sobota, 25 kwietnia 2009

Kazik Na Żywo w Palladium (22.04.2009)

Początkowo KNŻ w warszawskim Palladium miał zagrać już 16 kwietnia bieżącego roku. Parę dni wcześniej prezydent ogłosił jednak żałobę narodową. Czy było to słuszne, czy nie – o tym już swego czasu pisałem. Kazik potwierdził jednak moje przekonanie, że na taki koncert warto czekać te parę dni dłużej.

W Palladium pojawiłem się koło 19, kiedy na scenie grał jeszcze drugi z supportów, zespół Soulburners, który ogólnie zaprezentował się całkiem w porządku, lecz miał strasznie obciachowego wokalistę – gdy tylko na niego patrzyłem, od razu chciało mi się śmiać. Potem na scenę wkroczył jeszcze Większy Obciach. Bez wątpienia był to najbardziej "lajtowy" występ środowego wieczoru. Takie lekkie, softrockowe granie okraszone jednakże satyrycznymi, często zarazem mocnymi tekstami.

Chwilę po 20 na scenie zaczął instalować się Kazik Na Żywo. Jako pierwszy pojawił się Robert Friedrich. Litza został przywitany przez publiczność wręcz gorączkowo. I nie ma się w sumie co dziwić. Wprawdzie to Staszewski jest postacią nr 1 podczas koncertów KNŻ, lecz przecież to ortodoksyjny katolik w dreadach podkręca atmosferę i rozgrzewa zgromadzonych. Jeszcze większymi oklaskami powitano samego Kazika. Tylko się pojawił i od razu się zaczęło.

Na początek zespół zagrał tradycyjnie "Legendę ludową", dalej były również same hity. Zresztą nic dziwnego, w końcu w koncertowym repertuarze KNŻ ciężko znaleźć słabsze numery. Staszewski – a wraz z nim ja i tysiące innych gardeł – zaśpiewał chociażby "Tatę Dilera", "Kalifornię ponad wszystko", "Artystów", "Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego", "Świadomość", "Łysy jedzie do Moskwy", "W południe", "Nie ma litości", "Las Maquinas de la Muerte" czy "Konsumenta". Ciekawie wykonano cover "Krzesła Łaski" Nicka Cave’a. Zgodnie z tytułem Kazik cały utwór przesiedział na krześle. Ogromnie zaskoczył mnie gościnny występ Maleo, który wlazł na scenę w czasie grania "I’m on the top". Wyglądający z daleka jak brat bliźniak Roberta Friedricha wokalista reggae odśpiewał swoje i sobie poszedł.

Na bisy KNŻ moim zdaniem nie zostawił wcale najlepszych utworów. Pewną niespodzianką była "Ballada o kobiecie żołnierza", której się szczerze mówiąc w ogóle się nie spodziewałem. Co jeszcze Staszewski zaśpiewał na pożegnanie? Wstyd to przyznać, ale dokładnie nie pamiętam. Na pewno po raz drugi usłyszeliśmy "Legendę ludową" oraz kończącego koncert "Tatę Dilera" w wersji kilkunastominutowej. Swoją drogą brakowało mi kilku piosenek - mam tu na myśli przede wszystkim "100000000", "Spalaj się" i "Pierdolę Pera".

Warto było spędzić w Warszawie mniej czasu niż trwała podróż w jedną i drugą stronę do stolicy. Kazik Na Żywo zagrał fenomenalnie. Śpiewałem niemal wszystko, skakałem przy wielu piosenkach, przy paru największych hitach pozwoliłem sobie nawet wejść w pogo, co normą raczej u mnie nie jest. Pod sceną było gorąco – pod tym względem dobrze, że KNŻ nie grał 3 godzin, do których przyzwyczaiła mnie inna formacja Staszewskiego, Kult. Ile bym dał, aby na taki koncert pójść jeszcze raz. No cóż, może kiedyś. Póki co, muszą wystarczyć niesamowite wspomnienia.

Zdjęcia wykonał Artur Rawicz, opublikował je na swoim blogu.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

WhiteHouse - Poeci

Czasem mówi się o raperach jako o współczesnych poetach. Prawdę mówiąc niewielu jest jednak zawodników, którzy na takie nazewnictwo zasługują. Naprawdę rzadko dzieje się jednak tak, żeby MC's brali na warsztat wiersze prawdziwych poetów. W historii polskiego rapu kojarzę jedynie "Stepy Akermańskie" Mickiewicza w wykonaniu Eldoki. Dzisiaj jednak sytuacja ta uległa zmianie. Duet producencki WhiteHouse, czyli Magiera i Laska zaprosił na swój najnowszy album - podobnie jak w przypadku trzech "Kodexów" - istną śmietankę krajowej sceny. Tym razem jednak nawinęli oni nie autorskie zwrotki, a po swojemu zinterpretowali utwory największych wieszczy narodowych.

Polscy raperzy pod lupę wzięli twórczóść m.in. Juliana Tuwima, Stanisława Wyspiańskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego oraz Jana Lechonia. Rodzynkiem jest tu na pewno "Pijak" Jacka Kaczmarskiego, który przecież przez autora nie został tylko napisany, ale również - ma się rozumieć - zaśpiewany. Warto jeszcze nadmienić, że Ostry, jako jedyny, postanowił nie podpierać się cudzymi tekstami i sam sporządził sobie utwór. Wprawdzie od razu czuć, że nie jest to żaden wiersz, to jednak jakimś cudem pasuje on do reszty albumu. Zresztą lirycznie "Ballada o Jaromirze Jagrze" stoi na naprawdę niezłym poziomie.

Interpretacja poszczególnych dzieł polskich wieszczów pokazuje, że pewna grupa scenowych wyjadaczy potrafi przeistoczyć się w znakomitych raperów, gdy tylko posiłkują się czymś znacznie bardziej uduchowionym, niż tworzone przez nich na co dzień linijki. Najbardziej zaimponował mi Peja - od razu słychać, że w "Pijaku" Kaczmarskiego znakomicie się odnalazł. Nawinął w taki sposób, że zadziwił nawet swoich fanów. Mnie zaskoczył jeszcze Gural - "Mochnackiego" Jana Lechonia zinterpretował naprawdę fajnie. Pokazał, że potrafi stylowo rapować nie tylko swoje puste braggadocio. Nigdy bym nie pomyślał, że obu panów z Poznania będę słuchał z przyjemnością. A tu proszę, niespodzianka.

Świetnie zaprezentował się też Numer Raz. "Świat Zepsuty" Ignacego Krasickiego zinterpretował po swojemu. Członek Warszafskiego Deszczu na potrzeby tego wierszu nie porzucił swojego stylu - luz bije od niego wręcz na kilometr. Typowo dla siebie popłynął też Pih, który wykonał erotyk "Lubię kiedy kobieta" Kazimierza Przerwa-Tetmajera. Swoją drogą doskonale - co najmniej moim zdaniem - pasuje on do osoby białostockiego rapera. Podobnie zresztą jak "Reduta Ordona" Mickiewicza do Trzeciego Wymiaru. Skład ten też muszę pochwalić. Swoją drogą, aż w to nie wierzę, przecież to on wypuścił chałę w postaci komercyjnego gniota "Dla mnie masz stajla". Co ciekawe, najbliższą recytacji interpretację zaproponował Sokół. Jego wykonanie "Nikt nad grobem mi nie płaczę" Stanisława Wyspiańskiego spokojnie mógłby zamałpować uczeń przed nauczycielką polskiego. Nie no, chyba trochę jednak przesadzam.

Nie można jednak powiedzieć, że wszystkim raperom do końca wyszło. "Lokomotywa" w wykonaniu Lilu nie spełniła moich oczekiwań. Wydaję mi się, że łodzianka może nie mieć po prostu aż tak wysokich umiejętności, aby nawinąć ten dynamiczny wiersz w taki sposób, jak jak to widziałem. Tutaj potrzebny byłby Mes, Ostry, ewentualnie Pezet, czyli MC's, dla których nie jest żadnym problemem nagła zmiana tempa swojego rapowania. Zawiódł mnie też Łona. Mieszkaniec Szczecina wykonał "Młodzieżowy zaciąg" Ryszarda Daneckiego bez żadnej ikry. Tak jakby odbębnił swoje i tyle.

"Poeci" to również doskonała robota duetu producenckiego WhiteHouse. Magiera z Laską skomponowali 14 naprawdę dobrych bitów. Część z nich jest bardziej spokojna i melancholijna od tych prezentowanych na wszystkich trzech "Kodexach". Jednocześnie nie odnajdziemy tu tego samego Magierskiego co rok temu na "Oddycham Smogiem" Tymona. Stary styl WhiteHouse wciąż odczuwamy, lecz równocześnie odnoszę lekkie wrażenie, że jest to już coś nieco innego. Może nie rewolucja, ale ewolucja na pewno.

Pochwalić trzeba przede wszystkim sam - nie ma co ukrywać - niezwykle odważny pomysł. Przy słabej promocji album się pewnie za bardzo nie sprzeda. "Poeci" pokazują jednak, że nawet polskim raperom wiersze nie są obce. Wśród zaproszonych gości ewidentnie brakuje Eldo, choć w momencie, gdy nawet Peja i Gural potrafią zachwycić, w gruncie rzeczy się tego nie zauważa. Niby nie powinna to być płyta przebojowa, lecz moim zdaniem zarówno "Pijak", jak i całkiem odmienny stylistycznie "Świat Zepsuty" mogą do miana potencjalnych hitów aspirować. Nie jest to album-rewelacja, nie wszyscy raperzy się przecież spisali na medal. Niemniej, wysoka ocena się po prostu należy. "Poetów" polecam sprawdzić, w końcu to jeden z ciekawszych, tegorocznych projektów.

Ocena: 8/10

niedziela, 12 kwietnia 2009

"Realizuję wewnętrzną, egoistyczną potrzebę ekspresji" - wywiad z Nieukiem (AlboAlbo)

Lite: Chociaż standardowe, początkowe pytanie o muzyczną przeszłość byłoby może w Twoim przypadku ciekawe, to zaczniemy trochę inaczej, bo od ksywki, którą nosisz. Skąd się ona wzięła? Biorąc pod uwagę treść Twoich utworów, typowym nieukiem raczej nie byłeś…

Nieuk (AlboAlbo): A co w moich utworach konkretnie masz na myśli?

Przede wszystkim szczerość i umiejętność jej przekazania. "Biały Kruk Czy Czarne Owce?" to jedna z najbardziej szczerych płyt z polskiego rapu jakie znam. Naprawdę jesteś taki szczery?

Zaraz, zaraz, czyli, że niby "typowy nieuk" nie może być szczery?

"Typowy nieuk" nie potrafiłby dobrać tak słów jak Ty.

Ale w pierwszym pytaniu stwierdziłeś, że "typowym nieukiem" raczej nie jestem biorąc pod uwagę treść moich utworów, natomiast dobór słów to raczej forma niż treść, więc jak to jest?

Tu mnie masz, chodziło mi o formę.

No właśnie. (śmiech) Ale wracając do Twojego pytania - co do "typowego nieuka" - po pierwsze chyba nigdy nie byłem człowiekiem "typowym" i to w zasadzie niezależnie od sfery owej typowości. Od dziecka moje pojmowanie rzeczywistości często różniło się od percepcji ludzi w moim otoczeniu, może jestem lekko autystyczny, nie wiem (śmiech). Po drugie to nie wiem jakie kryterium nieuctwa mielibyśmy przyjąć. Jeśli chodzi o ilość nieusprawiedliwionych nieobecności, to w liceum zawsze byłem liderem pod tym względem i miałem z tego powodu najniższe możliwe zachowanie, jakie można było mieć - najpierw naganne, potem naganne zlikwidowali i miałem nieodpowiednie (śmiech).

Dlaczego Nieuk? Ogólnie chodzi o mój stosunek do zorganizowanych procesów edukacyjnych zwanych szkołą - jakoś chyba zawsze miałem przeświadczenie, że duża część wiedzy oferowanej tam jest mi albo całkowicie zbędna i nigdy mi się nie przyda, albo można by ją opanować w dużo ciekawszy sposób i od najmłodszych lat sam starałem się mieć wpływ na proponowaną mi ofertę edukacyjną. Polski system szkolnictwa nie był w tamtym czasie na taką ewentualność przygotowany, więc siłą rzeczy musiałem stać się czarną owcą. Ponadto chciałem mieć ksywkę, która będzie słowem typowo polskim, żeby mi się nie zdublowała z kimś z zagranicy, kto może nie mieć pojęcia o moim istnieniu - miałem przeświadczenie, że jeżeli ktokolwiek wybierze sobie taką ksywkę w Polsce, to dowiedziawszy się o moim istnieniu będzie musiał ją zmienić, bo "ja byłem tu wcześniej" i "jestem lepszy". (śmiech) Z resztą obecnie przy mojej starej ksywce pojawiło się nieodzowne "AlboAlbo w nawiasie", czyli moja pełna ksywka to teraz Nieuk (AlboAlbo).

No a jak to jest z tą szczerością?

