zamykam oczy" – (dłuższa chwila zastanowienia) – wiesz, to jest tak, że do tego mogą zainspirować mnie tylko wieczorne Fakty czy Panorama, naprawdę. Bardziej denerwuje mnie fakt, iż tego typu sytuacje mają miejsce nie tylko w filmach i książkach, a przede wszystkim na ulicy. Śmierć której nikt nie zauważa jest wpisana w dzisiejsze czasy. Przywykliśmy do tego.

Kontynuując temat Twoich poszczególnych utworów, pragną zadać Ci pytanie z serii osobistych. Na czym polega Twój konflikt z ojcem, o jakim dajesz do zrozumienia w "A ja co"?

Ojciec jest skurwysynem, tak to działa. Zrobił zbyt wiele błędów, dzięki czemu ja mogę być pewien, że ich nie popełnię. Gościowi nie należy się już kompletnie nic, serio. Widziałem zbyt wiele rzeczy w domu będąc dzieckiem. I mogę dać słowo, że jeśli przyjdzie do mnie kiedykolwiek stary, chory, bez sosu na życie, to ode mnie uzyska jedynie serdeczne wypierdalaj.

Patrząc na Twoją odpowiedź może się wydawać, że w ciąż jesteś gnojem, który nie wierzy w ludzi, o czym wspominasz w "Pierwszym razie"...

Dokładnie. Zbyt wiele osób mnie przekręciło, by wierzyć w ludzi, wierzyć ludziom, cokolwiek. Mam moją bandę, której ufam i dla której oddałbym wszystko, jednakże reszta jest mi kompletnie obojętna. Ludzie kłamią w obronie własnej dupy, ludzie nie reagują widząc coś złego, ludzie są kurewsko bierni, więc po co mam w nich wierzyć, skoro kiedy na stacji metra w centrum, w środku dnia przekopie mnie 20 osób, to sam jeszcze będę musiał dzwonić na pogotowie.

Naprawdę jest z Tobą tak źle, jak nawijasz w "Cenie, którą płacę"?

Nie tyle jest, co było, alkohol bywał w moim życiu zbyt często, musiałem to ograniczyć. Chodzi o to, że żałuje wielu spraw, spieprzyłem parę ważnych rzeczy, więc tak to wygląda. Jestem synem gościa, który po pijaku chciał wysadzić dom. Nie oczekuj, że będę do końca życia pił herbatę, jednak już moja w tym głowa by nie przesadzić i się nie stoczyć.

Przejdźmy do Twoich poglądów. W "Niemym krzyku" pierwsza zwrotka traktuje o aborcji. Dlaczego jesteś przeciwnikiem takich praktyk?

To jedna z tych nielicznych kościelnych reguł, która w mojej opinii jest prawdziwa i uzasadniona. Nie wyobrażam sobie zabijania swojego dziecka, niezależnie czy jest ono owocem miłości czy nienawiści, pieprzyć to. Ludzie próbują szukać durnych uzasadnień, by uciec od poczucia winy, chcą sobie wmawiać, że zabili dziecko by ratować siebie, że zabili dziecko bo było efektem gwałtu, ale dla mnie to nie zmienia faktu, że są skurwysynami zabijającymi dzieci. Nie ma usprawiedliwień.

Jaki jest więc Twój stosunek do wiary? Odniesienia do Boga padają w Twoich kawałkach niejednokrotnie, to chyba nie jest przypadkowe...

Często wątpię. Podobno, jeśli wierzysz to nie zadajesz pytań, a ja zadaje ich aż za dużo. Ciężko mi czasami ufać w słowa księży, mając świadomość jak wiele mają za paznokciami syfu. Choć – z drugiej strony - mam świadomość, że nie mi jest dane ich oceniać i sądzić. Ciężko mi wierzyć w instytucje kościoła, kiedy wobec swoich wyznawców ma on tyle tajemnic. Ciężko mi odpowiedzieć nawet na pytanie czym jest modlitwa, bo nie mogę powiedzieć że rozmową z Bogiem, skoro nikt mi nie odpowiada, dla mnie to raczej mówienie do obserwatorów. Kiedyś wierzyłem w to bezgranicznie, dzisiaj zadaję pytania.

Mój człowiek Radek przy piwku sprzedał mi jednak bardzo dobrą zasadę. Uczy dzieciaki angielskiego, powiedział mi, że często nazywa ich głąbami i idiotami - chodzi o to, że w momencie, w którym te dzieciaki skupią się na tym, co jest istotne, mianowicie na języku angielskim, wtedy są naprawdę mądrymi ludźmi. Człowiek ma w sobie swego rodzaju "sitko", przez które przecedza informacje. Kiedy palisz szlugi, a kobieta powie Ci "PRZESTAŃ PALIĆ" to powiesz "Okej kochanie" i wyrzucisz paczkę? Nie sądzę. Tak samo w kościele, kiedy słucham księży, staram się wyłapywać tylko to co istotne, nie patrzę na nich, a na to co stoi za nimi i co reprezentują, czyli moją wiarę. Nigdy nie wątpiłem w Boga, zbyt często wątpiłem w kościół.

Nawijałeś kiedyś, że nie utożsamiasz się z żadną subkulturą. Dlaczego? Uważasz, że nie mają one nic ciekawego do zaoferowania?

Nie utożsamiam się, aczkolwiek kocham hip-hop. Tak to wygląda, robię materiał z Sekaku i nigdy nie będę "rockmanem", od zawsze robię rap. Nie utożsamiam się z subkulturą jako tako, bo musiałbym brać na barki wygrzewki typu Firma, Peja czy tego typu jazdy. A tego robić nie chcę. Autentycznie jestem fanem hip-hopu i kocham go, bo to najbarwniejsza z tych wszystkich subkultur - znajdź mi inną, która wykształciła sobie swój styl ubioru, tańca, malowania, swój slang i kupę innych fajnych rzeczy. I kiedy miliard razy dziennie słucham utworu Joell Ortiza "Hip Hop", to wiem, że to właśnie chcę robić, serio. To jest piękne.