Wiesz co? Bisz nawinął taki wers na BiszOerKay: "Szczerość w rapie, to jak przeciąć gałąź siedząc na niej". Czuję, że to o nim, o mnie, i o paru innych ludziach, którzy w swoich kawałkach "wylewają siebie". Rap to dla mnie przede wszystkim sposób wyrażenia swoich emocji, czasem także myśli, ale częściej chodzi o emocje. Wypracowałem sobie jakąś umiejętność wylewania ich w tekstach, rozwiniętą do tego stopnia, że chyba łatwiej mi wyrazić emocje w tekście rapowym, niż wypowiedzieć je tak po prostu, czy okazać je niewerbalnie. Nosi to znamiona ekshibicjonizmu mentalnego i czasem wychodząc ze swoją twórczością do ludzi czuję się nieco dziwnie, taki "obnażony", ale w trakcie procesu twórczego staram się nie pamiętać o potencjalnych odbiorcach i o tym, że ktoś może usłyszeć o mnie "za dużo", tylko realizuję swoją wewnętrzną, egoistyczną potrzebę ekspresji, toteż pierdolę autocenzurę.

Z resztą na NIEUKubeu, czyli jedynej płycie, którą dotychczas wydałem ten wiwisekcyjny "ego-trip" nie jest jeszcze tak bardzo rozwinięty jak na tych, które dopiero zamierzam wydać. Mam trochę poczucie, że moje wnętrze jest w pewien sposób brzydkie, trudne, brudne, gnijące wręcz, a wyrzucanie tego na zewnątrz daje mi jakieś tam ukojenie i uporządkowanie... W sumie to też jest tak, że piszę teksty trochę niejednoznacznie, tak, że treść w nich zawarta często jest wypowiedziana nie wprost, a to co mówię stwarza słuchaczowi różne możliwości interpretacyjne - to z kolei ma chyba mi dawać jakieś poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak się wylewam i obnażam mentalnie, to żeby ktoś to zrozumiał musi się wykazać pewnym poziomem wrażliwości i wnikliwości. Ale czy to o to chodziło w Twoim pytaniu?

Prawdę mówiąc, wyprzedziłeś przy okazji kilka moich następnych pytań. Właściwie to potwierdziłeś swoje słowa z utworu "Kłamca, kłamca": "Bo w rapie nie wystarczy tylko dobrze nawinąć / Bo w rapie liczy się jeszcze prawdziwość". Naprawdę uważasz, że w rapie liczy się autentyzm? Wkurza Cię, gdy niektórzy MC's nawijają niestworzone historie?

Wers z "Kłamca, kłamca", tak w ogóle jest followupem, tylko pewnie mało kto o tym wie. Wiesz co? Chyba mnie nawijanie "niestworzonych historii" nie wkurza, bo jak mi się nie podoba jakiś rap, to go nie słucham. Ale z drugiej strony to może jednak wkurza, bo mnie wkurza prawie wszystko, jestem typem aspołecznego frustrata, który pod nosem narzeka na wszystko i wszystkich, więc sam do końca nie wiem co Ci odpowiedzieć. Cenię autentyzm, lubię rap merytoryczny, z resztą nie tylko rap - ogólnie lubię, gdy poeta, muzyk, pisarz, czy inny twórca ma coś do powiedzenia, gdy nie są to tylko slogany, które powtarzają wszyscy, tudzież część populacji, tylko coś bardziej osobistego. To nie muszą być emocje, ale np. poglądy społeczno-polityczne czy obserwacje, ale te bardziej złożone niż "chłopak był biedny i kradł, złapali go, więc jebać policję" czy "panna, która się puszcza to dziwka". Emil Blef stwierdził, że "mówi prawdę nawet gdy kłamie" i jakoś to tak jest, że autentyczność to niekoniecznie stuprocentowa, naturalistyczna szczerość, o pewnych rzeczach nie trzeba mówić wprost, z własnego punktu widzenia, a na pewne pytania nie trzeba dawać odpowiedzi. Widziałeś taki film "Miasto gniewu"?

Nie, nie widziałem. Dlaczego pytasz?

No to obejrzyj, oryginalny tytuł to "Crash". Abstrahując od tego, że gra tam Sandra Bullock, która jest całkiem ruchalną niunią i miło na nią popatrzeć, to film ten jest świetnym przykładem tego, jak można opowiedzieć historię bez wbijania odbiorcy do głowy co ma być puentą, gdzie widz może sam sobie film zinterpretować, określić o czym on był i jakie treści niósł. Dla mnie jest on o tym, że nikt (i nic) nie jest jednoznacznie czarne czy białe, że istnieją odcienie szarości, każdy ma sfery ciemniejsze i jaśniejsze, zło i dobro. I odnosząc to do muzyki - chciałbym słuchać rapu, który ma narrację podobną do owego filmu, rapu, który ujmuje złożoność i niejednoznaczność jednostki ludzkiej, takiego rapu, że wiem, że MC nie boi się łamać schematów, albo jeszcze lepiej, że się boi, ale i tak je łamie. Mam wrażenie, że mało kto jest w stanie obnażyć się w rapie ze swoimi kompleksami czy słabościami, a przecież nikt nie jest Supermanem, nie?

Kontynuując temat autentyczności, mógłbym przytoczyć słowa rzucone w "Zbiera się ropień". "Wolę chamem być niż nie być sobą" - naprawdę lepiej być niesympatycznym człowiekiem niż owcą w ciele wilka?

Nie wiem czy lepiej, nie stwierdzam że lepiej. Mówię o tym co ja wolę, a każdy może sobie wybrać co woli on (tudzież ona). Osobiście nawet jeśli czasem zdarza mi się nagiąć do norm, oczekiwań etc. (a myślę, że każdemu się zdarza, nawet największym nonkonformistom), to zwykle odczuwam wtedy dyskomfort, toteż staram się unikać takich sytuacji. Jest takie powiedzenie, "sukces mierz ilością swoich wrogów" - dla mnie podstawową ambicją, a co za tym idzie w dużej mierze wyznacznikiem sukcesu jest owo enigmatyczne "bycie sobą", a że jestem osobą zdaje się dość nieszablonową, to w moim przypadku bycie sobą może mi przysporzyć wielu wrogów. Wiesz, też nie chodzi o to, żeby być prowokatorem-samobójcą i np. wbijać w różowej koszulce z napisem "jestem gejem" do siedziby Młodzieży Wszechpolskiej, ale żeby w określonej sytuacji, gdy na szale zostaje rzucona lojalność wobec siebie albo uniknięcie jakichś sankcji społecznych związanych z byciem w opozycji do tłumu, mieć odwagę wybrać jednak tę lojalność.

Można więc powiedzieć, że pozostając sobą spełniasz "Nadzieje złudne, by nie iść za tłumem", o których wspominałeś we wspominanym już utworze "Kłamca, kłamca"? Spróbowałeś i Ci się najwyraźniej udało.

No tak jak już wspomniałem przed chwilą - raczej to jest ciągłe próbowanie, czasem zakończone powodzeniem, czasem nie. Odwołując się ponownie do Emila Blefa - "życie brudzi wszystkich, nie zostawia nagich". Niejednokrotnie czułem się jak Syzyf, zawodziłem ludzi, których nie chciałem zawieść, no i zawodziłem siebie samego przede wszystkim. Myślę, że cierpię na jakiś rodzaj chorego perfekcjonizmu, ale wszelkie sytuacje, gdy nie starcza mi odwagi czy pracowitości, żeby z czymś się zmierzyć jeszcze długo odbijają się we mnie echem i ciążą mi. Z resztą - tekst do "Kłamca, kłamca" był pisany w 2004 roku, od tego czasu sporo się w moim życiu pozmieniało, a pewne rzeczy które w tamtym czasie wydawały mi się jednoznaczne, okazały się być bardziej złożone, toteż nawet jeśli kiedykolwiek uważałem, że udało mi się stanąć w opozycji do tłumu i całkowicie pierdolić jego wpływy, to dziś muszę stwierdzić, że ta walka nadal trwa i nie zawsze wychodzę z niej zwycięsko. No ale staram się. (śmiech)

"Kłamca, kłamca" to swoją drogą bardzo ciekawy utwór, mój faworyt - obok "Nie wiem" - z albumu "Biały Kruk Czy Czarne Owce". Biorąc pod uwagę słowa "I pomimo, że nagminnie oszukujesz się sam / Uderza mnie fakt, że złości to twej nie wznieca", można wnioskować, że co najmniej ten dwuwers był do kogoś kierowany. Miałeś na myśli kogoś konkretnego, czy może adresowałeś te dwie linijki do każdego słuchacza?

Wers ten był inspirowany konkretną sytuacją, ale nie był kierowany do konkretnej osoby. Konkretniej natomiast odnoszę się w drugiej zwrotce tego kawałka, ale może nie będę zdradzać w czyją stronę są tam słowa. Kto ma wiedzieć, ten wie.

Wspomniałem przed chwilą o kawałku "Nie wiem". Wydaje się być on dość tajemniczy. Miał on jakieś ukryte znaczenie, czy było to zwykłe ogólniki nieinspirowane żadnymi wydarzeniami?

Kawałek "Nie wiem" dotyczy konkretnego wydarzenia, które w pewnym momencie dość mocno namieszało w moim życiu, ale - jak zresztą sporo moich tekstów odnoszących się do konkretnych sytuacji - napisany jest w sposób umożliwiający mniej jednoznaczną interpretację.

A jak to wygląda teraz, identyfikujesz się z rzucanymi przez siebie słowami w tym kawałku, choćby z pojedynczymi wersami?

Jeśli chodzi o wersy dotyczące tamtej konkretnej sytuacji, to została ona rozwiązana - toteż nie mogę powiedzieć, że np. nadal czekam na tamtą rozmowę, bo mam ją już za sobą. Ale ujmując temat szerzej - chyba zawsze się może wydarzyć jakaś sytuacja, nieporozumienie, którego wyjaśnienie wymaga poważnej, trudnej rozmowy, bez której nie będzie się wiedziało na czym się stoi, toteż generalnie tak, nadal utożsamiam się z treścią tego kawałka. Z resztą czwarta zwrotka została dopisana już po tej "rozmowie, która ma wszystko wyjaśnić" i odnosi się do tych, którzy mówili mi, żeby wykładać na to chuj. Ej, właśnie odsłuchalem sobie ten utwór i zorientowałem się, że nawinąłem "Wielu chciało, bym znajomość tą przekreślił", dziś bym nawinął "Wielu chciało, bym znajomość tę przekreślił", więc w sumie nie utożsamiam się już z tym w 100%. (śmiech)

Gdzieś nawijałeś o tym, że nie pijesz. Nadal jesteś abstynentem? Jeśli tak, to dlaczego?

Tak, nadal jestem abstynentem. W pewnym momencie, na jednym z melanży doszedłem do pewnych wniosków, między innymi takiego, że trzeźwość jest dla mnie wartością i że chcę doświadczać świata w sposób czysty, nie modyfikowany przez jakiekolwiek substancje zmieniające świadomość - i podjąłem decyzję o abstynencji.

W jednym z nowszych utworów nawinąłeś, że jesteś traktowany przez matkę jak własność. Nadal tak jest? Może usamodzielniłeś się?

Po pierwsze to nie przez matkę, tylko przez babkę. Po drugie, to nie tyle, że jestem tak traktowany, tylko że ona ma zapędy, by mnie tak traktować - oddzielną kwestią jest natomiast to, czy ja się na to godzę i pozwalam na takie traktowanie - a nie zamierzam się na to godzić. Co do pełnej samodzielności, to póki co nie dysponuję własnym kwadratem, a moja obecna sytuacja materialna nie pozwala na wynajęcie mieszkania w Warszawie, toteż mieszkam z rodziną, ale dążę do tego, by ten stan rzeczy zmienić. Przy okazji zapraszam organizatorów koncertów do angażowania nas, potrzebuję hajsu, a STREETWORKERZ daje dobre show. (śmiech)

No to jak już to wywołałeś... Jak wiadomo, pracujesz obecnie w ramach projektu STREETWORKERZ. Mógłbyś szerzej opowiedzieć nt. zbliżającego materiału? Kiedy będziemy mogli usłyszeć "Street Art"? Dużo roboty jeszcze przed Tobą i Zaginionebity?

Płyta jest w drodze, teoretycznie możliwe jest, że ukaże się już w maju, ale wiadomo jak to bywa w polskiej rapgrze - tylko Asfalt się wywiązuje z podawanych przez siebie terminów, a i tak nie zawsze. (śmiech) Materiał realizujemy u Flamastra w studio BAZA, gdzie powstał m.in. ostatni album grupy Grammatik. Flamaster będzie odpowiedzialny za mix i mastering. Głównym producentem jest Pan Ed (AlboAlbo), ale będzie można usłyszeć też coś od Kosy (także AlboAlbo), który niedawno wydał kolejną epkę z Biszem. Ten z kolei pojawi się gościnnie w jednym kawałku. Ponadto na albumie ma być jeszcze kilku ciekawych gości, ale póki nie mam ich wokali na dysku, to wolę nie zdradzać kto miałby to być. Wiemy już natomiast, że na 99% nie da rady dograć się Eleha z grupy Nietakt - raper może mało znany, ale moim zdaniem mega stylowy. Niestety jest obecnie zbyt pochłonięty finalizowaniem pracy magisterskiej, żeby zajmować się czymkolwiek innym, ale jestem przekonany, że jeszcze niejednokrotnie coś wspólnie zrobimy. Co do samego wydania materiału, to "Street Art" na pewno ukaże się na fizycznym nośniku, może po wyczerpaniu nakładu także w wersji internetowej, ale niekoniecznie.

Zaginionebity nie jest postacią wielce rozpoznawaną na polskiej scenie undergroundowej. Mógłbyś przybliżyć nieco jego sylwetkę?

Z Marcinem (Zaginionebity) poznałem się kilka lat temu przez kumpla z Freestyle Palace - Gołego. Nagrywał wtedy z moimi ziomami z ekipy - m.in. Flintem, Skajsdelimitem, Gołym czy Klasiikiem. W zasadzie od początku dobrze się z nim dogadywałem i cały czas stawał mi się coraz bliższym człowiekiem, a że w ciągu jakichś 2-3 lat poczynił bardzo duży progres w rapie, to w pewnym momencie zaproponowałem mu wspólny projekt - tak powstało STREETWORKERZ. Zaginiony równolegle pracuje nad projektem Zaginionebity/Skajsdelimit, z resztą pod tym szyldem zakwalifikowali się do finałowej piątki prestiżowego konkursu Coke Live Fresh Noise, co nie udało się wcześniej żadnemu rapowemu twórcy, toteż niebawem może być o nich głośno.

fot. Magda
Ostatnio było trochę szumu wokół utworu "Jestem wolny, jestem szybki" nagranym wraz z Polską Dyplomacją. Wzbudził on spore kontrowersje. Nie obawiałeś się reakcji słuchaczy, a zwłaszcza fanów szczerego, ambitnego rapu z "BKCCO"? Nikt się nie spodziewał po Tobie tak bezpośredniego tracku…

Ale co, miałem obawiać się, że jakiś słuchacz mnie zastrzeli jak Lennona?

(śmiech) Raczej tego, że słuchacze od Ciebie odejdą.

Nie no, zasadniczo to tak: po pierwsze ten track jest trochę jakimś tam żartem - tzn. moje zwrotki są pisane szczerze i na poważnie, ale cała konwencja kawałka jest raczej luźna i żartobliwa. Po drugie to jakoś niespecjalnie mnie obchodzi co pomyślą o mnie słuchacze, tworzę ze swojej egoistycznej potrzeby ekspresji twórczej, dla siebie, a nie dla kogoś. Natomiast jeśli chodzi o treść kawałka "Jestem wolny, jestem szybki", to myślę, że merytorycznie przewyższa on kawałki z "BKCCO?", ponadto wyraża mój, być może niepopularny, pogląd na temat wolności seksualnej. Otóż jakoś tam sprzeciwiam się kulturze patriarchalnej i "kultowi czystości". Zresztą - sama etymologia słowa "czystość" wskazuje na konotacje z higieną, tzn. wyobrażam sobie to tak, że w czasach, gdy "kult czystości" się wykształcał, czyli pewnie gdzieś tam w średniowieczu, wstrzemięźliwość seksualna była jedynym sposobem na uniknięcie śmiertelnych wówczas chorób wenerycznych. Jak wiadomo głównym organizatorem życia społecznego był wtedy kościół - ludzie nie umieli czytać i pisać, wierzyli w zabobony, etc, więc to kler narzucał pewne rytuały czy normy mające na celu utrzymanie porządku, takie jak np. post. Myślę, że zaistnienie "kultu czystości" było skutkiem działań kościelnych, którym łatwiej było wpłynąć na ludzi mówiąc, że to jest złe, niż mówiąc, że to jest niezdrowe. A że dla uzyskania wiarygodności kościół dodawał do takich zabiegów mających na celu normalizowanie życia społecznego "podkładkę" duchową, to mogą one funkcjonować do dziś, bezrefleksyjnie przyjmowane przez całe rzesze ludzi.

Uważam, że życie seksualne każdego człowieka jest jego kwestią osobistą i innym nic do tego ilu osoba X miała partnerów seksualnych w ciągu ostatniego tygodnia, jakiej byli płci etc. Zresztą - przypiąć łatkę "dziwka" i potępić jest łatwo, natomiast powody takiego a nie innego trybu życia mogą być różne, oceniających pochopnie odsyłam chociażby do zwrotki Bisza z kawałka BiszOerKay "Gwiazda". Skutkiem tego, że zachowania takie jak częste zmiany partnerów seksualnych (zwłaszcza przez kobiety) są sankcjonowane społecznie, jest zjawisko, które mi się nie podoba i osobiście mnie dotyka - mianowicie, że niektóre kobiety w pewnych sytuacjach rezygnują z realizacji swoich potrzeb seksualnych z obawy przed sankcjami społecznymi. A dla mnie naprawdę ważniejsze jest to, co kobieta ma w głowie i jak wygląda, niż to ilu miała przede mną partnerów seksualnych. Z doświadczenia zaś wiem, że kobieta, która rucha się ze mną, mimo, że poznała mnie 2 godziny wcześniej może się potem okazać mądrą i naprawdę bardzo wartościową osobą. Myślę, że dużo istotniejsze jest w takiej sytuacji pytanie "Dlaczego ona to robi?" niż "Czy ona to robi?". A tak swoją drogą - kontrowersja bywa dobrym punktem wyjścia do wywołania fermentu intelektualnego.

Składasz na wolno? Masz jakiegoś swojego ulubionego freestyle’owca?

Wiesz, byłem (a może i nadal jestem - bo w sumie to sam nie wiem czy ta ekipa jeszcze istnieje) członkiem Freestyle Palace, czyli najlepszej ekipy fristajlowej w Polsce, więc samo przez się się rozumie, że fristajluję. Natomiast cytując jeden z moich niewydanych tracków "na fristajlu nigdy nie byłem królem strzelców", nie wyszkoliłem się na maszynkę do panczy, raczej mogę sobie pofristajlować w cypherze albo na koncercie, ale nie nadaję się do bitew. Z resztą - mam już przesyt polskiego fristajlu, nasłuchałem się tego tyle, i tak wysoko stawiam poprzeczkę jako odbiorca, że ciężko mnie czymkolwiek pozytywnie zaskoczyć na wolno. Może czasem się jeszcze udaje Muflonowi, sporadycznie może paru innym osobom, ale coraz rzadziej.

Jak pewnie niektórzy wiedzą, jesteś współprowadzącym audycji "Odwrócony Leming" nadawanej na wirtualnych falach Radia Aktywnego. Lubisz to, co robisz? Jakie są Twoje odczucia po ponad 50 wydaniach "Odwróconego Leminga"?

Tak, lubię. Jest to dla mnie jakaś alternatywa wobec rapu - po pierwsze mam przeświadczenie, że niewielu jest w Polsce dobrych dziennikarzy hip-hopowych, więc ktoś musi wypełniać tę lukę. Po drugie to przypuszczam, że łatwiej mi będzie w przyszłości znaleźć utrzymanie jako dziennikarz, niż jako twórca, toteż można powiedzieć, że jest to trochę plan B, jeśli chodzi o drogę do utrzymywania się z uprawiania hobby. Przy okazji apel do potencjalnych pracodawców: jeśli szukasz kogoś, kto za dobre pieniądze poprowadzi w Twoim radio dobrą audycję autorską, to dawaj znać.

Jak audycja wpływa na Twoje postrzeganie siebie jako artysty i czy cokolwiek zmienia, oprócz oczywistych możliwości jakie daje, poprzez nawiązanie nowych znajomości.

Chyba nie mam poczucia, że coś zmienia. Zresztą - nawet z tymi znajomościami to nie bardzo tak, bo raczej wykorzystuję swoje znajomości zdobyte jako raper przy tworzeniu audycji niż odwrotnie.

Czyli zapraszacie głównie znajomych? A może też ludzi, których muzyką się jaracie albo też macie jakiś inny klucz wynajdowania gości?

Zapraszamy głównie znajomych, których działalność twórczą cenimy. Przynajmniej dotychczas tak było - nie przypominam sobie, żebyśmy gościli w audycji kogoś, kogo wcześniej nie znaliśmy.

Słuchasz innych audycji hip-hopowych?

Czasem słucham "HipHopery" w Radio Białystok prowadzonej przez Roballa i EsDwa, zdarzało mi się słuchać audycji Grafa - obecnie w Radio Rewers, a wcześniej 313, czasami także słucham audycji Procenta w Radio Kampus. W zasadzie to też nie tylko dobre audycje, ale zarazem audycje znajomych, więc pewnie również ma to wpływ na fakt, że ich słucham. Ponadto wiele lat temu słuchałem w dawnej Radiostacji audycji Druha Sławka "Raptime", i innych typu "600Volt gra, Tytus nawija", "Polfader" czyli Mario i Deszczu, etc., w Radio Jazz czasem Lexusa, w Bisie "Tej Audycji" Dużego Pe ze Spoxem, natomiast w Trójce "Czarnego Piątku" Hirka Wrony.

Jakiś czas temu zadałeś pytanie Młodziakowi na wirtualnych falach radiowych, ile by się zgodził zmienić "pod wydawcę", by móc żyć z muzyki. Więc to samo pytanie, tym razem do Ciebie. Nadal aktualne są Twoje słowa: "Nie jestem pacjent, który goni za hajsem"?

Szczerze mówiąc - nie wiem. Kiedyś wydawało mi się, że nie ma takiej opcji w ogóle, teraz wiem, że gdybym dostał taką ofertę finansową, że za jednorazowe "skurwienie się" twórcze mógłbym być ustawiony do końca życia, to bym ją co najmniej rozważył. Sporo by zależało od perspektyw zarobkowych nie wymagających sprzedawania się, jeśliby takowe były, to na pewno dużo łatwiej byłoby mi odrzucić intratną ofertę niezgodną z moją wizją twórczą. Zasadniczo to marzę o tym, żeby mieć taką sytuację materialną, aby takie dylematy nie były dla mnie żadnymi dylematami - a myślę, że naprawdę nie potrzebuję specjalnie dużo, nie jestem typem materialisty - i w tym sensie nadal "nie jestem pacjent, który goni za hajsem". Hajs jest środkiem, nie celem. Na marginesie dodam, że jestem dużo bardziej skłonny do kompromisów na płaszczyźnie wydawniczej, niż na płaszczyźnie twórczej.

Jak oceniasz polską scenę hip-hopową? Co Ci się w ostatnim czasie spodobało? Masz jakichś ulubionych raperów? Z którymi z nich chciałbyś nagrać wspólny numer?

Po pierwsze, to niekoniecznie idzie w parze moje uznanie dla danego twórcy i chęć nagrania z nim. Numerem jeden wśród polskich MC's jest dla mnie bezkonkurencyjnie Afrojax - i nie ukrywam, że gdybym go poznał, to pewnie chciałbym coś z nim kiedyś nagrać, ale już np. Łona, będący jednym z niewielu polskich raperów, którzy są w stanie mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyć, raczej nie jest typem, o kawałku z którym marzę. Od dawna chodzi mi po głowie taka myśl, że chciałbym mieć track z Włodim - to jeden z moich ulubionych polskich raperów, myślę, że robiąc z nim numer mógłbym się jarać jak dzieciak. Podobnie, chociaż może trochę mniej, mam z Dizkretem. Reszta ludzi, z którymi chciałbym nagrać to raczej znajomi, więc jeśli jeszcze do wspólnego kawałka nie doszło, to pewnie dojdzie prędzej czy później - Bisz, W.E.N.A. (moim zdaniem autor najlepszej polskiej rapowej płyty w 2007 roku), Eleha z Nietaktów, Pogz, Zaginionebity...

Gdzie można będzie Ciebie usłyszeć w najbliższym czasie? O "Street Art" już wiemy, jakieś featuringi, może jakieś koncerty?

Jeśli chodzi o featy, to nie wiem jeszcze, z tego co pamiętam, to miałem coś nagrać z Flintem, Skajdelimitem i Kiddem, Elehą z Nietaktów oraz Oerem, ale trochę te pomysły stanęły w martwym punkcie, toteż nie wiem kiedy i czy będzie można coś takiego usłyszeć. Ponadto jeśli uda mi się dopisać to znajdę się na mixtejpie Klasiika i na płycie Zaginionebity/Skajsdelimit - bardzo chciałbym się tam dograć, bo nie dość, że to moje bliskie ziomy, to ich materiały zapowiadają się całkiem kozacko, ale z weną twórczą bywa u mnie ciężko. Ponadto po wydaniu płyty STREETWORKERZ zamierzam w końcu dokończyć i wydać płytę Praskiego Humoru (ja i Klasiik) oraz płytę solową - obie robię już od paru lat i niewiele z tego wynika, czas najwyższy coś w tym kierunku ruszyć. Co do koncertów, to wiem, że 22 maja mam pojawić się w roli hypemana na koncercie warszawskim Zaginionebity/Skajsdelimit, gdzie wystąpią obok m.in. Fisza z Emade i pozostałych czterech finalistów konkursu Coke Live Fresh Noise. Póki co nic więcej o koncertach mi nie wiadomo, ale czekamy na oferty, toteż organizatorzy, dawajcie znać!

Czego słuchasz w wolnym czasie? Rap zza Oceanu, a może całkowicie odmienne gatunki muzyki?