W "A ja co" nawijałeś coś o oglądaniu "Prison Breaka". Łykasz jeszcze jakieś seriale? Może podobnie jak Mes jarasz się "Dr Housem"?

Prisona odstawiłem od tego czasu w kąt, aczkolwiek oglądam z zamiłowaniem Herosów, Lostów i House'a. Dla mnie niezależnie czy w Lostach oni będą się miliard razy przenosić w czasie, czy Bóg wie co tam jeszcze, dla mnie to nadal będzie serial, na który będę czekał. Z Herosami podobnie, jak długo będzie grał tam Hiro (choć ostatnio ma problemy z mocami) i Ando aka Szkarłatna Iskra, tak długo będę śledził ich poczynania, poza tym utożsamiam się z Bennetem. (śmiech) A House jak House, lubiłem go jeszcze zanim nawijał o nim Mesiwo. Z polskich seriali Ojciec Mateusz jest mistrzem i tyle. Pozdrawiam też The Returners którzy wielbią Ankę Przybylską aka Marylkę ze Złotopolskich.

Jacy są Twoi ulubieni wykonawcy z Polski i zagranicy?

Wolę raczej powiedzieć czego ostatnio słucham, bo ulubionych wymienić nie dałbym rady. Z Polski więc ostatnio słucham dużo rzeczy z Asfaltu, czyli Ostry / Fisz / Afront. Wiadomo, dobry, fajny rap. Poza tym odsłuchałem nowego Mesa, jednak nie mogę się do niego kompletnie przekonać. Słucham też dużo Riverside, polskiego bandu który za granicą jest kochany, a w Polsce zna go garstka. Do tego dorzuciłbym Fonotekę, czyli mixy 77cutsa, które są mega mocne i ostatni mixtape Daniela Drumza, przy którym robię śniadania. To Polska. A Zagranica? Bun B, który po śmierci Pimpa wyskoczył na takiego zawodnika, że hoho, Termanology nowy, Statik Selektah, Elsiane – polecam okrutnie, Goapele, Nneka, Ayo i wszystkie inne Nigeryjki niemieckie, do tego jestem zmuszony słuchać dużo DMX-a, bo mieszkam z Kopciem, a Kopeć uwielbia raperów naśladujących psy.

Jakbyś miał wybrać 5 swoich ulubionych albumów, to na co byś się zdecydował?

Nie dam rady, naprawdę, zbyt wiele rzeczy i albumów miało na mnie wpływ od kiedyśtam do dziś. Zawsze ważne płyty dla mnie to Jay-Z, Common, Talib Kweli / Reflection Eternal, Gang Starr, De La Soul, The Roots, Looptroop, Nas, Hocus Pocus czy nawet Joell Ortiz. Tego jest zbyt wiele i z każdym albumem wiąże się zbyt wiele uczuć i wspomnień, by teraz wyłapywać najfajniejsze.

Wymieniasz czołówkę europejskiego hip-hopu – Looptroop i Hocus Pocus. Jak myślisz, czy europejscy raperzy nadal są daleko w tyle za amerykańskimi?

No właśnie, problem w tym, że chyba jedynie ta "czołówka" dotrzymuje kroku raperom ze Stanów, aczkolwiek uważam, że gonienie za Stanami jest głupotą. Murzyn to jest murzyn w tej sprawie. Inaczej ma się sprawa, jeśli chodzi o produkcje, gdyż uważam, iż europejscy producenci są naprawdę mocni, Francuzi, Hiszpanie, czy nawet polskie Returners to żywe świadectwo na to, że europejski beatmaking ma doprawdy sowity poziom. Tak więc, odpowiadając na pytanie, raperzy tak, producenci nie.

Masz jakieś propozycje na featy? Była możliwość gościnnego występu na legalnym wydawnictwie (poza nową Ortegą)?

Będę na Ortedze z fajnym utworem. Poza tym Red/Spinache chociaż nie wiem czy to w końcu dojdzie do skutku, mój ziom Red coś zamulił. (śmiech) Oprócz tego będę na następnym Sekaku. (śmiech) Nie no tak serio to wiadomo, zgłaszają się ludzie po featy, ale ja za tym nie gonię jakoś, dogram się komuś znajomemu bez problemu, ale ludziom z MySpace, których słyszę pierwszy raz to raczej ciężko. Poza tym ja już mam bandę ludzi, których lubię słuchać i z którymi chciałbym coś nagrać, więc wiesz, ciężko mnie zadowolić rapowo.

Jakie są Twoje koncertowe plany na wakacje? Masz już z Sekaku jakieś umówione eventy?

Bierzemy z Sekaku transita i ruszamy w kraj, serio. Przygodowo, wakacyjnie i koncertowo w jednym.

Masz może już jakąś wstępną listę miast, które odwiedzicie?

O wszystkim zwykłem dowiadywać się na końcu, także nie dam rady przytoczyć tu miast. Na pewno będziemy w Olsztynie, Warszawie i Trójmieście. Wygrywając trójmiejską Famę, zostaliśmy zaproszeni na ogólnopolską Famę w Świnoujściu, więc i tam będzie można nas usłyszeć. Będzie to jeden z nielicznych koncertów, na których zagramy z Golasem, także oczekujcie mocnej bomby!

Powoli kończymy. Zastanawiam się dlaczego czasem boisz się ryknąć w piosence mimo, że czasem aż się o to prosi?

Może dlatego, że 7 lat robię rap, więc nikt nie nauczył mnie ryczeć? Ciężko jest być raperem i nagle stać się mistrzem śpiewania, rozumiesz, ja nie wiem co to jest growl nawet. (śmiech) Robię swoje w Sekaku, jak czegoś nie potrafię, to proszę o to znajomych, którzy zrobią to lepiej.

Swoją drogą, również nie wiem czym jest growl… (śmiech) Na koniec - czemu jesteś w swoich utworach takim smutasem? Kiedy będzie jakiś pozytywny wałek?

Moja kobieta określiła mnie mianem "RAPER NIHILISTA", tego się trzymam. Czemu taki jestem? Bo jestem typem człowieka który gdy widzi milion zakochanych ludzi idących pod rękę i tysiąc dzieciaków umierających dziennie z głodu, to patrzy na tych drugich. Sam sobie dorzucam problemów, ale co zrobić. Dla mnie są rzeczy ważne i mniej ważne, problem w tym że te ważne są w większości dość trudne, przykre, a - co za tym idzie - smutne. Kiedy będzie coś pozytywnego? Na płycie z Patr00 będzie fajny numer. Hola!

niedziela, 12 kwietnia 2009

"Realizuję wewnętrzną, egoistyczną potrzebę ekspresji" - wywiad z Nieukiem (AlboAlbo)

Lite: Chociaż standardowe, początkowe pytanie o muzyczną przeszłość byłoby może w Twoim przypadku ciekawe, to zaczniemy trochę inaczej, bo od ksywki, którą nosisz. Skąd się ona wzięła? Biorąc pod uwagę treść Twoich utworów, typowym nieukiem raczej nie byłeś…

Nieuk (AlboAlbo): A co w moich utworach konkretnie masz na myśli?

Przede wszystkim szczerość i umiejętność jej przekazania. "Biały Kruk Czy Czarne Owce?" to jedna z najbardziej szczerych płyt z polskiego rapu jakie znam. Naprawdę jesteś taki szczery?

Zaraz, zaraz, czyli, że niby "typowy nieuk" nie może być szczery?

"Typowy nieuk" nie potrafiłby dobrać tak słów jak Ty.

Ale w pierwszym pytaniu stwierdziłeś, że "typowym nieukiem" raczej nie jestem biorąc pod uwagę treść moich utworów, natomiast dobór słów to raczej forma niż treść, więc jak to jest?

Tu mnie masz, chodziło mi o formę.

No właśnie. (śmiech) Ale wracając do Twojego pytania - co do "typowego nieuka" - po pierwsze chyba nigdy nie byłem człowiekiem "typowym" i to w zasadzie niezależnie od sfery owej typowości. Od dziecka moje pojmowanie rzeczywistości często różniło się od percepcji ludzi w moim otoczeniu, może jestem lekko autystyczny, nie wiem (śmiech). Po drugie to nie wiem jakie kryterium nieuctwa mielibyśmy przyjąć. Jeśli chodzi o ilość nieusprawiedliwionych nieobecności, to w liceum zawsze byłem liderem pod tym względem i miałem z tego powodu najniższe możliwe zachowanie, jakie można było mieć - najpierw naganne, potem naganne zlikwidowali i miałem nieodpowiednie (śmiech).

Dlaczego Nieuk? Ogólnie chodzi o mój stosunek do zorganizowanych procesów edukacyjnych zwanych szkołą - jakoś chyba zawsze miałem przeświadczenie, że duża część wiedzy oferowanej tam jest mi albo całkowicie zbędna i nigdy mi się nie przyda, albo można by ją opanować w dużo ciekawszy sposób i od najmłodszych lat sam starałem się mieć wpływ na proponowaną mi ofertę edukacyjną. Polski system szkolnictwa nie był w tamtym czasie na taką ewentualność przygotowany, więc siłą rzeczy musiałem stać się czarną owcą. Ponadto chciałem mieć ksywkę, która będzie słowem typowo polskim, żeby mi się nie zdublowała z kimś z zagranicy, kto może nie mieć pojęcia o moim istnieniu - miałem przeświadczenie, że jeżeli ktokolwiek wybierze sobie taką ksywkę w Polsce, to dowiedziawszy się o moim istnieniu będzie musiał ją zmienić, bo "ja byłem tu wcześniej" i "jestem lepszy". (śmiech) Z resztą obecnie przy mojej starej ksywce pojawiło się nieodzowne "AlboAlbo w nawiasie", czyli moja pełna ksywka to teraz Nieuk (AlboAlbo).

No a jak to jest z tą szczerością?

Wiesz co? Bisz nawinął taki wers na BiszOerKay: "Szczerość w rapie, to jak przeciąć gałąź siedząc na niej". Czuję, że to o nim, o mnie, i o paru innych ludziach, którzy w swoich kawałkach "wylewają siebie". Rap to dla mnie przede wszystkim sposób wyrażenia swoich emocji, czasem także myśli, ale częściej chodzi o emocje. Wypracowałem sobie jakąś umiejętność wylewania ich w tekstach, rozwiniętą do tego stopnia, że chyba łatwiej mi wyrazić emocje w tekście rapowym, niż wypowiedzieć je tak po prostu, czy okazać je niewerbalnie. Nosi to znamiona ekshibicjonizmu mentalnego i czasem wychodząc ze swoją twórczością do ludzi czuję się nieco dziwnie, taki "obnażony", ale w trakcie procesu twórczego staram się nie pamiętać o potencjalnych odbiorcach i o tym, że ktoś może usłyszeć o mnie "za dużo", tylko realizuję swoją wewnętrzną, egoistyczną potrzebę ekspresji, toteż pierdolę autocenzurę.