Na co dzień słucham naprawdę różnych rzeczy, np. teraz leci u mnie mixtape z serii Dj Kicks z Erlendem Oye, track nr 13 z niego, czyli "Poor Leno" Royksopp'ów w remixie Silicone Soul, z wokalem Erlenda - to chyba mój ulubiony utwór do ruchania. (śmiech) Można się spodziewać u mnie naprawdę przeróżnych rzeczy, ostatnio dodałem do tracklisty płyty takie jak Danny! - "And I Love H.E.R.", Bisz-Kosa - "Idąc na żywioł", Kraak & Smaak - "Plastic People" (najlepsza moim zdaniem płyta w 2008), Dysfunkshunal Familiee - "Unreleased Album 1994", Little Dragon - "Little Dragon", Inverse - "So True EP", Silent Poets - "To come", Kero One - "Early Believers", Muchy - "Terroromans" czy Kaskade - "San Francisco Sessions vol. 4", także rozrzut stylistyczny chyba naprawdę spory. Za mój ulubiony utwór muzyczny w ogóle uchodzi Groove Armada - "Lovebox", zaś za ulubiony utwór rapowy Blackstar – "K.O.S. Determination", ale nie wiem czy takie informacje kogokolwiek interesują. (śmiech)

Masz może jeszcze coś do przekazania swoim słuchaczom? Jakieś pozdrowienia?

Jeśli jesteś bogatym organizatorem koncertów, to daj mi zagrać za dobre hajsy, jeśli jesteś bogatym właścicielem dobrej rozgłośni radiowej to zatrudnij mnie za dobre hajsy, jeśli jesteś ładną, ciepłą, zdrową niunią to zaproś mnie do siebie na noc, a jeśli oprócz tego, że jesteś ładna, ciepła i zdrowa masz mocno poukładane we łbie i dobry gust muzyczny to zaproś mnie do siebie na stałe. (śmiech) A tak bardziej serio - kim byś nie był - jeśli wydaje Ci się, że gadam z sensem, to sprawdzaj co się dzieje na stronie www.alboalbo.info i słuchaj co niedzielę od 19 do 21 audycji Odwrócony Leming w RadioAktywne. No i pozdrawiam Patetika, "Blanty Tulić" - dobra epka. (śmiech)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Nneka w Palladium

Nnekę Egbunę poznałem pod koniec ubiegłego roku, kiedy w moje łapska trafiło "No Longer At Ease", najnowszy album nigeryjskiej wokalistki. Krążek z miejsca doceniłem, aczkolwiek daleko mi do tego, aby nazywać się fanem autorki wielkiego przeboju "Heartbeat". Kiedy jednak usłyszałem, że Nneka wystąpi w Polsce, w tym m.in. w warszawskim Palladium, natychmiast podjąłem decyzje o uczestnictwie w tym koncercie.

4 kwietnia, koło godziny 19:30 byłem już na ulicy Złotej. Klub Palladium bardzo mi się spodobał, choć na początku sprawiał wrażenie toporności - zresztą nic dziwnego, w końcu jeszcze za PRL-u było tam kino.

Koncert miał zacząć się o 20:00, Nneka spóźniła się jednak jakieś 15 minut. Porównując to jednak do niektórych polskich artystów, taki poślizg to żaden poślizg. Szczerze mówiąc nie pamiętam, jakim utworem Egbuna rozpoczęła koncert. Jego początek był jednak dość charakterystyczny - na scenę wyszedł gitarzysta pochodzący z Brazylii i zaczął rozgrzewać publiczność funkową melodią. Wkrótce zaczęli pojawiać się kolejni muzycy grający z Nneką - jamajski keybordzista, kameruński basista-beatboxer oraz niemiecki perkusista, który nawiasem mówiąc pod względem powierzchowności pasował najmniej do reszty zespołu. W muzyce odnalazł się jednak rewelacyjnie, co rusz grając wyśmienite solówki.

W końcu wkroczyła też Nneka. Poznać można było ją nie tylko po głosie, ale również po charakterystycznym afro. Po piosence otwierającej, Nigeryjka zaśpiewała znakomite "Walking" i nawiązała pierwszy kontakt z publicznością. Egbuna okazała się sympatyczną osobą, mającą duże poczucie humoru. Wyraźnie zaznaczyła, że w muzyce liczy się dla niej przede wszystkim przekaz, dlatego przed wykonaniem każdego kolejnego numeru starała się tłumaczyć, co miała na myśli, pisząc do niego tekst.

A co jeszcze Nneka zaśpiewała? Głównie przeboje ze swojej najnowszej płyty. Warto zwrócić tu uwagę na inne niż na krążku aranżacje. Większość piosenek zabrzmiała o wiele ostrzej - główna tu zasługa wszędobylskiej gitary oraz basu. Pod tym względem naprawdę nowe, bardziej rockowe brzmienie zyskał utwór "Suffri" - po prostu rewelacja. Najbardziej spodobał mi się jednak kawałek zagrany na bis, a mianowicie "Focus". Już w wersji studyjnej Nneka pokazuje tam lwi pazur, na koncercie utwór był już prawdziwą bombą. Egbuna potrafi świetnie rapować na żywo, a w akompaniamencie ostrych gitarowych riffów wypada to wręcz genialnie.

Atmosfera w Palladium nie była może tak dobra jak na koncertach chociażby Kultu, publiczność znała właściwie tylko tekst do "Heartbeat", które podobnie jak "Focus" Nneka z zespołem zagrała na bis. Niemal wszyscy reagowali jednak na poczynania nigeryjskiej wokalistki żywiołowo. Nic dziwnego, w końcu zaprezentowała się naprawdę świetnie - nie podejrzewam, aby ktokolwiek żałował wydanych pieniędzy. Tylko Hirek Wrona stał jakiś taki bez życia i energii. On to już chyba widział niejedno i ciężko go zadziwić...

sobota, 14 marca 2009

"Nie damy tej muzyce umrzeć" - wywiad z Shotem

Znany jesteś głównie z grupy Supa Skillz, od niedawno słuchacze kojarzą Cię z solówką "Origami". Jak toczyła się Twoja przygoda z rapem do momentu wydania tego albumu?

Kocham to pytanie, ale wiadomo - jak trzeba to trzeba: Początek rejestrowanych rapowych "bełkotów" mogę przypisać końcowi 2002 roku. Wiesz co jest - magnetofon, nagrywane po raz enty kasety, później jakaś komputerówka i pierwsze zajawki na mix i mastering. Nawijaliśmy sobie z Kietlą w garażu, graliśmy wszędzie gdzie nas chcieli. Jakoś później z Aronem i Prdx'em założyliśmy SAP, którym po pewnym okresie czasu zainteresowała się A.A. MTJ z Warszawy. Właśnie nakładem MTJ wyszła płyta SAP "Trzy Stany Ducha" obecnie wciąż dostępna w sklepach muzycznych. Promocja mega marna, więc rewelacji nie było. Podczas nagrywania 3SD poznaliśmy Baśkę - dograła na LP swoje trzy grosze… No i nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o GNC, tj. Gram Na Czysto w składzie Kietla, Prdx, Basia i Ja. Wspólnie wyrzeźbiliśmy mixtepe "A Ty?", który zaczął śmigać w necie jakieś 2-3 miesiące przed "Supa" - epką, którą pewnie dobrze znacie. 2007-2009 to czas leniwego kompletowania materiału na "Origami", a w międzyczasie ogarniania gościnek i koncertów. W dużym skrócie tyle.

Pomińmy Twoje dotychczasowe dokonania i zajmijmy się samym solowym debiutem. "Origami" – skąd taki tytuł płyty?

Głównie chodziło o to żeby odwzorować różnorodność muzyczną albumu. Tu szczerze mogę powiedzieć, że nie było jakiegoś szczególnego zamysłu na całość. Po prostu nagrywałem numery, wyrzucałem, nagrywałem, wyrzucałem - jak z karteczką, coś się zegnie, tu się zawinie, gdzieś się przedrze i coś z tego wyjdzie - wyszła z tego płyta.

Twój solowy album to - jak sam przed chwilą powiedziałeś - dość różnorodna mieszanka. Z jednej strony poważne "Out of the dark", z drugiej erotyczne wręcz "Nie patrz na mnie jak…", poza tym śpiewane refreny, elementy bragga - słowem jest tu niemal wszystko. Nie uważasz, że płyta traci tu na spójności, że choć każdy znajdzie tu coś dla siebie, to równocześnie będzie zawiedziony kilkoma trackami, że powinieneś się jednoznacznie określić już na "Origami"?

Jak mówiłem, ogarniałem ten album 2 lata, w międzyczasie zdążyłem skończyć liceum, zacząć pracować. To dość rozbity w czasie okres, co wiąże się tu i ówdzie ze zmianą priorytetów, jakichś zapatrywań na pewne sprawy i sytuacje. Wiesz, z wiekiem doświadczenia przybywa i jakby się porządnie wsłuchać w numery z tej płyty, to słychać, że w niektórych kawałkach treść jest bardziej dojrzała, a w innych, że tak powiem jeszcze idzie zauważyć podejście typowo nastoletnie, licealne. Poza tym mam tak, iż co chwile jaram się czymś innym, milion pomysłów umierających śmiercią naturalna bądź wdrożonych przy samej nagrywce.

To moje pierwsze solo, mam 20 lat i myślę, że mam jeszcze czas na to żeby się określić, choć nie będzie to łatwe, bo - jak mówię - inspiracji wokół jest mnóstwo. Dla porównania najstarszy kawałek z płyty to "Femme", a najmłodszy "Mam na tyle odwagi" - skończony na 2 dni przed oddaniem płyty do tłoczenia.

Przypuszczam, że nie jesteś w 100% zadowolony ze swojej płyty. Zmieniłbyś coś w płycie po ponad miesiącu od jej wypuszczenia? Jeśli tak to co?

Z perspektywy merytorycznej wszystko mi jak najbardziej pasuje. Ale fakt zadowolony do końca nie jestem. LP było nagrywane na trzech różnych zestawieniach sprzętowych, więc kawałki różnią się jakością mixu i tu - przyznaje się bez bicia - niektóre z nich powinienem był nagrać jeszcze raz, ale z czystego lenistwa ominąłem ten ruch. Drugą sprawą jest brak Temate na płycie, nad czym szczerze ubolewam. Podesłałem Mateuszowi kilka numerów, niestety nie widział się na nich. Nagrał zwrotkę na jednym z utworów, z której w efekcie później zrezygnował. Wiadomo - nic na siłę, słuchacz to wyczuje. Jeszcze spizgamy multum numerów i Temat o tym wie!

Wspomniałeś o Temate, czym otworzyłeś niejako nowy temat rozmowy, krążący wokół gości. Tych na "Origami" nie brakuje. Najciekawiej prezentuje się trójka - Wdowa, Raca i VNM. Mógłbyś ujawnić co łączy Cię z nimi i co sądzisz o twórczości każdego ze wspomnianych wykonawców?

(westchnienie) To może po kolei: Zaczęliśmy z Człowieniem nagrywać "Wrak", nie myśląc jeszcze o tym, że będzie to singiel. Człowień powiedział, że ostatnio mailuje z Gosią i może zapytać jej czy nie wrzuciłaby zwrotki. Jej płytę znam bardzo dobrze, rap lubię, więc czemu miałem się nie zgodzić. Poza tym, gdzie na aktualną chwilę znajdziesz tak dobrze nawijającą kobietę, której flow nie powstydziłby się niejeden raper?! Dostałem acapelle, podesłałem gotowca. WdoWA zaakceptowała - numer skończony. Uważam, że jej zwrotka jest mocną zaletą tej płyty.

Z Venomem było nieco inaczej. Track "Z dedykacją" to numer Speca - miał iść na jego płytę, która była już w jakimś stopniu skończona. Niefartownie chłopakom spalił się dysk i poszła się jebać większość wokali. Sesje mixu do tego kawałka miałem ja, więc te się ostały. Baliśmy się, że kawałek się zestarzeje na HDD, więc gdy Specu do nas przyjechał, przy piwku ustaliliśmy, iż ten numer pójdzie na moją płytę jako bonus. Pomysł dotarł do VNM'a - Tomek się zgodził i tak zostało. Uwielbiam techniczny rap, a 834 słuchałem już w pierwszej liceum, także opcja VNM’a na płycie jak najbardziej mi podeszła.

Natomiast kontakt z Racą wyszedł sam z siebie. Obaj zostaliśmy zaproszeni na wspólny numer z Poetikiem. Zaczęliśmy gadać przez neta. Jakiś czas później Raca dał cynk, że wpada do nas grać koncert, ustawiliśmy się, napiliśmy wymieniając kilka mniej lub bardziej sensownych zdań. Jego album też sobie zamówiłem, słuchałem wielokrotnie. Dla mnie Raca jest bardzo dobry w szczegółowym opisywaniu sytuacji. Faworytem z płyty dla mnie jest kawałek "Rewers'".

Zgodzę się co do "Rewersu" – naprawdę świeże podejście do storytellingu… Pozostańmy przy featuringach. Zastanawiałem się, czy Basia eM to Twoja druga połowa? Pojawia się ona na płycie aż trzykrotnie i znalazło się trochę osób, które oceniają jej śpiew pozytywnie.

Oj Basia, Basia… Nasze pierwsze spotkanie, to była straszna spina, byliśmy w dwóch rywalizujących ekipach tu, na Psim Polu. Dziś śmiejemy się z tego. Kiedy konflikt się rozpłynął, zaprosiłem Basię do siebie, pokazałem jej co nagraliśmy, jak to u nas wygląda. Spodobało jej się w ekipie. Od razu zaczęło nam się dobrze współpracować, każde z nas miało jakieś pomysły, a razem uzupełnialiśmy się do tego stopnia że w 3 godzinki składaliśmy cały numer. Pomijając stronę muzyczną, śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy z Basią najlepszymi kumplami i wspieramy się wzajemnie. Skoczyłbym za nią w ogień bez dwóch zdań. Aktualnie nie widzimy się już tak często jak kiedyś, ja pracuje, a Basia przygotowuje się do matury, ale to nie ma większego wpływu na nasze relacje. Info dla fanów chcących zaimponować Basi eM - księżniczka pięciolinii lubi pizze capriciose i chrupki pomidorowe! (śmiech)

(śmiech) Kończąc właściwie temat featuringów, nie można zapomnieć o numerze "Nie wolno", który wyprodukował Czes. W tym samym kawałku beatmaker ujawnia się jako raper. Wielu słuchaczy pewnie zdziwił fakt, że jeden z gości na "Origami" nawija po niemiecku. Mógłbyś powiedzieć coś więcej powiedzieć na temat Czesa? Skąd jest, jak doszło do współpracy między Wami?