Z resztą na NIEUKubeu, czyli jedynej płycie, którą dotychczas wydałem ten wiwisekcyjny "ego-trip" nie jest jeszcze tak bardzo rozwinięty jak na tych, które dopiero zamierzam wydać. Mam trochę poczucie, że moje wnętrze jest w pewien sposób brzydkie, trudne, brudne, gnijące wręcz, a wyrzucanie tego na zewnątrz daje mi jakieś tam ukojenie i uporządkowanie... W sumie to też jest tak, że piszę teksty trochę niejednoznacznie, tak, że treść w nich zawarta często jest wypowiedziana nie wprost, a to co mówię stwarza słuchaczowi różne możliwości interpretacyjne - to z kolei ma chyba mi dawać jakieś poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak się wylewam i obnażam mentalnie, to żeby ktoś to zrozumiał musi się wykazać pewnym poziomem wrażliwości i wnikliwości. Ale czy to o to chodziło w Twoim pytaniu?

Prawdę mówiąc, wyprzedziłeś przy okazji kilka moich następnych pytań. Właściwie to potwierdziłeś swoje słowa z utworu "Kłamca, kłamca": "Bo w rapie nie wystarczy tylko dobrze nawinąć / Bo w rapie liczy się jeszcze prawdziwość". Naprawdę uważasz, że w rapie liczy się autentyzm? Wkurza Cię, gdy niektórzy MC's nawijają niestworzone historie?

Wers z "Kłamca, kłamca", tak w ogóle jest followupem, tylko pewnie mało kto o tym wie. Wiesz co? Chyba mnie nawijanie "niestworzonych historii" nie wkurza, bo jak mi się nie podoba jakiś rap, to go nie słucham. Ale z drugiej strony to może jednak wkurza, bo mnie wkurza prawie wszystko, jestem typem aspołecznego frustrata, który pod nosem narzeka na wszystko i wszystkich, więc sam do końca nie wiem co Ci odpowiedzieć. Cenię autentyzm, lubię rap merytoryczny, z resztą nie tylko rap - ogólnie lubię, gdy poeta, muzyk, pisarz, czy inny twórca ma coś do powiedzenia, gdy nie są to tylko slogany, które powtarzają wszyscy, tudzież część populacji, tylko coś bardziej osobistego. To nie muszą być emocje, ale np. poglądy społeczno-polityczne czy obserwacje, ale te bardziej złożone niż "chłopak był biedny i kradł, złapali go, więc jebać policję" czy "panna, która się puszcza to dziwka". Emil Blef stwierdził, że "mówi prawdę nawet gdy kłamie" i jakoś to tak jest, że autentyczność to niekoniecznie stuprocentowa, naturalistyczna szczerość, o pewnych rzeczach nie trzeba mówić wprost, z własnego punktu widzenia, a na pewne pytania nie trzeba dawać odpowiedzi. Widziałeś taki film "Miasto gniewu"?

Nie, nie widziałem. Dlaczego pytasz?

No to obejrzyj, oryginalny tytuł to "Crash". Abstrahując od tego, że gra tam Sandra Bullock, która jest całkiem ruchalną niunią i miło na nią popatrzeć, to film ten jest świetnym przykładem tego, jak można opowiedzieć historię bez wbijania odbiorcy do głowy co ma być puentą, gdzie widz może sam sobie film zinterpretować, określić o czym on był i jakie treści niósł. Dla mnie jest on o tym, że nikt (i nic) nie jest jednoznacznie czarne czy białe, że istnieją odcienie szarości, każdy ma sfery ciemniejsze i jaśniejsze, zło i dobro. I odnosząc to do muzyki - chciałbym słuchać rapu, który ma narrację podobną do owego filmu, rapu, który ujmuje złożoność i niejednoznaczność jednostki ludzkiej, takiego rapu, że wiem, że MC nie boi się łamać schematów, albo jeszcze lepiej, że się boi, ale i tak je łamie. Mam wrażenie, że mało kto jest w stanie obnażyć się w rapie ze swoimi kompleksami czy słabościami, a przecież nikt nie jest Supermanem, nie?

Kontynuując temat autentyczności, mógłbym przytoczyć słowa rzucone w "Zbiera się ropień". "Wolę chamem być niż nie być sobą" - naprawdę lepiej być niesympatycznym człowiekiem niż owcą w ciele wilka?

Nie wiem czy lepiej, nie stwierdzam że lepiej. Mówię o tym co ja wolę, a każdy może sobie wybrać co woli on (tudzież ona). Osobiście nawet jeśli czasem zdarza mi się nagiąć do norm, oczekiwań etc. (a myślę, że każdemu się zdarza, nawet największym nonkonformistom), to zwykle odczuwam wtedy dyskomfort, toteż staram się unikać takich sytuacji. Jest takie powiedzenie, "sukces mierz ilością swoich wrogów" - dla mnie podstawową ambicją, a co za tym idzie w dużej mierze wyznacznikiem sukcesu jest owo enigmatyczne "bycie sobą", a że jestem osobą zdaje się dość nieszablonową, to w moim przypadku bycie sobą może mi przysporzyć wielu wrogów. Wiesz, też nie chodzi o to, żeby być prowokatorem-samobójcą i np. wbijać w różowej koszulce z napisem "jestem gejem" do siedziby Młodzieży Wszechpolskiej, ale żeby w określonej sytuacji, gdy na szale zostaje rzucona lojalność wobec siebie albo uniknięcie jakichś sankcji społecznych związanych z byciem w opozycji do tłumu, mieć odwagę wybrać jednak tę lojalność.

Można więc powiedzieć, że pozostając sobą spełniasz "Nadzieje złudne, by nie iść za tłumem", o których wspominałeś we wspominanym już utworze "Kłamca, kłamca"? Spróbowałeś i Ci się najwyraźniej udało.

No tak jak już wspomniałem przed chwilą - raczej to jest ciągłe próbowanie, czasem zakończone powodzeniem, czasem nie. Odwołując się ponownie do Emila Blefa - "życie brudzi wszystkich, nie zostawia nagich". Niejednokrotnie czułem się jak Syzyf, zawodziłem ludzi, których nie chciałem zawieść, no i zawodziłem siebie samego przede wszystkim. Myślę, że cierpię na jakiś rodzaj chorego perfekcjonizmu, ale wszelkie sytuacje, gdy nie starcza mi odwagi czy pracowitości, żeby z czymś się zmierzyć jeszcze długo odbijają się we mnie echem i ciążą mi. Z resztą - tekst do "Kłamca, kłamca" był pisany w 2004 roku, od tego czasu sporo się w moim życiu pozmieniało, a pewne rzeczy które w tamtym czasie wydawały mi się jednoznaczne, okazały się być bardziej złożone, toteż nawet jeśli kiedykolwiek uważałem, że udało mi się stanąć w opozycji do tłumu i całkowicie pierdolić jego wpływy, to dziś muszę stwierdzić, że ta walka nadal trwa i nie zawsze wychodzę z niej zwycięsko. No ale staram się. (śmiech)

"Kłamca, kłamca" to swoją drogą bardzo ciekawy utwór, mój faworyt - obok "Nie wiem" - z albumu "Biały Kruk Czy Czarne Owce". Biorąc pod uwagę słowa "I pomimo, że nagminnie oszukujesz się sam / Uderza mnie fakt, że złości to twej nie wznieca", można wnioskować, że co najmniej ten dwuwers był do kogoś kierowany. Miałeś na myśli kogoś konkretnego, czy może adresowałeś te dwie linijki do każdego słuchacza?

Wers ten był inspirowany konkretną sytuacją, ale nie był kierowany do konkretnej osoby. Konkretniej natomiast odnoszę się w drugiej zwrotce tego kawałka, ale może nie będę zdradzać w czyją stronę są tam słowa. Kto ma wiedzieć, ten wie.

Wspomniałem przed chwilą o kawałku "Nie wiem". Wydaje się być on dość tajemniczy. Miał on jakieś ukryte znaczenie, czy było to zwykłe ogólniki nieinspirowane żadnymi wydarzeniami?

Kawałek "Nie wiem" dotyczy konkretnego wydarzenia, które w pewnym momencie dość mocno namieszało w moim życiu, ale - jak zresztą sporo moich tekstów odnoszących się do konkretnych sytuacji - napisany jest w sposób umożliwiający mniej jednoznaczną interpretację.

A jak to wygląda teraz, identyfikujesz się z rzucanymi przez siebie słowami w tym kawałku, choćby z pojedynczymi wersami?

Jeśli chodzi o wersy dotyczące tamtej konkretnej sytuacji, to została ona rozwiązana - toteż nie mogę powiedzieć, że np. nadal czekam na tamtą rozmowę, bo mam ją już za sobą. Ale ujmując temat szerzej - chyba zawsze się może wydarzyć jakaś sytuacja, nieporozumienie, którego wyjaśnienie wymaga poważnej, trudnej rozmowy, bez której nie będzie się wiedziało na czym się stoi, toteż generalnie tak, nadal utożsamiam się z treścią tego kawałka. Z resztą czwarta zwrotka została dopisana już po tej "rozmowie, która ma wszystko wyjaśnić" i odnosi się do tych, którzy mówili mi, żeby wykładać na to chuj. Ej, właśnie odsłuchalem sobie ten utwór i zorientowałem się, że nawinąłem "Wielu chciało, bym znajomość tą przekreślił", dziś bym nawinął "Wielu chciało, bym znajomość tę przekreślił", więc w sumie nie utożsamiam się już z tym w 100%. (śmiech)

Gdzieś nawijałeś o tym, że nie pijesz. Nadal jesteś abstynentem? Jeśli tak, to dlaczego?

Tak, nadal jestem abstynentem. W pewnym momencie, na jednym z melanży doszedłem do pewnych wniosków, między innymi takiego, że trzeźwość jest dla mnie wartością i że chcę doświadczać świata w sposób czysty, nie modyfikowany przez jakiekolwiek substancje zmieniające świadomość - i podjąłem decyzję o abstynencji.

W jednym z nowszych utworów nawinąłeś, że jesteś traktowany przez matkę jak własność. Nadal tak jest? Może usamodzielniłeś się?

Po pierwsze to nie przez matkę, tylko przez babkę. Po drugie, to nie tyle, że jestem tak traktowany, tylko że ona ma zapędy, by mnie tak traktować - oddzielną kwestią jest natomiast to, czy ja się na to godzę i pozwalam na takie traktowanie - a nie zamierzam się na to godzić. Co do pełnej samodzielności, to póki co nie dysponuję własnym kwadratem, a moja obecna sytuacja materialna nie pozwala na wynajęcie mieszkania w Warszawie, toteż mieszkam z rodziną, ale dążę do tego, by ten stan rzeczy zmienić. Przy okazji zapraszam organizatorów koncertów do angażowania nas, potrzebuję hajsu, a STREETWORKERZ daje dobre show. (śmiech)

No to jak już to wywołałeś... Jak wiadomo, pracujesz obecnie w ramach projektu STREETWORKERZ. Mógłbyś szerzej opowiedzieć nt. zbliżającego materiału? Kiedy będziemy mogli usłyszeć "Street Art"? Dużo roboty jeszcze przed Tobą i Zaginionebity?