Czes? Świetny typ! Jego zwrotki strasznie lubię, zajarałem sie nim na "Die Elite" z Człowieniem i Rekordem! Mieszka w zachodnich Niemczech, w Mullheim. Już szczerze nie pamiętam jak to było, że się poznaliśmy. Wiem, że nagrałem "Nie wolno" do instrumentala "Dead Presidents" treningowo, podesłałem Czesowi tak o, a on poprosił o acapelle i powiedział, że może jakiś remix sieknąć. Niedługo potem podesłał betę, która mi się spodobała i rzuciłem hasło, żeby położył zwrotkę. Następnie Czes namówił Upseta, aby ten dołożył cuty i – na koniec - podesłał całość. Nie podejrzewałem, że z treningowej zwrotki wyjdzie taki dobry - bo chyba nie jest zły - numer. Aktualnie kontakt między nami wygląda tak, że Czes co jakiś czas dzwoni do mnie i bardzo długo gadamy. Pozdrawiam go fest!

Ciekawostką jest, że Czes jako pierwszy Niemiec pokazał mi, iż można fajnie nawinąć w języku naszych zachodnich sąsiadów… Dobrze, porzućmy już tematykę featuringów i zacznijmy przyglądać się co ciekawszym utworom z "Origami". Na pierwszy strzał weźmy "Nie patrz na mnie jak…". Nagrywając ten numer, nie bałeś się reakcji niektórych słuchaczy?

Po pierwsze, Czes jest Polakiem i ma na imię Tomek, ale nie dziwi mnie to, że o tym nie wiesz. A co do kawałka, tak - miałem obawy co do tego, nie ma co ściemniać. Po wydaniu LP doszły do mnie takie opinie, że ten kawałek podjeżdża Mesem i żebym przestał nagrywać kawałki o pannach. Swoją drogą, wystarczy zaśpiewać refren na jednej linii melodycznej, dograć drugą oktawę niższą i podbić falsetem – od razu kojarzy się jednoznacznie, bo ktoś tak już kiedyś zrobił. Mówię jak to ludzie odebrali, ale gdzie mi do Mesa?! Nie miałbym na tyle śmiałości, żeby kawałki ze śpiewanymi wstawkami w moim wykonaniu podpiąć pod G-Funk, choć zdarza mi się przykatować czasem -nie jakoś wyczynowo - Kurupta (mistrzowski numer "Casting" na "The Golden Touch" DJ Wicha - jaram się jak Rzym) czy Warrena. Regularnie edukuje mnie w tej kwestii mój człowiek Prys, podklepując mi co jakiś czas ciepłe numery z zachodniego wybrzeża. Pozdrawiam!

A temat numeru? Lubię sobie nawinąć o płci pięknej jako jej zdrowy entuzjasta. Który z Was nie lubi pogadać sobie o pannach? Ja zrobiłem to tylko w bardziej subtelny sposób. Nagrywam takie numery jakich sam chciałbym słuchać.

Od subtelnych – jak to ująłeś - relacji damsko-męskich przejdźmy o poziom niżej, do przyjaźni. Kawałek "Tekturowcy" daje do myślenia. Dużo w swoim życiu miałeś takich "tekturowych" przyjaciół?

Jak u wszystkich. Zdarzali się dickriderzy, którzy lizali nam dupę w celu uzyskania jakichś konkretnych rzeczy bądź żeby po prostu przypucować japę. A gdy nas nie było obok, mieszali nas z błotem w obecności naszych znajomych, wypierając się później wszystkiego bądź tłumacząc "Nie, nie, nie, to nie o to chodziło, źle zrozumiałeś…" etc. Wiesz o co chodzi. Normalnie typ nie zadzwoni do Ciebie, dowiedzieć się jak żyjesz, co w pracy i czy kryzys też powoli wygryza Cię ze stanowiska… Ale wystarczy, że coś jest potrzebne i jesteś w stanie to załatwić, a oni zwykle o tym wiedzą, to potrafią męczyć 24h na dobę. No i to wkurwia. Myślę, że nie tylko mnie. Nie użyłem imion i ksyw, bo nie jestem zwolennikiem dissów. Czy słusznie, dopiero się okaże.

Podczas naszej rozmowy wymieniliśmy już kilka porządnych utworów z "Origami". Wydaję mi się jednak, że najmocniejszym momentem płyty jest kawałek "Out of the Dark", w którym przewija się temat zamachów w Londynie z 7 lipca 2005 roku. Czy przedstawione w niej osoby są fikcyjne, czy może są to najprawdziwsze postacie, znane przez Ciebie osobiście bądź przez znajomych?

Czysta inspiracja tym kwaśnym wydarzeniem. Wiem, że odbiorcami mojej muzyki nie są troglodyci i impotenci intelektualni, wiec często w numerach stawiam na emocje i uczucia. O ile pamiętam w wyniku tego zamachu nie zginął żaden mężczyzna z Polski, niemniej jednak trzy Polki straciły życie. Chciałbym żeby ten kawałek został potraktowany jako hołd dla ofiar i apel o pokój.

Dobrze, że wspomniałeś o pokoju. Widzisz jakieś rozwiązanie islamskiego terroryzmu? Masz jakikolwiek pogląd na tą sprawę?

Jasne, jestem pacyfistą i to dla mnie chore. Mam niestety przykre zdanie, że kiedyś pozabijamy się wszyscy nawzajem. Ostatnio obejrzałem parę filmów w podobnej tematyce. To tak naprawdę walka kilku osób, którzy mają nas - zwykłych śmiertelników - za rekwizyty w swojej prywatnej wojnie. Polska jest zbyt mało znaczącym krajem, żeby cokolwiek zrobić w tym kierunku, pewnie i tak wszyscy mają nas w dupie. Ogromne państwa mają we władaniu media, które pokażą to co im się każe lub pozwoli. Wszelkie prowokacje oczerniające rząd jednego państwa, też będą dziełem kogoś, powstałym na zlecenie kolejnego kogoś. Tak z każdej strony każdy będzie Ci wciskał inny kit, wypiorą Ci mózg i pewnie nigdy nie dowiesz się czemu i jak to było naprawdę. Pewne jest, że giną ludzie! To nie tak miało być. Imponuje mi stanowisko Eldoki w tej sprawie: "Patrzę w lustro, zaczynam od siebie".

Pozostając wciąż przy drugim tracku z "Origami", chciałbym poznać Twoje podejście do kończącej się powoli (w związku z kryzysem finansowym) emigracji zarobkowej Polaków. Pracowałeś lub miałeś zamiar podbić Wyspy? Denerwuje Cię to, że żeby godnie żyć, trzeba czasem opuszczać ojczyznę i harować w innym kraju?

Ciężko mi osobiście byłoby tego nie odczuć choćby dlatego, że mój ojciec od 5 lat pracuje za granicą i widzę się z nim może pięć razy w roku. To raz, a dwa, że nie ma co się dziwić, tam można było zarobić i faktycznie odczułem to na własnej skórze zanim zacząłem pracować. Sam nigdy nie wyjechałem i szczerze mówiąc wolałbym tam nie lecieć. Był taki czas, kiedy z Supa Skillz tylko ja byłem w Polsce. Człowień, Paciwo, Temate czy Wozu siedzieli w Wielkiej Brytanii. Mnie przytrzymała szkoła, jako że jestem z nich najmłodszy. Obecnie jest jeszcze kilku ludzi za którymi tęsknie fest, bo nie widziałem ich strasznie długo, np. autor okładki "Origami" Michał czy znajomi z ogólniaka. Tak, denerwuje mnie to.

Kwestie polityczne zostawmy już na boku… Powróćmy do Twojego solowego debiutu. Jaki był jego nakład? Płyta rozeszła się dość szybko, więc podejrzewam, że był on niewielki nawet jak na podziemną produkcję.

Sprawa tu jest o tyle dziwna, że do samego końca zastanawiałem się czy w ogóle robić fizyczny nośnik, czy po prostu puścić w mp3 do neta. Czemu? Najzwyczajniej w świecie bałem się że to mi nie zejdzie. Myślałem, że ludzie nie będą chcieli zamawiać płyt. Mimo tego Prdx z Człowieniem przypiłowali mi ten temat i suma sumarum uległem im tłocząc próbne 100 sztuk przed wrzuceniem płyty do sieci. Zapytasz czemu tak mało? Krótko - brak funduszy, trzeba było opłacić szkole, jakieś tam pierdoły, w grudniu też poleciałem z sianem, wiesz - typowa sytuacja 20-latka.

Pod koniec stycznia poszło info, że można za symboliczną dyszkę zamówić Origami i w tym miejscu niemal zderzyłem się z zaskoczeniem. To, co wyrzuciłem z kieszeni w wytłoczenie płyt, zwróciło mi się po trzech dniach. Ludzie z różnych stron kraju, zaczęli wysyłać zamówienia. Osobiście dla mnie to była fest niespodzianka, ogromnie mnie to cieszy i z tego miejsca ślę wielką pionę wszystkim, którzy ten krążek zamówili i słuchają sobie w furze w drodze do pracy czy uczelni!

Jak oceniasz wydanie "Origami"? Nie uważasz, że lepiej byłoby wydać materiał w digipacku?

Jasne, że lepiej. Digipacki są bardziej estetyczne i wytrzymałe niż plastikowe slimy, a tym samym droższe, także po raz kolejny – hajs, hajs, hajs… Na pliku .jpg okładki w wersji internetowej widać, że kolory frontu wytłoczonych płyt są bledsze. To już spierdoliła drukarnia - obiecuje, że następne płyty będą wraz z opakowaniami bardziej papuśne.

Bardzo spodobało mi się to określenie… Papuśne! (śmiech). Bądźmy jednak przez chwilę poważni. W prawie każdym wywiadzie pojawia się pytanie o inspiracje. To nie ominie i Ciebie. Na czym się wzorujesz pisząc teksty, klecąc bity?

Wiesz, kilka lat temu jak sobie tam rapowaliśmy, to Seba, czyli Prdx, bardzo mnie jechał, żebym nawijał o tym z czym mam styczność, nie koloryzował - za co teraz mu dziękuję, jak słyszę kawałki ludzi, których znam osobiście, a rapują o jakichś niestworzonych rzeczach. Więc czym się inspiruje? Swoim życiem - imprezy, problemy, niepowodzenia, ludzie których znam - panny i kumple. Jeśli słuchasz kawałka w którym mówię o czymś, to musisz mieć świadomość, że tak było. A ludzie, którzy mnie znają, z pewnością by to potwierdzili. Pytałeś wcześniej czemu jest taka rozbieżność tematyczna na "Origami" - bo jestem nieco rozchwiany emocjonalnie i mam tego świadomość. Wiadomo, że jak się pokłócę z ziomkiem i chcę napisać tekst w ten sam dzień, to nie będzie to tekst o baunsujących pierogach, tylko zrobię to tak, żebyś poczuł, że tekst był wynikiem pewnego zdarzenia, sytuacji.

Jeśli chodzi o stronę muzyczną, to nie mam swojego ulubionego producenta, aczkolwiek podobają mi się stare bity Noona - jeśli chodzi o sampling. Grane - Goldena ze "Złotych Twarzy" czy Flamastra. Sam również gram i staram się nie używać sampli, więc woski leżą w kącie. Wiesz, jak skończe jakiś bit i sądzę, że mi wyszedł, to mam świadomość, iż jest od początku do końca mój.

Mówiliśmy wcześniej o gościnnych występach na Twojej płycie. Ciekaw jestem, czy masz jakichś swoich ulubionych polskich raperów? Z którym z nich najbardziej chciałbyś współpracować?

Jasne, że mam! Jak wiele osób z mojego miasta czekam na nowe produkcje spod szyldu Pepe. Znamy się nie od dziś i pewnie nagramy jeszcze niejeden dobry numer. Często wracam tez do "Bybzi Bybzi" Laika czy kawałków Grześka Labela. Jak jedziemy w aucie z Kostonem - naszym perkusistą - słuchamy 2cztery7. Generalnie chciałbym współpracować z większością dobrych przewijaczy, których słucham. Nie mam faworytów.

A u kogo gościnnie pojawisz się w najbliższej przyszłości?

Na pewno na mixtape Prysa "Wroakland" w kawałku z Basią, na płycie Temate, Człowienia, Gedza, mixtape Rapduma.pl o ile dojdzie do skutku, "SW" Szopsa, mixtape Demona z Wrocławia. To z pewniaków już nagranych. Poza tym Raca podklepał ostatnio srogi bit na „RacaStona2”, no zobaczymy co z tego wyjdzie.

A jak posuwają się prace nad LP Supa Skillz?

Zbieramy świeże bity, piszemy zwrotki. Czekamy teraz aż poleci Temate/Henson "Miejski styl bycia" i "Człowiek z krwi i kości" Człowienia i bierzemy się ostro za zgrywanie wokali na Supa, które wyjdzie pod banderą Step Records.