Płyta jest w drodze, teoretycznie możliwe jest, że ukaże się już w maju, ale wiadomo jak to bywa w polskiej rapgrze - tylko Asfalt się wywiązuje z podawanych przez siebie terminów, a i tak nie zawsze. (śmiech) Materiał realizujemy u Flamastra w studio BAZA, gdzie powstał m.in. ostatni album grupy Grammatik. Flamaster będzie odpowiedzialny za mix i mastering. Głównym producentem jest Pan Ed (AlboAlbo), ale będzie można usłyszeć też coś od Kosy (także AlboAlbo), który niedawno wydał kolejną epkę z Biszem. Ten z kolei pojawi się gościnnie w jednym kawałku. Ponadto na albumie ma być jeszcze kilku ciekawych gości, ale póki nie mam ich wokali na dysku, to wolę nie zdradzać kto miałby to być. Wiemy już natomiast, że na 99% nie da rady dograć się Eleha z grupy Nietakt - raper może mało znany, ale moim zdaniem mega stylowy. Niestety jest obecnie zbyt pochłonięty finalizowaniem pracy magisterskiej, żeby zajmować się czymkolwiek innym, ale jestem przekonany, że jeszcze niejednokrotnie coś wspólnie zrobimy. Co do samego wydania materiału, to "Street Art" na pewno ukaże się na fizycznym nośniku, może po wyczerpaniu nakładu także w wersji internetowej, ale niekoniecznie.

Zaginionebity nie jest postacią wielce rozpoznawaną na polskiej scenie undergroundowej. Mógłbyś przybliżyć nieco jego sylwetkę?

Z Marcinem (Zaginionebity) poznałem się kilka lat temu przez kumpla z Freestyle Palace - Gołego. Nagrywał wtedy z moimi ziomami z ekipy - m.in. Flintem, Skajsdelimitem, Gołym czy Klasiikiem. W zasadzie od początku dobrze się z nim dogadywałem i cały czas stawał mi się coraz bliższym człowiekiem, a że w ciągu jakichś 2-3 lat poczynił bardzo duży progres w rapie, to w pewnym momencie zaproponowałem mu wspólny projekt - tak powstało STREETWORKERZ. Zaginiony równolegle pracuje nad projektem Zaginionebity/Skajsdelimit, z resztą pod tym szyldem zakwalifikowali się do finałowej piątki prestiżowego konkursu Coke Live Fresh Noise, co nie udało się wcześniej żadnemu rapowemu twórcy, toteż niebawem może być o nich głośno.

fot. Magda
Ostatnio było trochę szumu wokół utworu "Jestem wolny, jestem szybki" nagranym wraz z Polską Dyplomacją. Wzbudził on spore kontrowersje. Nie obawiałeś się reakcji słuchaczy, a zwłaszcza fanów szczerego, ambitnego rapu z "BKCCO"? Nikt się nie spodziewał po Tobie tak bezpośredniego tracku…

Ale co, miałem obawiać się, że jakiś słuchacz mnie zastrzeli jak Lennona?

(śmiech) Raczej tego, że słuchacze od Ciebie odejdą.

Nie no, zasadniczo to tak: po pierwsze ten track jest trochę jakimś tam żartem - tzn. moje zwrotki są pisane szczerze i na poważnie, ale cała konwencja kawałka jest raczej luźna i żartobliwa. Po drugie to jakoś niespecjalnie mnie obchodzi co pomyślą o mnie słuchacze, tworzę ze swojej egoistycznej potrzeby ekspresji twórczej, dla siebie, a nie dla kogoś. Natomiast jeśli chodzi o treść kawałka "Jestem wolny, jestem szybki", to myślę, że merytorycznie przewyższa on kawałki z "BKCCO?", ponadto wyraża mój, być może niepopularny, pogląd na temat wolności seksualnej. Otóż jakoś tam sprzeciwiam się kulturze patriarchalnej i "kultowi czystości". Zresztą - sama etymologia słowa "czystość" wskazuje na konotacje z higieną, tzn. wyobrażam sobie to tak, że w czasach, gdy "kult czystości" się wykształcał, czyli pewnie gdzieś tam w średniowieczu, wstrzemięźliwość seksualna była jedynym sposobem na uniknięcie śmiertelnych wówczas chorób wenerycznych. Jak wiadomo głównym organizatorem życia społecznego był wtedy kościół - ludzie nie umieli czytać i pisać, wierzyli w zabobony, etc, więc to kler narzucał pewne rytuały czy normy mające na celu utrzymanie porządku, takie jak np. post. Myślę, że zaistnienie "kultu czystości" było skutkiem działań kościelnych, którym łatwiej było wpłynąć na ludzi mówiąc, że to jest złe, niż mówiąc, że to jest niezdrowe. A że dla uzyskania wiarygodności kościół dodawał do takich zabiegów mających na celu normalizowanie życia społecznego "podkładkę" duchową, to mogą one funkcjonować do dziś, bezrefleksyjnie przyjmowane przez całe rzesze ludzi.

Uważam, że życie seksualne każdego człowieka jest jego kwestią osobistą i innym nic do tego ilu osoba X miała partnerów seksualnych w ciągu ostatniego tygodnia, jakiej byli płci etc. Zresztą - przypiąć łatkę "dziwka" i potępić jest łatwo, natomiast powody takiego a nie innego trybu życia mogą być różne, oceniających pochopnie odsyłam chociażby do zwrotki Bisza z kawałka BiszOerKay "Gwiazda". Skutkiem tego, że zachowania takie jak częste zmiany partnerów seksualnych (zwłaszcza przez kobiety) są sankcjonowane społecznie, jest zjawisko, które mi się nie podoba i osobiście mnie dotyka - mianowicie, że niektóre kobiety w pewnych sytuacjach rezygnują z realizacji swoich potrzeb seksualnych z obawy przed sankcjami społecznymi. A dla mnie naprawdę ważniejsze jest to, co kobieta ma w głowie i jak wygląda, niż to ilu miała przede mną partnerów seksualnych. Z doświadczenia zaś wiem, że kobieta, która rucha się ze mną, mimo, że poznała mnie 2 godziny wcześniej może się potem okazać mądrą i naprawdę bardzo wartościową osobą. Myślę, że dużo istotniejsze jest w takiej sytuacji pytanie "Dlaczego ona to robi?" niż "Czy ona to robi?". A tak swoją drogą - kontrowersja bywa dobrym punktem wyjścia do wywołania fermentu intelektualnego.

Składasz na wolno? Masz jakiegoś swojego ulubionego freestyle’owca?

Wiesz, byłem (a może i nadal jestem - bo w sumie to sam nie wiem czy ta ekipa jeszcze istnieje) członkiem Freestyle Palace, czyli najlepszej ekipy fristajlowej w Polsce, więc samo przez się się rozumie, że fristajluję. Natomiast cytując jeden z moich niewydanych tracków "na fristajlu nigdy nie byłem królem strzelców", nie wyszkoliłem się na maszynkę do panczy, raczej mogę sobie pofristajlować w cypherze albo na koncercie, ale nie nadaję się do bitew. Z resztą - mam już przesyt polskiego fristajlu, nasłuchałem się tego tyle, i tak wysoko stawiam poprzeczkę jako odbiorca, że ciężko mnie czymkolwiek pozytywnie zaskoczyć na wolno. Może czasem się jeszcze udaje Muflonowi, sporadycznie może paru innym osobom, ale coraz rzadziej.

Jak pewnie niektórzy wiedzą, jesteś współprowadzącym audycji "Odwrócony Leming" nadawanej na wirtualnych falach Radia Aktywnego. Lubisz to, co robisz? Jakie są Twoje odczucia po ponad 50 wydaniach "Odwróconego Leminga"?

Tak, lubię. Jest to dla mnie jakaś alternatywa wobec rapu - po pierwsze mam przeświadczenie, że niewielu jest w Polsce dobrych dziennikarzy hip-hopowych, więc ktoś musi wypełniać tę lukę. Po drugie to przypuszczam, że łatwiej mi będzie w przyszłości znaleźć utrzymanie jako dziennikarz, niż jako twórca, toteż można powiedzieć, że jest to trochę plan B, jeśli chodzi o drogę do utrzymywania się z uprawiania hobby. Przy okazji apel do potencjalnych pracodawców: jeśli szukasz kogoś, kto za dobre pieniądze poprowadzi w Twoim radio dobrą audycję autorską, to dawaj znać.

Jak audycja wpływa na Twoje postrzeganie siebie jako artysty i czy cokolwiek zmienia, oprócz oczywistych możliwości jakie daje, poprzez nawiązanie nowych znajomości.

Chyba nie mam poczucia, że coś zmienia. Zresztą - nawet z tymi znajomościami to nie bardzo tak, bo raczej wykorzystuję swoje znajomości zdobyte jako raper przy tworzeniu audycji niż odwrotnie.

Czyli zapraszacie głównie znajomych? A może też ludzi, których muzyką się jaracie albo też macie jakiś inny klucz wynajdowania gości?

Zapraszamy głównie znajomych, których działalność twórczą cenimy. Przynajmniej dotychczas tak było - nie przypominam sobie, żebyśmy gościli w audycji kogoś, kogo wcześniej nie znaliśmy.

Słuchasz innych audycji hip-hopowych?

Czasem słucham "HipHopery" w Radio Białystok prowadzonej przez Roballa i EsDwa, zdarzało mi się słuchać audycji Grafa - obecnie w Radio Rewers, a wcześniej 313, czasami także słucham audycji Procenta w Radio Kampus. W zasadzie to też nie tylko dobre audycje, ale zarazem audycje znajomych, więc pewnie również ma to wpływ na fakt, że ich słucham. Ponadto wiele lat temu słuchałem w dawnej Radiostacji audycji Druha Sławka "Raptime", i innych typu "600Volt gra, Tytus nawija", "Polfader" czyli Mario i Deszczu, etc., w Radio Jazz czasem Lexusa, w Bisie "Tej Audycji" Dużego Pe ze Spoxem, natomiast w Trójce "Czarnego Piątku" Hirka Wrony.

Jakiś czas temu zadałeś pytanie Młodziakowi na wirtualnych falach radiowych, ile by się zgodził zmienić "pod wydawcę", by móc żyć z muzyki. Więc to samo pytanie, tym razem do Ciebie. Nadal aktualne są Twoje słowa: "Nie jestem pacjent, który goni za hajsem"?

Szczerze mówiąc - nie wiem. Kiedyś wydawało mi się, że nie ma takiej opcji w ogóle, teraz wiem, że gdybym dostał taką ofertę finansową, że za jednorazowe "skurwienie się" twórcze mógłbym być ustawiony do końca życia, to bym ją co najmniej rozważył. Sporo by zależało od perspektyw zarobkowych nie wymagających sprzedawania się, jeśliby takowe były, to na pewno dużo łatwiej byłoby mi odrzucić intratną ofertę niezgodną z moją wizją twórczą. Zasadniczo to marzę o tym, żeby mieć taką sytuację materialną, aby takie dylematy nie były dla mnie żadnymi dylematami - a myślę, że naprawdę nie potrzebuję specjalnie dużo, nie jestem typem materialisty - i w tym sensie nadal "nie jestem pacjent, który goni za hajsem". Hajs jest środkiem, nie celem. Na marginesie dodam, że jestem dużo bardziej skłonny do kompromisów na płaszczyźnie wydawniczej, niż na płaszczyźnie twórczej.

Jak oceniasz polską scenę hip-hopową? Co Ci się w ostatnim czasie spodobało? Masz jakichś ulubionych raperów? Z którymi z nich chciałbyś nagrać wspólny numer?

Po pierwsze, to niekoniecznie idzie w parze moje uznanie dla danego twórcy i chęć nagrania z nim. Numerem jeden wśród polskich MC's jest dla mnie bezkonkurencyjnie Afrojax - i nie ukrywam, że gdybym go poznał, to pewnie chciałbym coś z nim kiedyś nagrać, ale już np. Łona, będący jednym z niewielu polskich raperów, którzy są w stanie mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyć, raczej nie jest typem, o kawałku z którym marzę. Od dawna chodzi mi po głowie taka myśl, że chciałbym mieć track z Włodim - to jeden z moich ulubionych polskich raperów, myślę, że robiąc z nim numer mógłbym się jarać jak dzieciak. Podobnie, chociaż może trochę mniej, mam z Dizkretem. Reszta ludzi, z którymi chciałbym nagrać to raczej znajomi, więc jeśli jeszcze do wspólnego kawałka nie doszło, to pewnie dojdzie prędzej czy później - Bisz, W.E.N.A. (moim zdaniem autor najlepszej polskiej rapowej płyty w 2007 roku), Eleha z Nietaktów, Pogz, Zaginionebity...

Gdzie można będzie Ciebie usłyszeć w najbliższym czasie? O "Street Art" już wiemy, jakieś featuringi, może jakieś koncerty?

Jeśli chodzi o featy, to nie wiem jeszcze, z tego co pamiętam, to miałem coś nagrać z Flintem, Skajdelimitem i Kiddem, Elehą z Nietaktów oraz Oerem, ale trochę te pomysły stanęły w martwym punkcie, toteż nie wiem kiedy i czy będzie można coś takiego usłyszeć. Ponadto jeśli uda mi się dopisać to znajdę się na mixtejpie Klasiika i na płycie Zaginionebity/Skajsdelimit - bardzo chciałbym się tam dograć, bo nie dość, że to moje bliskie ziomy, to ich materiały zapowiadają się całkiem kozacko, ale z weną twórczą bywa u mnie ciężko. Ponadto po wydaniu płyty STREETWORKERZ zamierzam w końcu dokończyć i wydać płytę Praskiego Humoru (ja i Klasiik) oraz płytę solową - obie robię już od paru lat i niewiele z tego wynika, czas najwyższy coś w tym kierunku ruszyć. Co do koncertów, to wiem, że 22 maja mam pojawić się w roli hypemana na koncercie warszawskim Zaginionebity/Skajsdelimit, gdzie wystąpią obok m.in. Fisza z Emade i pozostałych czterech finalistów konkursu Coke Live Fresh Noise. Póki co nic więcej o koncertach mi nie wiadomo, ale czekamy na oferty, toteż organizatorzy, dawajcie znać!

Czego słuchasz w wolnym czasie? Rap zza Oceanu, a może całkowicie odmienne gatunki muzyki?

Na co dzień słucham naprawdę różnych rzeczy, np. teraz leci u mnie mixtape z serii Dj Kicks z Erlendem Oye, track nr 13 z niego, czyli "Poor Leno" Royksopp'ów w remixie Silicone Soul, z wokalem Erlenda - to chyba mój ulubiony utwór do ruchania. (śmiech) Można się spodziewać u mnie naprawdę przeróżnych rzeczy, ostatnio dodałem do tracklisty płyty takie jak Danny! - "And I Love H.E.R.", Bisz-Kosa - "Idąc na żywioł", Kraak & Smaak - "Plastic People" (najlepsza moim zdaniem płyta w 2008), Dysfunkshunal Familiee - "Unreleased Album 1994", Little Dragon - "Little Dragon", Inverse - "So True EP", Silent Poets - "To come", Kero One - "Early Believers", Muchy - "Terroromans" czy Kaskade - "San Francisco Sessions vol. 4", także rozrzut stylistyczny chyba naprawdę spory. Za mój ulubiony utwór muzyczny w ogóle uchodzi Groove Armada - "Lovebox", zaś za ulubiony utwór rapowy Blackstar – "K.O.S. Determination", ale nie wiem czy takie informacje kogokolwiek interesują. (śmiech)

Masz może jeszcze coś do przekazania swoim słuchaczom? Jakieś pozdrowienia?

Jeśli jesteś bogatym organizatorem koncertów, to daj mi zagrać za dobre hajsy, jeśli jesteś bogatym właścicielem dobrej rozgłośni radiowej to zatrudnij mnie za dobre hajsy, jeśli jesteś ładną, ciepłą, zdrową niunią to zaproś mnie do siebie na noc, a jeśli oprócz tego, że jesteś ładna, ciepła i zdrowa masz mocno poukładane we łbie i dobry gust muzyczny to zaproś mnie do siebie na stałe. (śmiech) A tak bardziej serio - kim byś nie był - jeśli wydaje Ci się, że gadam z sensem, to sprawdzaj co się dzieje na stronie www.alboalbo.info i słuchaj co niedzielę od 19 do 21 audycji Odwrócony Leming w RadioAktywne. No i pozdrawiam Patetika, "Blanty Tulić" - dobra epka. (śmiech)