Jakie masz plany na przyszłość? Drugie solo, jakieś koncerty?

W dalekiej przyszłości na pewno kolejne solo, wcześniej Supa. Myślę, że zrobimy też przynajmniej epkę z Człowieniem - temat wielokrotnie już poruszany przy nagrywkach. Może odświeżę kontakty z warszawskim MTJ. A bliżej planuje odkryć kilka nowych damskich twarzy. Było mi dane poznać dwie nowe świetne wokalistki z Jelcza i jestem pewien, że wkrótce usłyszycie o Oli czy Dorotce!

"Origami" zyskuje na ogół dobre oceny. Może masz w planach jakiś teledysk?

Tak, jestem już po zdjęciach do "Nie powiem Ci" i aktualnie czekam na gotowy klip. Zajmuje się tym Adam, znany z pracy z grupą Dwaem i Krzysiek DedoCe - bitmejker i raper. Myślę, że jest kilka naprawdę ciekawie zrobionych momentów i wyjdzie z tego coś dobrego.

Oprócz tego dostaliśmy już z Człowieniem trailer do klipu "Definicje" - zajął się tym Puzon. Klip będzie rysunkowy i nie chce zapeszać, ale ktoś się chyba obsra makowcem. (śmiech) Scenariusz napisał Seba - Prdx.

Czas nam się powoli kończy… Przy okazji wywiadu z każdym raperem zawsze mnie interesuje to, czy słucha czegoś poza gatunkiem, w których obraca się na co dzień. Jak to wygląda u Ciebie?

Słucham reagge - Anthony B., Damian Marley czy Martin Jondo. Czasem jakiś kalifornijski punkrock, np. ostatnio Prdx podklepał mi dobre numery Bloodhound Gang i Breaking Benjamin. Oprócz tego lubię słuchać kawałków soulowych, r&b i pop w damskim wykonaniu, bo pomaga mi to w robieniu kawałków dla nowych wokalistek, podpatruje jak są zbudowane chórki, drugie głosy bądź nawet wokalizy w takich numerach. Uczę się wszystkiego ze słuchu.
Wielu słuchaczy interesuje to, czy czytasz komentarze na forum Ślizgu? Interesuje Cię w ogóle to, jak Twoją płytę oceniają Internauci?

Czasem sobie wchodzę poczytać, czemu nie. Sam się nie wypowiadam. Czasem ktoś rzuci trafnym argumentem i myślę: "Kurwa, no racja, musze zwrócić na to uwagę następnym razem", czasem bywa mega śmiesznie, zwłaszcza gdy spalimy sobie spliffa z chłopakami i czytamy pojedynczych hejtrów. Interesuje mnie zdanie internautów, choć na to co robię nie mają większego wpływu. Z reguły najświeższe nowinki podklepują mi znajomi. Ja też nie zawsze mam czas, żeby to sprawdzać, bo pracuję na dwie zmiany dziennie.

No i nadszedł wywołany przed dwoma pytaniami koniec. Chciałbyś coś jeszcze dodać, kogoś pozdrowić?

Tak - podziękować za wywiad i pozdrowić wszystkich słuchaczy wrocławskiego podziemia, moich ludzi w Trzebnicy i w Jelczu! A przy tym obiecać, że nie damy tej muzyce umrzeć.

piątek, 13 marca 2009

Skandaali - Kultalevy

Mówiąc o Finlandii myśli się przede wszystkim o mroźnym klimacie, świętym Mikołaju, telefonach Nokia oraz o bardzo dziwnym i pokręconym języku charakteryzującym się aż 13 przypadkami. Mi od jakichś dwóch lat kojarzy się on jeszcze ze Skandaalim - jednym z czołowych raperów (może nawet najpopularniejszym) z działających na tamtejszej scenie. Choć polecono mi kilka jego albumów, szczególnie przypodobałem sobie krążek "Kultalevy".

W rapie najważniejszy jest przekaz, tekst, warstwa liryczna - to dość obiegowa opinia odnośnie mojego ulubionego gatunku muzyki. Na ogół się z tym zgadzam, lecz czasami przesłanie staje się całkowicie nieistotne, zwłaszcza gdy sprawadzam produkcje z krajów dość egzotycznych, kiedy nie mam najmniejszych szans na zrozumienie treści albumu. Słuchając Skandaaliego szybko zajarzyłem, że mam do czynienia z raperem o prawdziwie kosmicznym skillu. Oczywiście w związku z moją nieznajomością fińskiego może mi się tylko tak naprawdę wydawać, że chłopak dysponuje znakomitym flow. Posłuchajcie sobie jednak otwierające album "Tää O Räppii" - Skandaali miejscami nawija tam z taką szybkością, że aż wydaje się to nieprawdopodobne. A trzeba przecież pamiętać, iż na jednym z dwóch urzędowych języków Finlandii można dosłownie połamać sobie język. Nie mam pojęcia, czy Skanadaali faktycznie posiada rewelacyjną dykcję, ale co najmniej sprawia takie wrażenie. Ciekawe ile zajęłoby dobrze wyszkolonemu polskiemu raperowi nauczenie się kwesti z "Tää O Räppii".

Drugim mocnym punktem "Kultalevy" są bity. Nie mam zielonego pojęcia, czy smaży je sam Skandaali, czy może robi to za niego cały sztab najlepszych fińskich producentów, co jednak nie zmienia faktu, że pod względem brzmienia albumowi dosłownie nic nie można zarzucić. Absolutnym mistrzem w tej materii jest największy przebój z płyty, kawałek "Elämä On Peli", w którym znakomicie podsamplowano skrzypce. Warto zwrócić też uwagę na numer "Mä en tee mitää" - bit oparto tu o sampel budzący skojarzenia z komedią "Va Banque". Wydaję mi się jednak, że akurat ta melodia nie została zaczerpnięta z polskiego filmu, a raczej wykorzystano jakieś klasyczny przykład jazzu z Nowego Orleanu.

Są takie albumy, których w ogóle nie rozumiem. Coś jednak przykuwa do nich moją uwagę. Tego typu krążkiem jest właśnie "Kultalevy" Skandaaliego. Nie jest to może materiał na miarę "73 Touches" i "Place 54" Hocus Pocus, a przecież - nawiasem mówiąc - francuskiego też nie znam, lecz trzyma naprawdę wysoki poziom. Jeśli jesteście ciekawi jak to wszystko brzmi po fińsku oraz chcecie się przekonać, czy naprawdę Skandaali ma tak potężne umiejętności jak pisałem, to "Kultalevy" powinniście jak najbardziej sprawdzić. Doskonałą zachętą powinny być wyśmienite bity, które nie są na porządku dziennym w tak egzotycznych dla hip-hopu miejscach.

Ocena: 8/10

niedziela, 8 lutego 2009

"Nie ma polskiego rynku muzycznego" - wywiad z Afrojaxem

Afrojax (wł. Michał Hoffmann) to polski raper znany z zespołu Afro Kolektyw. Autor ironicznych i sarkastycznych tekstów. Najlepszy informatyk w mieście, który już jako młokos lubił, gdy murzyn bił w kokos. Przed Wami wywiad z Afrojaxem autorstwa Łukasza Rutkowskiego z AllRap.pl oraz Macieja Blatkiewicza, w sieci znanego jako Litosław Nieśmieszny.

Jesteś dość charakterystyczną postacią na polskiej scenie. Twoje początki z muzyką muszą być ciekawe. Jak one wyglądały?

Zawsze chciałem na czymś grać, a już na pewno od momentu w którym w mojej podstawówce wystąpił punkowy zespół Paranoya i zauważyłem jak wszystkie laski patrzą na grajków. Ciekawostka – perkusistą był wtedy w tym zespole bardzo młody Jan Młynarski (teraz gra u Kayah na przykład). Najpierw miałem zostać gitarzystą, ale kiedy moja mama pożyczyła skądś gitarę, żebym sobie pograł, to uznałem że jednak łatwiej jest dociskać do progu jedną strunę niż sześć naraz i że będę basistą. Z tym że pochodzę z rodziny średnio zamożnej i dopiero kilka lat później, w liceum, uzbierałem sobie kasę na basówkę. Zaczepiłem się od razu w kilku - dość gównianych, tak jak ja byłem gównianym basistą - zespołach naraz, graliśmy słabego bluesrocka, zły metal, kiepskie reggae (w tym ostatnim przypadku grałem na perkusji). Na szczęście dość wcześnie zetknąłem się z hip-hopem, nagrywałem jakieś linie basu dla Ceube, potem spotkałem Nestora, zacząłem dla niego robić podkłady i szybko się okazało że nie jestem stworzony do grania na instrumencie, lepiej sobie radzę przy produkcji i na mikrofonie. Niech to ci uświadomi, jak bardzo gównianym basistą byłem. (śmiech)

Basistą może gównianym, ale tekściarzem na pewno zajebistym. Znane są słowa Kazika: "Jak powstają Twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta, zakurwię z laczka i poprawię z kopyta", ale mimo to, chciałbym się dowiedzieć, skąd bierzesz inspiracje do pisania sarkastycznych do szpiku kości linijek. To jedynie zasługa wrodzonego poczucia humoru, czy może czegoś jeszcze?

Wiesz co, tak pomysły na teksty jak fragmenty tych tekstów biorą się głównie z rozmów, z kontaktów z ludźmi, z trudnych do zapomnienia sytuacji, które siedzą mi potem we łbie i nie dają spać. A piszę zwykle ironicznie, bo przywykłem do tego, staram się ogólnie traktować świat z dużym przymrużeniem oka. Taki mam styl, sposób na przetrwanie.

Dlaczego tak często poruszasz w swoich kawałkach tematy kręcące się wokół relacji damsko-męskich?

Może dlatego, że w epoce, w której żyjemy – czyli przejściowej, jeśli chodzi o powszechne zmiany obyczajowe, szczególnie w sferze związków – relacje damsko-męskie są dość słabo zdefiniowane. I dlatego często bywają źródłem zabawnych albo kompletnie nieśmiesznych, ale ciągle inspirujących, nieporozumień.

Na ile Twój, wykreowany w paru utworach, wizerunek nieudacznika ma odzwierciedlenie w prawdziwym życiu?

W ogóle nie ma. Ja sobie całkiem nieźle radzę, tyle że nie umiem o tym napisać nic ciekawego. Dlatego skupiam się na tych aspektach życia, w których nie idzie mi tak brylantowo.

Jeśli już przy tym jesteśmy. Czy refren "Już jako młokos najbardziej lubiłem, gdy murzyn bił w kokos" z utworu "Czytaj z ruchu moich ust" ma jakieś metaforyczne znaczenie? Z jednym znajomym próbowaliśmy kiedyś Twoje słowa zinterpretować, więc chętnie poznalibyśmy wersję oficjalną.

Chodziło o to, że w muzyce od zawsze największą uwagę zwracam na bębny. Wiem, kiepskie tłumaczenie. Ale prawda jest to. No i całkiem nieźle brzmi ta linijka.

Wydaną w ubiegłym roku płytą "Połącz Kropki" kolejny raz udowodniliście, że nie kręci Was granie klasycznego hip-hopu. Skąd czerpiecie inspiracje na muzykę Afro Kolektywu? Kto z zespołu ma największy wpływ na brzmienie?

Chyba ja, bo to ja ogarniam rejestrację śladów, edytuję sesje i przygotowuję tracki do miksów. Inspiracje każdy ma inne, a płytę przygotowaliśmy właśnie w taki sposób, żeby każdy mógł przepchnąć swoje, zrobić numery w takiej stylistyce, jaką się jara. Kto przynosił szkic numeru, ten go kończył, włącznie z nadzorem nad miksem i masterem. Tylko dzięki temu Afro przetrwało w całości do ukończenia albumu, bo każdy z nas ma zupełnie inne wzorce, inny background. Gitarzysta na przykład jest starym blackmetalowcem zafascynowanym poważką, bębniarz wychował się na disco, pianista na syntetycznym popie, perkusjonalista na rapie, basista (już były) na jazzrocku. A ja, jakbym miał się uczciwie określić, to na punku chyba. Nie pamiętam.

Wasz rap zawsze był "organiczny". Chciałbyś kiedyś nagrać płytę hip-hopową opartą na bardziej klasycznym brzmieniu?

Nie bardzo. To musiałby być krok wstecz, bo na samplach już robiłem, przez kilka lat, dawno temu. Chociaż dalej bardzo mnie inspiruje klasyczny, ciepły, 12-bitowy sound samplerowy rap. Wiesz, El-P na przykład, Blockhead, z nowszych produkcji Flying Lotus; jaki to ma miły dół i środek, jak to kopie i grzeje, stary, kuuuurwa. Wzorzec pod tym względem.

Powróćmy do Waszej najnowszej płyty. "Połącz Kropki" wydało Polskie Radio. Dlaczego właśnie padło na podmiot, który przecież nigdy nie zajmował rapem oraz około hip-hopowymi brzmieniami?

Dostaliśmy propozycję i skorzystaliśmy z niej. Co prawda nie byłem przekonany, że to dobry pomysł, ale chłopaki mnie przegłosowali. W sumie to było jednak fajne, nagrywać płytę mając wydawcę i deadline. Gdyby nie to, album ukazałby się pewnie dopiero w tym roku albo wcale.

Wasi fani zastanawiają się, co takiego stało się z Nestorem? Czemu nie ma go w składzie Afro Kolektywu? Konflikt ze składem czy inne prywatne sprawy, o których wolisz nie mówić?

Nestor sam się wymiksował z Afro. I zniknął, przepadł na własne życzenie. Nie wiem, co się z nim dzieje teraz. To był genialny gość, fenomenalny talent i niebywała siła komiczna, tylko mało pracowity, a żeby być w zespole, trzeba jednak coś robić i Nestor zdał sobie w pewnym momencie z tego sprawę.

Jeśli już przy roszadach w składzie jesteśmy, może ujawnisz jaka była przyczyna tego, że niedawno z zespołu odszedł Mariusz Chibowski?

Mariusz nieszczególnie lubi grać koncerty, a zespół jeździ i gra koncerty. Głównie o to poszło. I trochę się rozminęliśmy w kwestii preferencji muzycznych. On chciał grać funk, a ja już grałem funk i chciałbym spróbować innego podejścia, bardziej z naciskiem na różne tempa, różne podziały, różne stylistyki, te mało funkowe też.

W ostatniej zwrotce numeru "Najlepszy informatyk w mieście", nawiązując do Powstania Warszawskiego, dajesz do zrozumienia, że nigdy nie broniłbyś kraju z karabinem w ręku. Skąd ten mało patriotyczny pogląd?

Proste – przeważnie nie stać mnie na prawidłowe reakcje w sytuacji zagrożenia. Zdarza się, że jak jestem dostatecznie wkurwiony, to rozstawiam po kątach, w końcu mam warunki. Niestety, w większości przypadków ignoruję agresorów. Jak większość z nas. I dlatego wkurwia mnie, gdy ktoś jest w stu procentach przekonany, że walczyłby wtedy i heroicznie bronił. Bo ja bym prawdopodobnie wydygał i wiem o tym.

Wśród fanów Afro Kolektywu bardzo popularnym numerem jest utwór "Karl Malone". Wciąż interesujesz się koszykówką? Oglądasz mecze NBA, Euroligi? Masz swoją ulubioną drużynę, zawodników? A może sam chętnie rzucasz do kosza?

Teraz to rzucam już tylko do wiadra. (śmiech) Jako szczeniak grałem trochę w koszykówkę, trenowałem w Polonii Warszawa. Cosobotnie podsumowania tygodnia w NBA, a potem mecze, oglądałem jak mszę. Ale teraz prowadzę tryb życia głównie na dupie i już mi prawie przeszło, także dlatego że nie mam Canal Plus.

Na Waszych płytach pojawiali się już Duże Pe, Roszja, Lilu. Jakich innych polskich raperów cenisz? Z którymi chciałbyś nagrać kiedyś wspólny numer?

O, stary, masa jest dobrych MC’s w Polsce. Najwyżej chyba cenię Fokusa, to jest flow i głos na skalę światową. Potem standardowo: Pezet, Łona (tu mam obiecane, że jeszcze coś razem zrobimy, chociaż na „Połącz kropki” się nie udało), Mes, Smark, Tetris, Sokół, Wankej. I tak dalej. Nie lubię właściwie tylko gości, którzy nie zauważyli daty w kalendarzu i uprawiają psychorap - z wyjątkiem Ramony Rey. (śmiech)

Co Cię skłoniło do nagrania gościnnej zwrotki na płycie Świntucha (Tymona) do kawałka "Zrób to sam"? To bardzo nietypowe posunięcie i czy nie obawiałeś się, że konserwatywni odbiorcy hip-hopu mogą dać Ci łatkę, która mogłaby troszkę napsuć twojej dobrej sławy. Jak wspominasz ten kawałek, współpracę ze Świntuchem?

(śmiech) Jakiej dobrej sławy? Ziom, to były czasy, kiedy narażałem się wszystkim naokoło. W ogóle nie myślałem takimi kategoriami. Poza tym Tymona bardzo szanowałem i nadal szanuję za ogromną wiedzę o gatunku, a temat zaproponował dobry; o biciu konia – zwłaszcza wtedy – sporo mieliśmy do powiedzenia.

(śmiech) Możesz powiedzieć, jakie były przyczyny nie dogrania się Łony na "Połącz Kropki"?

Zwyczajnie, nie dał rady, nie zdążył, miał kryzys twórczy.

A co takiego musi zrobić podziemny raper, aby namówić Cię na wspólny kawałek?

W tej chwili nic, bo każdy skrawek akceptowalnego tekstu idzie na kolejną płytę Afro. A - jak zwykle - piszę tak powoli i tak mało, że raczej nie ma opcji, żebym dał radę pierdolnąć coś specjalnie na czyjś nielegal, na legal zresztą też. Chyba że zaprosiłby mnie ktoś, kogo naprawdę kurewsko szanuję za dorobek.

Są już jakieś plany na następną płytę Afro Kolektywu?

Tak, będzie się pewnie nazywać "Mało miejsca na dysku", muzyka w większości nie moja, teksty - same storytellingi. Taki jest plan, ale wiesz, "plans can fall through and so often they do".

Co sądzisz o polskim rynku muzycznym?

Nie ma polskiego rynku muzycznego. Jest rynek okołomuzyczny, na którym sprzedaje się płyty jako bonus do czegoś, do książki, filmu, rocznicy, kontrowersji, wizerunku. Chociaż oczywiście, gdybym zaistniał na tym nieistniejącym rynku, to bym zmienił zdanie na mniej krytyczne. (śmiech)

Jakiej muzyki słuchasz w wolnych chwilach?

Jak najróżniejszej. Od Autechre przez Erykah Badu aż do Pantery. Byle dobre było.

2008 rok już za nami, jaka płyta zauroczyła Cię najbardziej?

Trafione pytanie, bo akurat dzisiaj podjąłem decyzję (śmiech) – nieoficjalna epka nowojorskiego zespołu Violens. Kombinacje harmoniczno-melodyczne dotknięte ręką Boga kurde, odpadam. Sześć tracków, z czego pięć oceniłbym maksymalnie w każdej skali.

Czy chciałbyś kogoś oprócz siebie na koniec pozdrowić?

(śmiech) Nie. Nie lubię ludzi. A serio, to swoją żonę, oczywiście, kolegów z zespołu, i tych, którzy wierzą jeszcze - chociaż ja sam nie bardzo wierzę - że Afro Kolektyw zasługuje na to, by odnieść jakiś tam sukces i w związku z nim nie jebnąć o glebę wkrótce.

Wywiad został przeprowadzony w lutym 2009. Rozmawiali Łukasz Rutkowski (AllRap.pl) i Maciej Blatkiewicz. Zdjęcia: Mariusz Chibowski; Wojciech Graczykowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wywiad również na AllRap.

czwartek, 29 stycznia 2009

"Muzyka to droga, która choć zapowiada się na krętą, jest mi właściwą" - wywiad z Dagą Gregorowicz

Dla czytelników bloga jesteś najprawdopodobniej osobą anonimową. Mogłabyś się im jakoś przedstawić?

Jestem osobą, która przedstawia się jako Daga Gregorowicz. Obywatelstwo polskie. Pierwszy okrzyk nastąpił w Poznaniu.

Posiadasz wyuczony zawód, studiujesz?

Skończyłam geoinformatykę na UAM Poznań. Obecnie kończę Studium Piosenkarskie im. Czesława Niemena w Poznaniu.

Od jak dawna zajmujesz się śpiewem? Już jako mała dziewczynka chętnie udzielałaś się wokalnie, czy odkryłaś "to" w sobie dopiero później?

Zawsze "wyłam", jak nazywa to moja siostra. Kiedy byłam małą dziewczynką mój ukochany wujek wołał do mnie tylko w jeden sposób: "Artystka z telewizji". Mimo, że nic nie zapowiadało moich ciągot do sceny, on to przewidział. Może nie z telewizji, ale zdecydowanie mogę nazywać się artystką. Wpierw były chóry, śpiew pod prysznicem etc. Jako, że mieszkam w domu jednorodzinnym, kiedy rodzinki w nim nie było, nikt za ścianą mnie nie słyszał i tak darłam się wniebogłosy, wygłupiałam no i zaczynałam tworzyć. Dziś najchętniej muzykę tworzę jadąc w nocy samochodem - to taka moja mekka twórcza. A kiedy odkryłam? No cóż. Odkrywcami, którzy pozwolili mi w siebie uwierzyć byli artyści sceny bydgoskiej. Wpierw Wacek Węgrzyn z The Ślub a potem Tomasz Gwinciński, który zaprosił mnie do nagrania płyty "Klub Samotnych Serc Pułkownika Tesko".

Możesz powiedzieć coś więcej odnośnie tej płyty?

"Klub Samotnych Serc Pułkownika Tesko" to swojego rodzaju manifest. Manifest czego - niech każdy ze słuchaczy odpowie sobie sam na to pytanie. Płyta zawiera genialne teksty Tomka. W sferze muzycznej nawiązuje do słynnej płyty "Klub Samotnych Serc Sierżanta Pieprza" ("Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band") Beatlesów. To przed wszystkim świetne piosenki świetnego gitarzysty. Projekt miał szansę zrobić niezłe zamieszanie na polskiej scenie muzycznej. Niestety po kilku koncertach (dodajmy, że w pękających w szwach klubach) zawieszono działalność. Wielka szkoda, ale swoich fanów płyta ma nadal.

Przejdźmy do jednego z najnowszych projektów, w którym bierzesz udział. Z opakowania "Wygadanej" możemy przeczytać, że wraz Mikołajem Pospieszalskim i Daną Vynnytską poznaliście się na międzynarodowych warsztatach "International Summer Jazz Academy in Cracow (ISJA)". Mogłabyś powiedzieć trochę więcej nt. tej imprezy oraz samego nawiązania współpracy z wymienionym wyżej dwojgiem muzyków?

Warsztaty jazzowe w Krakowie skupiają niesamowite środowisko. Po pierwsze to fenomenalni wykładowcy z całego świata, jak i międzynarodowa grupa studentów. Charakteryzują się one niesamowicie rodzinną atmosferą. Polecam zarówno początkującym jak i zaawansowanym. Wokalistom, jak i instrumentalistom. Z Daną polubiłyśmy się przez wzajemne słuchanie, zaciekawienie. Dopiero po chwili nastąpiła konfrontacja słowna. Po roku spotkałyśmy się znów na warsztatach, bogatsze o nowe doświadczenia muzyczne. To Dana była jedną z osób, które upewniły mnie w przekonaniu, że muzyka to ta droga, która choć zapowiada się na krętą, jest właśnie mi właściwą. Marzenia wspólnego grania, projektu?! Nie jestem do końca pewna, czy zrodziły się wtedy. Kilometry jednak działały na wyobraźnię, a raczej ją lekko odurzały i tłumiły w rozwijaniu skrzydełek. Wszystko nabrało rumieńców, kiedy to wraz z kolegami poznanymi na ISJA zaczęliśmy prace nad projektem Aerobit. Wraz ze Stefanem Nowakowskim (kontrabas), Remkiem Zawadzkim z Afro Kolektywu (perkusja) i Danielem Grzeszykowskim z Tricphonix wkraczaliśmy w klimaty muzyczne, z którymi świetnie mogłam się utożsamiać.

Ze Stefano oraz Remkiem wyruszyliśmy w podróż do Lwowa w celu jammowania z naszymi przyjaciółmi. Tam też i była Dana, której to przywiozłam z Polski mojego ukochanego Kaossa (Daga jest jedną z największych fanek tego sprzętu w Polsce - gra obecnie na trzech Kaoss Padach jednocześnie). Dowiedziałam się, że Dana wraz ze swoim zespołem Schocolad dostała się na półroczne stypendium Gaude Polonia do Warszawy. Pojawiło się światełko w tunelu. Obiecałam Danie, że pokażę jej nowe sztuczki na Kaossie. Miałyśmy się spotkać i pojammować we dwie. Spotkanie nastąpiło w Piasecznie, w sali prób Excessive Machine i nieistniejącego już Aerobitu. Atmosfera tego miejsca nie pozwoliła nam już się rozstać. Po kilku spotkaniach wiedziałyśmy, że nazywamy się DAGADANA.

I tak pewnie tkwiłybyśmy w swojej muzyce same dla siebie, gdyby nie nasz przyjaciel Karim Martusewicz (Karimski Club, Voo Voo). To on, wiedząc, że coś tam się tworzy zadzwonił i powiedział: "Hej dziewczyny, jesteście w Warszawie? W niedzielę w Coffee Karma na Placu Zbawiciela odbywają się taperowania. Przygotujecie coś na tę niedzielę?". Był piątek wieczór. Perspektywa, że nie będziemy się w sobotę widziały nie napawała nas optymizmem, ale się zgodziłyśmy. Zamiast 15-minutowego Chaplina wybrałyśmy ponad godzinną Godzillę – film z 1953 roku wyreżyserowany przez Ishiro Hondę. Plastikowe efekty. Dźwięk wyłączyliśmy, napisy polskie pozostały i tak stworzyłyśmy naszą wersję. I tak zaczęła grać DAGADANA, po raz pierwszy pokazałyśmy się szerszej widowni. Ludziom się spodobało. Karim uścisnął ręce. Wiedziałyśmy, że teraz to już decyzja zapadła - jesteśmy zespołem. Potem było jeszcze granie do filmu w poznańskim Meskalu. Mała przerwa i koncert z naszymi piosenkami. Oczywiście jako pierwszy musiał być Kraków i Piec Art. Bo tam się wszystko zaczęło. Tam obserwowałyśmy się na jammach.

Współpraca z Aerobitem upewniła mnie w przekonaniu, że w głowie siedzą mi kontrabasowe groovy. Dana podczas ISJA była w jednym combo z Mikołajem Pospieszalskim. Szykowaliśmy się do dużego koncertu w Hydrozagadce. Pomysł był prosty - zaprośmy jednorazowo kontrabasistę. Rozmawiałyśmy o Miku, ale telefon do niego był raczej takim odruchem z przewidywaną odmową. A tu zaskoczenie - Miko się zgodził. Troszkę obaw było, bo po pierwsze na próby mieliśmy mieć przeznaczone 2 dni po kilka godzin. Po drugie Miko nie miał pojęcia co gramy. Nagrań wtedy nie było. Uprzedziłyśmy go, że jest w tym trochę disco kiczu. Chłopak przyjechał. Zagraliśmy koncert i to on pierwszy powiedział, że jest to niespotykany projekt i jeżeli mamy ochotę to on z chęcią będzie grał z nami dalej. I tak zostało. DAGADANAMIKO? Po prostu DAGADANA z silną bazą. "Kontrabazą".

W jakim języku dogadujesz się z Daną? Mówicie po polsku, po angielsku czy może po prostu rozumiecie się nawzajem, w końcu ukraiński jest chyba dość podobny do naszego?

Dana słyszała troszkę polską mowę w domu. Na warsztatach ISJA zaczęła się uczyć. Na Ukrainie, szczególnie zachodniej, w modzie było oglądanie Polsatu. A już totalnie powaliło mnie to, że koledzy ze Lwowa znają więcej cytatów z filmu "Chłopaki nie płaczą" niż ja. Z Daną zatem porozumiewamy się po polsku. Czasem po angielsku. Ale najbardziej kochamy nasze słowotwórstwo. Ukraiński to piękny język. Coraz więcej rozumiem, ale ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Kiedy zaśpiewałam na jammie w ramach niespodzianki ukraińską piosenkę solo, koleżanki miały niezły ubaw, bo powiedziały mi, że to chyba był język mongolski... Cały czas się zbieram, aby zacząć się uczyć ukraińskiego. Jestem już z pokolenia nieznających rosyjskiego i jednak cyrylica mnie przerasta.

Na opakowaniu możemy również wyczytać, że udzielasz się na płycie nie tylko wokalnie, ale bawisz się również szeroko pojętą elektroniką. Możesz dokładniej powiedzieć, czym takim dokładniej się zajmujesz?

Odetnij wokal Dany, klawisze i kontrabas. Reszta to po prostu wynik dłubania z prądem i obwiedniami, względnie z samplerem. Interesuje mnie przetwarzanie głosu, zapętlenie na żywo, tworzenie przestrzeni elektronicznych poprzez nakładanie na siebie na raz bardzo różnych efektów. Należy podkreślić, że płytka dostępna obecnie jako "Wygadana" to nagranie na tzw. setkę, czyli na żywo na raz w studio. Chodzi o trans. Dla mnie granie elektroniki połączonej z wmiksowywaniem w nią wokalu, to najczystsza postać transu w jaki wchodzi się powoli. Kocham ten stan. Przede wszystkim to jest zabawa. Niesamowity flow. Do tego dochodzi na scenie granie na dziecięcych przeszkadzajkach i zabawkach. Dzieciaki, które są w nas ożywają i pokazują swoje pazurki.

Jaki wyniósł nakład "Wygadanej"? W jaki sposób promujecie swój album?

Nakład to 1000 sztuk. Zależy nam na tym, aby ludzie przepalali sobie płytę. Wychodzimy z założenia, że to jest EP-ka. Kto nas szanuje, kupi płytę jak już będzie wydana. Przy sprzyjających wiatrach przed wakacjami jest szansa, że zostanie nagrana i trafi na półki sklepowe. Wracając do promocji, w naszym przypadku sprawdza się portal myspace.com i tzw. marketing szeptany.

Następne pytanie wiąże się z tym, co przed chwilą powiedziałaś. Jakie są plany zespołu na przyszłość? Kolejna epka, longplay, a może nawet atak na Empiki?

Zdecydowanie atak. Skoro tysiące kilometrów nic dla nas nie znaczą, dopniemy swego. Materiał na półtora longlplaya jest gotowy. Zaczniemy zatem od jednego. Pojawi się szczypta gości. Plany są już na drugi krążek - wtedy będzie ich zdecydowanie więcej. Na pierwszej płycie musimy pokazać kim jesteśmy, a nie podpierać się nazwiskami. Nazwiska zatem będą miały tutaj tylko micro partie do zagrania. Producentem płyty będzie Marcin Pospieszalski. Reszty nazwisk nie zdradzam. Niech to będzie słodki dodatek. Krążek będzie promowany w Polsce i na Ukrainie.

Oprócz zespołu DAGADANA współtworzysz również formację DEGRADAZIA. Mogłabyś nieco przybliżyć czytelnikom ten projekt?

To zupełnie inna, całkiem nowa bajka. Na razie zagraliśmy pierwszy koncert wspólnie. Jest to projekt, w którym chcę się po prostu wyżyć. Obecne nagrania na myspace są po prostu grzeczne. Na koncercie pokazaliśmy pazurki i nie zamierzamy na tym poprzestawać. Ma być ostro i transowo. Kawałki są długie i towarzyszą im wizualizacje. W tym projekcie chcę łamać swoje podejście do śpiewania. Widzę, że otwieram się na nowe przestrzenie, które wcześniej istniały jedynie w nocy podczas szaleńczej jazdy moim samochodem. Ma tutaj następować DEGRADAZIA. Powoli, ale odkrywamy swoje brzmienie. Wojtek Grabek na elektrycznych skrzypcach, kaoss padzie i electribe. No i ja na wokalu i z dużą dawką elektroniki.

Warto też wspomnieć o zupełnie odmiennych 2 projektach, nad którymi teraz pracuję. Pierwszy to LISTONOSZ. Zespół składa się z muzyków z takich formacji jak POTTY UMBRELLA, czy OSTATNIE TAKIE TRIO. Jest to więc scena bydgoska, do której powracam po rocznej przerwie. Nie będę zdradzać, co przygotowujemy, ale mogę powiedzieć, że nazwa płyty to "Adresat Nieznany". Drugi projekt to jeszcze nie posiadający nazwy skład, z którym próbujemy w Bochni pod Krakowem. Jak na razie próby odbywają się okazyjnie, ponieważ perkusista studiuje w Londynie, ale w czerwcu ruszamy ostro do pracy. Będzie to najbardziej popowy z wszystkich projektów, w których gram. Od czasu do czasu występuję też solo. Ostatnio nawiązałam artystyczną współpracę z bydgoską malarką Martą Filipiak. Razem tworzymy performance, który jest wprowadzeniem do wernisażu prac Marty oraz innych artystów. Za nami wystawa w Białymstoku w Galerii Spodki. W planach mamy kilka wernisaży w Polsce, a potem w Kanadzie. Ta współpraca jest dla mnie wyjątkowo cenna. Łączenie różnych sfer sztuki to kolejne nowe doświadczenia, które wymagają ode mnie poszukiwań innej swojej odsłony.

Wojtka Grabka poznałaś również na międzynarodowych warsztatach jazzowych?

Nie. Wprost przeciwnie. Po wielu przygodach w PKP zapragnęłam współpracować z kimś z mojego miasta Poznania. Na Wojtka natrafiłam na myspace. Zaproponowałam współpracę. Pół roku się zbieraliśmy na spotkanie mimo, że mieszkamy od siebie 15 minut drogi autem.

Jak to się stało, że zostałaś managerem Afro Kolektywu? Trafiłaś do muzyków poprzez zwykłe ogłoszenie, czy w jakiś w innych sposób?

Zorganizowałam im koncert w Poznaniu. Zajmowałam się sprowadzaniem do Poznania składów offowych, czasami największych freeków. Chciałam udowodnić właścicielowi klubu, że na niszową muzykę też może przybyć dużo osób. Moim marzeniem było sprowadzać do mojego miasta składy, które uwielbiam, a które nigdy się w tym mieście nie pojawiły. Była to na początku walka z wiatrakami, ale nie zrażało mnie to. Wiedziałam, że to jest moje hobby. Przy okazji zawiązały się muzyczne przyjaźnie. A na Afro Kolektyw przyszło ponad 300 osób. Chłopaki od razu zaproponowali mi bym się nimi zajęła. Ja odmówiłam. Ważniejszy był garb na placach w postaci nienapisanej magisterki. To była trauma, którą trzeba było zwalczyć. Do tematu powróciłam sama. Zadzwoniłam do Michała - Afrojaxa. Spytałam, czy propozycja jest aktualna. I tak chłopaki powierzyli mi siebie w moje ręce. Ot, historia Dagi, która zrezygnowała z możliwości zarabiania kokosów w branży geoinformatycznej na rzecz muzyki i jej promowania. Trzeba powiedzieć, że gdyby nie rodzina, pewnie jednak wybrałabym opcję "Warszawa - 12 tys. miesięcznie w dużej korporacji". I umarłabym z nieszczęścia albo zostałabym świetnym geoinformatykiem. Chyba jednak byłabym bogatym, smutnym człowiekiem.

Czy w związku z tym, że jesteś managerem Afro Kolektywu mogłabyś zdradzić nam najbliższe plany zespołu? Jakieś koncerty, nowe single i teledyski promujące „Połącz Kropki”, a może nawet prace nad kolejną płytą?

Mogę zdradzić, to że zespół będzie coraz więcej koncertował. Zainteresowanie jest spore. Są plany i na Gorzów. Wszelkie szczegóły znajdują się na www.myspace.com/afrokolektyw. Afro Kolektyw przede wszystkim jest konsekwentny w swoich działaniach, uparty i sunący do przodu. Jeśli będzie się komuś wydawało, że chłopaki odpoczywają, to jest to tylko cisza przed burzą, bo Afro odpala po kolei kolejne torpedy, a ma ich w zanadrzu cały arsenał. Będzie więc wybuchowo!

Jak zainteresowani doskonale wiedzą, na „Połącz Kropki” Afro Kolektywu w jednym z utworów pojawić miał się szczeciński raper Łona. Ostatecznie jednak się nie dograł i jego miejsce zajęła Twoja znajoma, wielokrotnie wspominana tu Dana Vynnytska. Czy Ukrainkę było trzeba długo namawiać do nagrania – bądź co bądź – hip-hopowego numeru?

To był jej pierwszy rap. Napisała tekst w chwilę. Trzy "tejki" i po sprawie. Chłopaki byli pod wrażeniem. I tak DAGADANA też po części pojawia się w Afro. Czas na rewanż. No, ale to ma być niespodzianka.

Gdzie szukasz inspiracji tworząc swoją muzykę?

Na inspirację przede wszystkim składają się doświadczenia z życia wzięte. Miłość, porażki, sukcesy. Może powiem, kto wywarł na mnie największy wpływ. Voo Voo, Baaba, Molly Johnson, muzyka improwizowana. Z elektroniki bardzo podoba mi się podejście do sprawy Cassiusa, naszego polskiego Excessive Machine - chłopaki wymiatają producencko. Dalej nie można zapomnieś Mujaji, Django Bates, niektóre produkcje DJ Vadima, Jamie Lidell, Benny Sings. W Polsce warto zaciekawić się jeszcze lekkością Loco Star, wirtuozerią DJ Krime'a, przestrzeniami jakie generuje Snowman i konsekwencją Kasi Nosowskiej. Bawić mnie będą zawsze Blendersi. A kocham oczywiście Afro Kolektyw. Nie jestem ich managerem tylko dlatego, że są fajnymi facetami. Skądś się to bierze. Genialne teksty Afrojaxa (Michał dostał niedawno zasłużoną Miazgę od miesięcznika Pulp za najlepsze teksty 2008 roku), to coś, co nie raz wyprowadza mnie ze złego humoru. Do tego genialna muzyka.

Kontynuując temat inspiracji niemożliwe pokłady energii czerpię z solowych koncertów Marcina Maseckiego. To samo tyczy się występów Tomka Dudy, czy to w Saksoforcie, czy w innych projektach, czy kiedy gra solo. Są to pewnego rodzaju mistyczne uniesienia. Człowiek wpada w trans i cieszy się, że jest we właściwym miejscu i o właściwej porze tu i teraz. Uwielbiam słuchać muzyki szpiegowskiej, muzyki filmowej. Mistrzostwo świata dla Davida Holmesa. Mogę słuchać godzinami. Genialną dyskografię Steve'a Reicha pożeram, gdy się chcę odstresować. Polecam filmowe akcje okolic Voo Voo. Najwspanialsza płyta na świecie „Seszele” z Bogusławem Lindą recytującym puentę filmu. Najcudowniej słucha się jej na winylu. Znakomita muzyka - niestety nie wydana - do filmu „Trzeci”. Z Polskich wspaniałych projektów zahaczających o muzykę world/folk cenię Alamut, Tołhaje i Żywiołaka. Troszkę chaotycznie podałam wszystkie nazwiska i składy, ale też tak chaotycznie ich słucham. Na koniec muszę powiedzieć, że świat byłby uboższy bez "Akademii Pana Kleksa", Kabaretu Starszych Panów no i całej serii "Z Archiwum X".

Dziękuję za udzielenie wywiadu. Chciałbyś coś jeszcze dodać na koniec?

"Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic".